Aleksander Miszalski uderza w Łukasza Gibałę: kłamie i manipuluje
Rozliczenie z przeszłością
Odwołany w majowym referendum prezydent Krakowa, Aleksander Miszalski, po ponad czterech miesiącach nieobecności w przestrzeni publicznej zabrał głos.
W opublikowanym w mediach społecznościowych oświadczeniu przyznał, że potrzebował czasu na nabranie dystansu oraz analizę swoich błędów. Tłumaczy, że jego celem było szybkie uporządkowanie miejskich finansów i przeprowadzenie reform, co z perspektywy czasu uważa za próbę zmiany zbyt wielu rzeczy naraz.
Były prezydent zaznacza, że obserwował trwającą w mieście kampanię wyborczą przed przedterminowymi wyborami prezydenckimi i analizował propozycje kandydatów.
Jego największe obawy budzi postawa i program Łukasza Gibały. Miszalski wprost zarzuca swojemu kontrkandydatowi z 2024 roku kłamstwa, manipulację czy populizm.
Zarzuty o brak wiedzy
W swoim obszernym wpisie Miszalski punktuje kampanię Łukasza Gibały, kwestionując jego wiarygodność na kilku polach. Były prezydent twierdzi między innymi, że stowarzyszenie Gibały przeznaczyło niemal 1,9 mln zł na kampanię referendalną, co jego zdaniem przeczy tezie o czysto obywatelskim charakterze tamtej inicjatywy.
Wytyka również kandydatowi rzekomą zmianę poglądów w zależności od sympatii wyborców, a także przypomina o deweloperskiej działalności jego brata, sugerując potencjalny konflikt interesów.
Szczególnie mocna krytyka ze strony byłego prezydenta dotyczy obietnic wyborczych oraz znajomości budżetu miasta. Miszalski przekonuje, że postulaty Gibały pochłonęłyby miliardy złotych, których Kraków nie posiada.
– Nie da się w budżecie 11 mld zł znaleźć 1 mld zł oszczędności bez cięcia usług dla mieszkańców. Jeden miliard to cały transport, to 25% edukacji albo likwidacja wszystkich urzędów i zwolnienie wszystkich urzędników – podkreśla we wpisie polityk, dodając, że zapowiadany przez Gibałę audyt nie zadziała jak bankomat.
Poparcie dla Piątkowskiej
Finał oświadczenia to jasna deklaracja przed nadchodzącym głosowaniem. Aleksander Miszalski zachęca do oddania głosu na Monikę Piątkowską.
Opisuje ją jako sprawdzoną menadżerkę z odpowiednim doświadczeniem urzędniczym i prawniczym, która – uczona również jego politycznymi błędami – ma zagwarantować rozwój miasta i skuteczną walkę z długiem.
Podsumowując swój apel, polityk po raz kolejny uderza w Łukasza Gibałę. Twierdzi, że ten wszystko miał w życiu podane na tacy i nigdy nie zarządzał niczym na poważnie.