Bilet studencki za 365 zł już od listopada. Wcześniej miasto twierdziło, że nie ma pieniędzy
Jako pierwsza informację o obniżce cen biletów opublikowała w środę wieczorem Monika Piątkowska, kandydatka na urząd prezydenta Krakowa.
– 365 zł za 365 dni. Od 1 listopada roczny bilet dla studentów będzie kosztował 365 zł! – napisała Monika Piątkowska.
Dodała, że zależało jej na realizacji tego postulatu właśnie teraz. Podziękowała pełniącemu funkcję prezydenta Krakowa Stanisławowi Kracikowi za „otwartość i dobrą współpracę”. W przesłanych do mediów materiałach prasowych używa określenia, że „wywalczyła tańszy roczny bilet dla studentów”.
Według zapowiedzi zmiana ma wejść w życie 1 listopada. W praktyce oznacza to, że zmiana zostanie wprowadzona nie uchwałą rady miasta, a zarządzeniem prezydenta.
365 zł było w programie Miszalskiego
Roczny bilet studencki za 365 zł Aleksander Miszalski zapowiadał podczas kampanii przed wyborami samorządowymi w 2024 roku. Zapis znalazł się w jego programie wyborczym.
Temat powrócił w listopadzie 2025, kiedy rada miasta zajmowała się zmianą taryfy komunikacji miejskiej. Projekt zakładał wprowadzenie rocznego biletu studenckiego za 470 zł.
Radni Prawa i Sprawiedliwości wykorzystali okazję, by wbić szpilkę prezydentowi, powołując się na jego własne obietnice. Radny Michał Ciechowski złożył poprawkę, w której zaproponował zmianę ceny na 365 zł.
W uzasadnieniu poprawki powołał się właśnie na program wyborczy Miszalskiego. W grudniu poprawka trafiła pod głosowanie: 18 radnych było za, 22 przeciw.
„Ten bilet zjadał całe potencjalne korzyści”
Podczas sesji radni długo rozmawiali o tym, dlaczego cena 365 zł nie została wpisana do taryfy.
Radny Tomasz Leśniak tłumaczył, że proponowane 470 zł oznacza w praktyce utrzymanie dotychczasowego poziomu wydatków studentów.
– Ten bilet studencki roczny, który pojawił się w cenniku, to jest poniekąd zamrożenie cen obecnych dla studentów. Teraz student może kupić dwa bilety półroczne i to jest 470 zł – mówił. Docelowo po prostu ta cena będzie obniżona – zapowiadał Leśniak.
Radny Grzegorz Stawowy tłumaczył, że kwestia biletu za 365 zł „była bardzo długo analizowana pod kątem możliwości finansowych”. – Żeby była jasność, ten bilet zjadał całe potencjalne korzyści, które są liczone z takich zmian biletów, jakie zostały zaproponowane – przekonywał.
– Jako okres przejściowy zostało zaproponowane zamrożenie biletu ulgowego, on zostaje na takim samym poziomie jak był dotychczas, 470 zł (…) właśnie ze względu na to, żeby wyjść naprzeciw studentom mając w pamięci deklarację wyborcze, które mam nadzieję, że w 2027 roku przerodzą się już w bilet za 365 na 365. Natomiast do niego trzeba znaleźć finansowanie – mówił radny.
Stawowy mówił również, że przy niższej cenie trzeba byłoby wskazać źródło pieniędzy.
– Oczywiście może być tak, że mieszkańcy Krakowa, dorzucą się do studentów, natomiast ja nie ukrywam, że jako radny miasta płacący tutaj podatki chciałbym, żeby ten bilet za złotówkę dziennie jednak dotyczył studentów mieszkających w Krakowie i płacących tu podatki. (…), Bo to jednak jest trochę różnica, że my inwestujemy we własnych studentów, którzy mieszkają w Krakowie, ewentualnie w tych, którzy przeniosą PIT ze swojej rodzinnej miejscowości przyjeżdżając do Krakowa, bo byłaby nadzieja taka, że oni zostaną i te pieniądze zostaną odrobione – mówił podczas sesji.
Prezydent podtrzymywał obietnicę
W trakcie tej samej dyskusji radna Aleksandra Owca zwróciła uwagę, że w projekcie znalazł się bilet za 470 zł, mimo wcześniejszej zapowiedzi ceny 365 zł.
– W tym projekcie jest bilet studencki, który kosztuje o 100 zł niemalże więcej niż ten, ile było obiecane. To nie jest tak, że nie wprowadzacie, tylko wprowadzacie droższy – mówiła.
Poprosiła przedstawiciela władz miasta o deklarację, czy cena zostanie później obniżona do 365 zł. Odpowiedział Łukasz Sęk, ówczesny zastępca prezydenta Krakowa.
– Potwierdzam w imieniu pana prezydenta, to nie jest ostatnie słowo, jeżeli chodzi o cenę tego biletu dla studentów. Planem jest to, aby do końca kadencji ten bilet kosztował 365 zł i prezydent nie wycofuje się z tej deklaracji – mówił, zastrzegając równocześnie, że musi na to pozwolić sytuacja budżetowa.
Sęk zwracał też uwagę na koszty związane z rozwojem komunikacji.
– Trzeba też pamiętać, że w przyszłym roku na przykład linia KST IV jest planowana do oddania, to też dodatkowa praca przewozowa, która będzie musiała być wykonana, a komunikacja jest nierentowna. W związku z tym każdy przejechany dodatkowy kilometr, każda dodatkowa linia będzie generować koszty – mówił.
I dodawał:
– I co ważne, trzeba pamiętać, że na końcu te koszty właściwie prawie w całości będą ponosić mieszkańcy tak jak do tej pory. Ale albo będą je ponosić w podatkach i w opłatach, albo będą je ponosić w biletach. To zawsze, nie ma nic za darmo na końcu – mówił Sęk.
Miasto tłumaczyło: najpierw trzeba znaleźć pieniądze
W grudniowej dyskusji argument dotyczący finansowania pojawiał się kilkakrotnie. Ostatecznie przyjęta została taryfa z biletem studenckim za 470 zł, a cena 365 zł pozostała deklarowanym celem.
W oficjalnych materiałach miasta po przyjęciu zmian znalazło się jeszcze bardziej bezpośrednie wyjaśnienie. Miasto pisało, że Aleksander Miszalski nie wycofał się z obietnicy 365 zł, ale: „zastany budżet nie pozwala obecnie na wprowadzenie rocznego biletu studenckiego w takiej cenie”.
Nowa decyzja
Nowa informacja o obniżce ceny biletów jest zaskoczeniem, w tym również dla części urzędników. Taki postulat nie był wymieniany dotychczas wśród głównych zapowiedzi Moniki Piątkowskiej, która skupiała się m.in. na przywróceniu biletu 20-minutowego i obniżeniu cen do poziomu obowiązującego w Warszawie.
W czwartek rano zarządzenie Stanisława Kracika zostało opublikowane w Biuletynie Informacji Publicznej. Zgodnie z zapowiedzią, termin wprowadzenia zmiany ustalono na 1 listopada.