Radni pokłócili się o bilety. Poszło o podwyżki za czasów Miszalskiego

Miała być rozmowa o tańszych biletach dla doktorantów, a skończyło się wzajemnymi oskarżeniami o hipokryzję i wypominaniem głosowań sprzed kilku miesięcy. Radni spierali się o to, kto odpowiada za podwyżki cen krakowskich biletów.

Punktem wyjścia był projekt uchwały kierunkowej radnych Nowej Lewicy, dotyczący rozszerzenia uprawnień do zakupu rocznego biletu za 365 zł na doktorantów. Radny Grzegorz Garboliński, przedstawiając propozycję, zwracał uwagę na trudną sytuację materialną młodych naukowców. Do oceny śródokresowej otrzymują oni stypendium w wysokości około 3168 zł na rękę, a obowiązki na uczelni często utrudniają im podjęcie dodatkowej pracy.

– Myślę, że wszyscy zgodzimy się tutaj, że 3000 zł w Krakowie, gdzie ceny najmu dochodzą do 60–70 zł za metr kwadratowy, to niewiele, zdecydowanie za mało – argumentował Garboliński.

Podkreślał, że Kraków jako miasto akademickie powinien wspierać młodych naukowców. Szybko okazało się jednak, że dyskusja nie ograniczy się do doktorantów.

Sekretarz miasta poinformował, że prezydent Łukasz Gibała również przygotowuje projekt zmian taryfy biletowej, który ma uwzględniać rozszerzenie ulgi na tę grupę. Projekt miał trafić na sesję do pierwszego czytania.

Grzegorz Garboliński
Grzegorz Garboliński
Klaudia Radecka / Forum

„Przebudzenie wrażliwości społecznej”

Radna Agnieszka Paderewska z Prawa i Sprawiedliwości wykorzystała tę zapowiedź, by wrócić do wcześniejszych podwyżek cen biletów, wprowadzonych za prezydentury Aleksandra Miszalskiego.

– Chciałabym tylko zwrócić uwagę na fakt, z całą sympatią do pana radnego Grzegorza, że mamy do czynienia z pewnym cudem, cudem wyborczym – mówiła.

Jej zdaniem radni Nowej Lewicy, którzy dziś zabiegają o ulgi, wcześniej nie sprzeciwiali się wystarczająco stanowczo podwyżkom. Paderewska przypomniała, że klub PiS mówił wówczas o kosztach, jakie zmiany taryfy przyniosą mieszkańcom.

– Cieszę się mimo wszystko, że nastąpiło pewne przebudzenie wrażliwości społecznej klubu Lewicy – stwierdziła.

Radna Joanna Hańderek z Nowej Lewicy przyznała, że podwyżki były trudną decyzją, za którą stały braki w budżecie na komunikację miejską. Jednocześnie podkreśliła, że sytuacja wymaga korekt.

– Zdajemy sobie sprawę, że te decyzje wymagają pewnych modyfikacji, stąd nasza prośba – mówiła.

Zwracała uwagę, że doktoranci często znajdują się pomiędzy statusem studenta a pracownika, a w czasie kształcenia podejmują dorosłe zobowiązania, zakładają rodziny i próbują odnaleźć się na rynku pracy.

Joanna Hańderek, Małgorzata Potocka
Joanna Hańderek, Małgorzata Potocka
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Gorąca wymiana zdań

Radny Michał Ciechowski z klubu PiS zarzucił Lewicy hipokryzję i przypomniał głosowania dotyczące wcześniejszych zmian taryfy, w tym odrzucenia poprawki w sprawie biletu studenckiego za złotówkę dziennie. Wskazywał, że radni Lewicy popierali również wprowadzenie biletów 15-minutowych zamiast 20-minutowych.

– Radni Lewicy niestety dopiero jak się zmienia prezydent, zmieniają zdanie i jest to oczywiście zabieg tylko propagandowy – mówił.

Radna Aleksandra Owca również zarzuciła Lewicy brak konsekwencji. Jej zdaniem prawdziwy sprawdzian przychodzi wtedy, gdy trzeba podjąć trudną decyzję, a nie dopiero po zmianie władzy.

– To od was zależała większość, od klubu Nowej Lewicy, który na sztandarach niesie ludzi, którzy pracują, którzy używają komunikacji miejskiej. I kiedy to od was zależało, żeby te podwyżki nie weszły, to wy stanęliście tutaj i powiedzieliście, że trzeba, bo teraz to są inne czasy i trzeba, bo budżet nie jest z gumy – mówiła.

– Wy pokazaliście swoją prawdziwą twarz i myślę, że teraz jest czas, żeby na chwilę usiąść, może być nawet na kanapie, i dokonać pewnej autorefleksji – dodała.

Przewodnicząca klubu Nowej Lewicy Małgorzata Potocka odpowiadała, że decyzje o podwyżkach wynikały z sytuacji budżetowej miasta. Zarzuciła przeciwnikom, że zamiast pracować, wykorzystują sesję do politycznych wystąpień.

– Każda podjęta decyzja obarczona jest ryzykiem, a chciałam państwu przypomnieć, że w tej chwili dyskutujemy o biletach doktoranckich – podkreślała.

Apel o nowy początek

Do uspokojenia dyskusji wezwał Michał Starobrat z klubu Kraków dla Mieszkańców. Zwrócił uwagę, że zapowiadana po zmianie prezydenta współpraca szybko ustąpiła miejsca ostrej politycznej walce.

Przypomniał, że Aleksander Miszalski sam przyznawał, iż podwyżki były błędem. Jednocześnie apelował, by radni nie wykorzystywali poprzednich decyzji wyłącznie do wzajemnego rozliczania się.

– Chciałbym, abyśmy rozpoczęli nową kartę w Radzie Miasta Krakowa, bo o to prosił prezydent Gibała – mówił.

Starobrat poinformował również, że nowy prezydent chce wrócić do poprzednich wariantów biletów 20-minutowych i uwzględnić postulat dotyczący doktorantów.

Sztab wyborczy Łukasza Gibały podczas II tury wyborów na Prezydenta Miasta
Sztab wyborczy Łukasza Gibały podczas II tury wyborów na Prezydenta Miasta
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Nie studencki, a akademicki

Po politycznej wymianie zdań głos zabrali przedstawiciele środowiska doktoranckiego. Agata Kempa, prezeska Towarzystwa Doktorantów Uniwersytetu Jagiellońskiego, podkreślała, że doktoranci mieszkają w Krakowie, płacą tu podatki i współtworzą lokalną społeczność.

Kempa poparła rozszerzenie rocznego biletu za 365 zł na doktorantów. Zaproponowała również, by zmienić jego nazwę na „bilet akademicki”, ponieważ osoby kształcące się w szkołach doktorskich nie mają już statusu studentów.

Aleksandra Błotnicka, przewodnicząca Porozumienia Doktorantów Krakowskich, wskazywała, że koszty dojazdów do uczelni i ośrodków badawczych stanowią istotne obciążenie, szczególnie dla osób, które nie mogą podjąć dodatkowej pracy.

Z kolei Rafał Ramut z Krajowej Reprezentacji Doktorantów przekonywał, że Kraków jako jeden z najważniejszych ośrodków akademickich w Polsce może dać przykład innym samorządom.

– Wspieranie nauki zaczyna się nie od wielkich strategii, ambitnych deklaracji. Czasem zaczyna się od bardzo prostej, bardzo konkretnej decyzji, która sprawia, że doktorant może po prostu łatwiej i taniej dotrzeć na uczelnię – podsumował.

Temat biletów ma powrócić przy okazji dyskutowania i głosowania projektu przygotowanego przez prezydenta. Podczas dzisiejszej sesji radni będą też głosować nad uchwałą kierunkową radnych Lewicy dotyczącą wydłużenia biletów z 15 do 20 minut.