Referendalna porażka na Podhalu. Teraz wrze w Limanowej
Organizatorzy referendum w Szaflarach nie zdołali przyciągnąć do urn nawet połowy wymaganej liczby uczestników. W niedzielnym głosowaniu uczestniczyło 758 osób spośród 8630 uprawnionych. Frekwencja wyniosła zaledwie 8,78 proc. Żeby głosowanie było ważne, potrzebnych było co najmniej 2159 uczestników. Zabrakło więc aż 1401 osób.
Za odwołaniem Szkaradzińskiego oddano 729 głosów, przeciw – 26. Oznacza to, że usunięcia wójta chciało 96,56 proc. osób, które oddały ważny głos. Tak zdecydowana przewaga nie wystarczyła jednak do zmiany władzy. Referendum jest nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji. To oznacza, że dotychczasowy wójt podhalańskiej miejcsowości utrzymał władzę.
Dawny rywal i człowiek Anny Paluch
Szkaradziński rządzi Szaflarami od 2014 roku. Przeciwnicy chcieli przerwać jego trzecią kadencję. Zarzucali mu m.in. rosnące zadłużenie, opóźnienia inwestycji i brak współpracy z mieszkańcami oraz radnymi. Szczególnie mocno uderzali w geotermię. Mieszkańcy skarżyli się na rozkopane drogi i utrudnienia związane z budową sieci ciepłowniczej. Wskazywali też, że nadal nie wiedzą, które domy zostaną podłączone do geotermii i ile będzie kosztowało ogrzewanie.
Wójt bronił swojego dorobku. Przekonywał, że gmina się rozwija, a utrudnienia są przejściowe. Według jego bilansu w latach 2015–2026 na inwestycje przeznaczono ponad 300 mln zł, w tym ponad 200 mln zł z dotacji.
Szybko okazało, że tak naprawdę za próbą odwołania stali jego polityczni oponenci. Pełnomocnikiem komitetu był Rafał Wilkus, radny z Maruszyny, który w 2024 roku bezskutecznie rywalizował ze Szkaradzińskim o fotel wójta. Jednym z architektów niedzielnego referendum był również Jacek Król – urzędujący członek Zarządu Powiatu Nowotarskiego i radny wybrany z list Prawa i Sprawiedliwości. Historia jego kariery może zaskakiwać; jeszcze kilka lat temu pracował jako woźny w szkole podstawowej we wsi Zaskale. Dziś zajmuje etatowe stanowisko we władzach powiatu i uchodzi za prawą rękę baronowej PiS, Anny Paluch.
Jedna prawica, dwa obozy
Jednocześnie głosowanie w Szaflarach pokazało, jak głębokie są podziały w obozie PiS. Jacek Król jest związany z Anną Paluch, posłanką silnie związaną z ugrupowaniem Jarosława Kaczyńskiego. Z kolei Szkaradziński pozostaje blisko podhalańskiego ziobrysty, Edwarda Siarki.
Tymczasem referendalna fala w Małopolsce się nie zatrzymuje. W Radłowie, Lanckoronie i Tymbarku włodarzy uratowała zbyt niska frekwencja. W gminie Mszana Dolna mieszkańcy pozostawili wójta, ale odwołali radę. W Bochni organizatorzy nie zebrali wystarczającej liczby prawidłowych podpisów.
Teraz kolej na Limanową. Tam przeciwnicy obecnych władz chcą odwołać zarówno burmistrz Jolantę Juszkiewicz, która rządzi od 2024 roku, jak i całą Radę Miasta. Ruszyła już nawet zbiórka podpisów. Żeby doprowadzić do referendum, muszą zebrać co najmniej 1123 prawidłowe podpisy. Mają na to 60 dni. Termin referendum nie został jeszcze wyznaczony.
Kolejny bunt w Małopolsce. Tym razem w Limanowej
Zarzucają władzom zaciąganie kolejnych kredytów, niewystarczające zabieganie o pieniądze zewnętrzne i niewłaściwą politykę kadrową. Wypominają również próbę usunięcia wizerunku limanowskiej Piety ze sztandaru miasta oraz brak skutecznej obrony dworca kolejowego, który został wyburzony przez PKP.
Także tutaj polityka już weszła do gry. O inicjatywie w mediach społecznościowych informowali m.in. miejscowi działacze Konfederacji. Juszkiewicz mówiła natomiast na antenie radia RDN o powiązaniach organizatorów z Koalicją Obywatelską.
Kraków pokazał już, że referendalny bunt może zakończyć się zmianą władzy. 24 maja mieszkańcy odwołali Aleksandra Miszalskiego ze stanowiska prezydenta. Tam frekwencja przekroczyła wymagany próg. Teraz krakowianie wybiorą jego następcę. W drugiej turze przedterminowych wyborów zmierzą się Łukasz Gibała i Monika Piątkowska, popierana przez KO i PSL. Decydujące głosowanie odbędzie się już w niedzielę, 11 października.