Dziura w budżecie Krakowa. Kto wiedział o problemie i skąd wziąć pieniądze?
Jak dziś informowaliśmy, według wyliczeń radnego Michała Starobrata z klubu Kraków dla Mieszkańców miastu brakuje w tegorocznym budżecie prawie 400 mln zł. Największa część tej kwoty przypada na wynagrodzenia nauczycieli i pracowników administracyjnych szkół oraz dotacje dla placówek niesamorządowych. Chodzi również o pieniądze na komunikację miejską, działania Zarządu Dróg Miasta Krakowa, szpital Narutowicza czy pomoc społeczną.
Nowe władze muszą znaleźć środki jeszcze na ten rok, a jednocześnie przygotować projekt budżetu na kolejny. Spór dotyczy jednak nie tylko sposobu załatania braków, lecz także tego, czy sytuacja rzeczywiście zaskoczyła prezydenta Łukasza Gibałę i jego współpracowników.
„Pracują i muszą dostać wynagrodzenia”
Radny Mariusz Kękuś z Prawa i Sprawiedliwości podkreśla w rozmowie z nami, że informacje o brakujących pieniądzach na oświatę i komunikację miejską nie są dla niego zaskoczeniem. Jak mówi, już podczas prac nad budżetem zwracał uwagę na niedoszacowanie tych wydatków.
Radny zauważa, że skala braków dotyczących wynagrodzeń przypomina sytuację z poprzedniego roku.
Jego zdaniem odpowiedzialność za powstanie problemu spoczywa przede wszystkim na prezydencie i miejskich służbach.
– Pytanie jest takie, co służby miejskie do tej pory robiły i dlaczego nie zabezpieczyły tych kwot? Przecież to nie jest tak, że wiedzą od wczoraj, że tych kwot brakuje – mówi.
Radny odrzuca też argument, że pod koniec roku zwykle pojawiają się oszczędności na niezrealizowanych zadaniach i można liczyć na znalezienie brakujących pieniędzy.
– Takie igranie z ogniem, że coś się znajdzie, nie jest profesjonalnym podejściem. To na pewno nie ma nic wspólnego z odpowiedzialnym planowaniem budżetu – ocenia.
Kękuś wskazuje, że miasto ma kilka możliwości pokrycia brakujących wydatków, ale żadna nie jest pozbawiona konsekwencji. Może szukać oszczędności w innych zadaniach, zwiększyć dochody albo zaciągnąć kolejny kredyt.
– Jeżeli pójdziemy w kierunku, by szukać oszczędności, to jakichś innych zadań nie zrealizujemy – mówi.
Radny zwraca również uwagę na skalę ewentualnego wzrostu zadłużenia. Przy planowanym deficycie wynoszącym około 1,27 mld zł dodatkowe 400 mln zł oznaczałoby jego wzrost o ponad 30 proc.
„To jest czyste politykierstwo”
Inaczej na dzisiejsze informacje patrzy radna Małgorzata Potocka z Nowej Lewicy. Jej zdaniem komunikowanie o brakujących pieniądzach w obecnej sytuacji ma wymiar polityczny.
– To jest czyste politykierstwo, o czym też mówiłam podczas wczorajszej sesji. Pan prezydent obiecał, że będziemy pracować, natomiast mamy sytuację, w której pan prezydent swoje, a radni swoje – mówi Potocka.
Wyjaśnia, że planowanie budżetu opiera się na prognozach, które w ciągu roku mogą wymagać korekt. Pod koniec roku wydziały przedstawiają przewidywane potrzeby, aby miasto mogło przygotować się na dodatkowe wydatki.
Potocka wskazuje, że największe zapotrzebowanie na dodatkowe środki tradycyjnie zgłaszają oświata i transport. Jej zdaniem nie można jednak automatycznie utożsamiać zgłoszonych potrzeb z ostateczną kwotą, którą trzeba będzie znaleźć.
Radna Nowej Lewicy zwraca też uwagę, że symboliczne oszczędności, takie jak ograniczenie wydatków związanych z funkcjonowaniem prezydenta, nie rozwiążą problemu tej skali. Zauważa, że w obecnej sytuacji nie uda się osiągnąć zakładanej nadwyżki operacyjnej.
– Natomiast należałoby się pochylić jednak nad tym, by firmy rejestrowały swoją działalność w Krakowie, bo wtedy to daje nam podatki, a osoby mieszkające w mieście rozliczały się tu na miejscu – wskazuje.
„Próba tłumaczenia”
Radny Grzegorz Stawowy z Koalicji Obywatelskiej również przekonuje, że problem nie pojawił się nagle. Wskazuje, że zarówno Łukasz Gibała, jak i Michał Starobrat przez lata zasiadali w radzie miasta, a Starobrat był także związany z komisją budżetową. W jego ocenie trudno więc mówić o całkowitym zaskoczeniu stanem finansów.
Radny KO zwraca również uwagę na zapowiadane zmiany w taryfie biletowej. Jego zdaniem przywrócenie tańszych biletów będzie oznaczać niższe dochody miasta, a tym samym zwiększy kwotę potrzebną na sfinansowanie transportu publicznego.
– Jeżeli w tej chwili prezydent przedstawił projekt uchwały o bilecie dwudziestominutowym, zgadza się na propozycję Lewicy o wprowadzeniu biletu dla doktorantów, jest też mowa o bilecie 40-minutowym, to spadają dochody, a koszty zostają na tym samym poziomie – mówi.
Radny zaznacza, że Koalicja Obywatelska czeka na projekt budżetu przygotowany przez nowego prezydenta.
„To jest wygaszanie obietnic wyborczych”
Podobnie ocenia to Tomasz Daros z Koalicji Obywatelskiej. – Pan Michał Starobrat jest wieloletnim członkiem komisji budżetowej i miał pełen dostęp do informacji publicznej. Pan Łukasz Gibała również, jako radny miasta Krakowa. Są to osoby, które składają wiele interpelacji, więc słowa z ich strony, że nie mieli pojęcia o skali długu, są nieracjonalne – ocenia Daros.
Radny zwraca uwagę, że już podczas ostatniej sesji rady miasta przyjęto zmiany obejmujące między innymi rezygnację z zadań, które nie są realizowane oraz oszczędności uzyskane w przetargach.
– I oczywiście my, jako Koalicja Obywatelska, poparliśmy te zmiany, które zostały przedstawione – mówi.
Radny Daros zwraca uwagę, że to właśnie prezydent ma inicjatywę uchwałodawczą w sprawach budżetowych. – Czekamy. Pan prezydent dopiero co objął urząd i zakładam, że jakieś propozycje przedstawi – mówi.
„Jest wiele miejsc, gdzie można szukać oszczędności”
Aleksandra Owca, radna niezrzeszona, uważa, że nowy prezydent rzeczywiście mierzy się z trudnym zadaniem. Wskazuje przy tym obszary, w których miasto może szukać oszczędności.
Jako przykład podaje wydatki na media miejskie i promowanie miasta. W trakcie kampanii wyborczej temat ten był wielokrotnie poruszany, a zdaniem Owcy powinien być jednym z pierwszych obszarów do przeanalizowania przez nowe władze.
Radna zwraca również uwagę na koszty uczestnictwa Krakowa w organizacjach krajowych i międzynarodowych. W tej sprawie złożyła interpelację.
– Wiem, że prezydent się już wstępnie zapoznał z tą interpelacją i myślę, że już tam będzie pierwszych kilka milionów do zamknięcia tej ziejącej dziury. Liczę na to, że takich miejsc uda nam się znaleźć więcej – mówi Owca.
Wskazuje też na możliwość ograniczenia wydatków organizacyjnych, w tym związanych z funkcjonowaniem departamentów.
Radna nie przesądza jednak, czy takie oszczędności wystarczą do pokrycia całej kwoty. Podkreśla, że proces porządkowania finansów nie kończy się na jednej decyzji, a działania podjęte teraz mogą być początkiem dłuższej pracy nad budżetem.
Nowe władze muszą teraz jednocześnie znaleźć środki na tegoroczne wydatki i przygotować budżet na kolejny rok. Dopiero konkretne propozycje zmian pokażą, które zadania zostaną ograniczone, jakie dochody miasto może zwiększyć i czy uda się uniknąć dodatkowego zadłużenia.