Miastu brakuje 400 mln złotych na już. Radny mówi o pułapce
Radny Michał Starobrat z prezydenckiego klubu Kraków dla Mieszkańców poinformował, że finanse miasta są w opłakanym stanie.
Na tę kwotę składa się – w zależności od wyliczeń – od 220 do 270 mln złotych na pensje dla nauczycieli oraz pracowników administracyjnych szkół, a także dotacje dla placówek niesamorządowych. Wynika to z odgórnie podniesionych stawek wynagrodzeń.
Michał Starobrat wylicza, że kolejne 80 mln złotych to kwota potrzebna na transport publiczny, a 19 mln złotych zapisano w planie naprawczym dla Szpitala Miejskiego specjalistycznego im. Gabriela Narutowicza.
22 mln złotych potrzebuje Zarząd Dróg Miasta Krakowa.
– I nie mówimy tu o kwestiach inwestycyjnych, tylko o zobowiązaniach wynikających np. z usług naprawy torowiska – stwierdza.
Również pomoc społeczna mierzy się z brakami – tu potrzeby urosły do kwoty 10 mln złotych.
– To są środki, które musimy mieć już na dziś, a nie na przyszły rok – podkreśla radny.
Zadłużenie nie wchodzi w grę?
Michał Starobrat tę sytuację określa mianem pułapki. Z jednej strony nie ma jeszcze wypracowanego rozwiązania, z drugiej przyznaje, że prezydent Łukasz Gibała nie dopuszcza do siebie możliwości zwiększenia zadłużenia miasta. – Co oznacza, że obecnie nie rozważamy pożyczki – mówi.
Nowe władze Krakowa są postawione w trudnej sytuacji. Nie tylko muszą pracować i mierzyć się z decyzjami swoich poprzedników, ale też mają bardzo mało czasu na dopracowanie projektu budżetu na przyszły rok. Zgodnie z harmonogramem propozycja prezydenta powinna zostać opublikowana do 15 listopada, a dokument musi zostać przyjęty do końca roku.
Michał Starobrat na razie nie chce wychodzić z akcją gaśniczą poza ten rok.
– Skupiamy się na obecnych potrzebach. Pracowaliśmy nad tym wczoraj, pracujemy dzisiaj. Na razie, co chcę jeszcze raz podkreślić, nie dopuszczamy możliwości, aby zwiększyć dług – mówi.
– Przed nami rozmowy ze skarbnikiem i jednostkami. Mamy wstępny pomysł, skąd wziąć część brakującej kwoty – dodaje Starobrat.
Powtórka sprzed dwóch lat?
Poprzedni prezydent, Aleksander Miszalski, również mierzył się z podobnym wyzwaniem. Miał jednak więcej czasu na reakcję.
– Prezydent (mimo że objął urząd w maju i miał nieco więcej czasu na poczynienie ewentualnych oszczędności) nie znalazł pokrycia tych wydatków i musiał zaciągnąć 300 mln zł dodatkowego długu, którego wcześniej nie przewidziano w budżecie – ocenia.
Teraz Łukasz Gibała ma na to zaledwie kilka dni.