Sprawdzamy, co czeka krakowską. Rzadka jednomyślność wśród kandydatów
Sześć pytań o przyszłość krakowskiej kultury
Aby zweryfikować programy kulturalne kandydatów, które nie są zbytnio eksponowane w trwającej kampanii wyborczej, skierowaliśmy do sztabów zestaw sześciu następujących pytań:
- Czy Kraków w pełni wykorzystuje dziś swój potencjał kulturalny, czy też potrzebuje zmiany dotychczasowego kursu? Co wymaga natychmiastowej poprawy?
- Jaką rolę kultura powinna pełnić w rozwoju Krakowa w nadchodzącej kadencji i jakie są najważniejsze priorytety w tym obszarze?
- Czy obecny poziom i struktura finansowania kultury z budżetu miasta są wystarczające? W jakie konkretne obszary miasto powinno inwestować więcej?
- Czy lokalnym, niezależnym artystom i mniejszym inicjatywom oddolnym brakuje obecnie odpowiedniego dofinansowania i czy planowana jest zmiana polityki w tej kwestii?
- Jakie powinny być konkretne proporcje w dzieleniu nakładów na sektor kultury między instytucje miejskie, KBF oraz organizacje społeczne?
- Czy dominacja kilku dużych instytucji nad całym sektorem jest zjawiskiem negatywnym – a jeśli tak, to jak jej przeciwdziałać?
Poniższa tabela stanowi zwięzłe podsumowanie deklaracji i kierunków zmian proponowanych przez poszczególnych kandydatów:
Jak "odbetonować" kulturę?
Pierwsza kwestia dotyczyła oceny obecnej kondycji krakowskiej kultury i wskazania tych aspektów, które w pierwszej kolejności wymagają poprawy. Prawie wszyscy kandydujący zgadzają się ze sobą: miasto posiada ogromny dorobek i kadry, ale obecny model zarządzania nie wykorzystuje tego potencjału.
Większość kandydatów wskazuje na konieczność pilnych zmian w strukturze miejskich instytucji.
- Dotychczasowy model zarządzania doprowadził do „zabetonowania” wielu instytucji, ponieważ wieloletnie przedłużanie umów dyrektorów stało się regułą – wskazuje Łukasz Gibała startujący z komitetu Kraków dla Mieszkańców.
Dodaje również, że w celu wyjścia z obecnego stanu planuje wprowadzenie transparentnych i otwartych konkursów na stanowiska dyrektorskie w miejskich ośrodkach kultury oraz przeprowadzenie w nich szerokich audytów.
Daria Gosek-Popiołek również widzi taką potrzebę. Kandydatka Nowej Lewicy deklaruje jawność finansową i nacisk na warunki pracy, w tym wyeliminowania mobbingu ze środowiska artystycznego.
Kandydat Prawa i Sprawiedliwości Michał Drewnicki podkreśla brak opieki nad miejscowymi twórcami, zauważając, że kulturowa rola Krakowa w skali kraju wyraźnie się osłabiła.
- Formuła oparta na kolejnych wydarzeniach i festiwalach nie wystarcza – mówi Drewnicki.
Problem zorientowania polityki kulturalnej na turystów zamiast na mieszkańców dostrzega także Aleksandra Owca kandydująca z Partii Razem.
Niezależny kandydat Jan Hoffman problemu upatruje gdzie indziej i wskazuje na dotychczasowy brak dedykowanego prezydenta ds. kultury i zapowiada audyt wydatków KBF-u. Sławomir Pietrzyk, z komitetu Socjaldemokracja Polska, apeluje przede wszystkim o decentralizację i przeniesienie ciężaru z centrum miasta do dzielnic. Michał Klimek startujący z Konfederacji Korony Polskiej, według którego największym błędem jest promowanie „antykultury i dewiacji” za publiczne pieniądze.
Priorytety na nadchodzącą kadencję
Pytani o najważniejsze cele na nadchodzącą kadencję, politycy wyraźnie dzielą się na zwolenników budowania zaplecza dla lokalnych twórców oraz entuzjastów rozwijania flagowej oferty dla odwiedzających miasto.
Daria Gosek-Popiołek wskazuje na konieczność odejścia od traktowania kultury wyłącznie przez pryzmat gigantycznych wydarzeń na rzecz wsparcia lokalnych wspólnot.
– Kultura powinna tworzyć miejsca spotkań, wzmacniać lokalne wspólnoty, dawać przestrzeń do twórczości i umożliwiać uczestnictwo w niej także osobom, które niekoniecznie korzystają regularnie z dużych instytucji – przekonuje.
Podobną wizję prezentuje Aleksandra Owca, która podkreśla, że miasto powinno przede wszystkim zainwestować w tworzących kulturę ludzi i zagwarantować im godne warunki pracy, a z miejsc kultury uczynić centra integracji sąsiedzkiej.
Wokół lokalnej dostępności swoją propozycję buduje również Łukasz Gibała. Kładzie on nacisk na powszechny dostęp do oferty w dzielnicach – podając za przykład wydarzenia w nowohuckim NCK czy Dworku Białoprądnickim – oraz na dostosowanie miejskich obiektów do potrzeb osób z niepełnosprawnościami.
Zupełnie inny kierunek obiera Jan Hoffman, dla którego kultura ma być spoiwem silnej marki miasta i magnesem na tzw. turystykę premium. W tym celu proponuje między innymi powołanie w mieście anglojęzycznej sceny muzealnej.
Michał Drewnicki stawia na czerpanie z tradycji niepodległościowej i kształtowanie tożsamości poprzez ofertę dostępną blisko domu, szczególnie dla rodzin z dziećmi. Sławomir Pietrzyk chce skupić się na wspieraniu młodych artystów w dzielnicach, podczas gdy Michał Klimek zapowiada całkowity zwrot wolnorynkowy i utworzenie Specjalnej Strefy Ekonomicznej dla branży rozrywkowej.
W co inwestować więcej?
Zdaniem większości kandydatów duża część budżetu miasta, przeznaczonego na sektor kulturalny, trafia w nieodpowiednie miejsca.
Daria Gosek-Popiołek przypomina, że Kraków przeznacza dziś na kulturę około 5 proc. całego budżetu. Wtóruje jej Łukasz Gibała, wskazując, że pod względem wydatków w przeliczeniu na jednego mieszkańca miasto znajduje się w ścisłej krajowej czołówce. Gdzie zatem leży problem?
Posłanka postuluje, że powinno się inwestować w te sektory, który mają utrudniony dostęp do stabilnego finansowania, czyli przede wszystkim oddolne inicjatywy. Jako jeden ze swoich planów przedstawia system mikrograntów.
Michał Drewnicki zapowiada przeprowadzenie szczegółowego przeglądu budżetów instytucji, festiwali oraz KBF-u w celu znalezienia oszczędności.
– Uważam, że struktura finansowania wymaga zmiany. Więcej pieniędzy powinno trafiać na twórczość powstającą w Krakowie, edukację kulturalną i całoroczną działalność lokalnych placówek – argumentuje.
Podobnego zdania jest aktualny lider sondaży Łukasz Gibała, który chce przeznaczyć wyższe środki na rozwój technologiczny, modernizację bibliotek oraz stabilne wsparcie dla sektora pozarządowego.
Sławomir Pietrzyk obiecuje dotowanie projektów realizowanych poza ścisłym centrum Krakowa. Z kolei Aleksandra Owca za najważniejszy cel finansowy uznaje bezwzględną poprawę sytuacji kadr.
– Jeżeli miałabym wskazać jeden najważniejszy kierunek, to byłaby to inwestycja w pracowników i pracowniczki kultury. W ich wynagrodzenia, stabilność zatrudnienia, kompetencje i warunki pracy – zaznacza Owca.
Przed pochopnym przesuwaniem miejskich środków przestrzega jednak Jan Hoffman, zaznaczając, że ewentualne zmiany w dotacjach muszą wynikać z rzetelnego audytu wydatków, a nie z przedwyborczej publicystyki.
Sytuacja mniejszych inicjatyw i niezależnych artystów
Kwestia wsparcia dla niezależnych artystów pokazała rzadką w tej kampanii jednomyślność. Wszyscy kandydaci są zgodni, że lokalni artyści i oddolne inicjatywy przegrywają dziś walkę o miejskie pieniądze z dominującymi placówkami.
Łukasz Gibała zapowiada twardy zwrot w polityce i zmniejszenie finansowania dużych instytucji na rzecz żywej kultury oddolnej.
– Stworzymy specjalną „dzielnicę kultury” z preferencyjnymi czynszami dla artystów i organizacji pozarządowych m.in. na Wesołej czy w niszczejących fortach – deklaruje.
Daria Gosek-Popiołek rozwiązanie dostrzega w zmianie procedur urzędowych. Kandydatka Nowej Lewicy obiecuje między innymi całoroczny nabór na pracownie dla twórców.
Sławomir Pietrzyk chce wydzielić w budżecie miasta dużą pulę konkursową zarezerwowaną dla mniejszych podmiotów. O jawne kryteria przyznawania grantów i zagwarantowanie uczciwych wynagrodzeń w ich ramach postuluje również Michał Drewnicki.
Aleksandra Owca nawołuje z kolei do przełamania nieufności między urzędem a aktywistami.
– Duża instytucja nie powinna być konkurentem dla lokalnej inicjatywy, ale miejscem, z którego ta inicjatywa może korzystać – przekonuje.
Jan Hoffman przypomina, że sytuacja budżetu miejskiego jest trudna i nie może obiecać dodatkowych pieniędzy. Po raz kolejny wskazuje na potrzebę audytu oraz przewietrzenia koncepcji samego KBF-u, zauważając przy tym, że miasto już teraz przekazuje społecznikom nieruchomości kosztem dużych inwestycji.
– To właśnie różnego rodzaju aktywistom kultury oddaje się np. Skład Solny, rezygnując z ambitnych projektów jak Planeta Lem – zaznacza Hoffman.
Zwolennikiem zupełnie odmiennego podejścia pozostaje Michał Klimek, według którego rynek sam zweryfikuje wartościowych twórców, jeśli miasto przestanie faworyzować wybrane grupy uznaniowymi dotacjami.
Ile dla KBF-u, a ile dla innych podmiotów
Wspólnym mianownikiem kandydatów w kwestii dzielenia krakowskiego budżetu kulturalnego jest ostrożne podejście i chęć wcześniejszej analizy aktualnych wydatków przed rzucaniem jakimikolwiek konkretami.
Jedynie Sławomir Pietrzyk zdecydował się podać w tej kwestii precyzyjne wartości liczbowe.
– Docelowo proponowałbym model 60/20/20: około 60 procent środków na miejskie instytucje kultury, 20 procent na KBF i projekty o charakterze miejskim oraz 20 procent na organizacje społeczne, niezależnych twórców i inicjatywy oddolne – wylicza Pietrzyk.
Pozostali kandydujący dystansują się od sztywnych wskaźników. Łukasz Gibała uważa, że z góry narzucony przelicznik się nie sprawdzi, choć udział tak zwanych NGO-sów, czyli organizacji pozarządowych, musi wzrosnąć.
Daria Gosek-Popiołek, Aleksandra Owca oraz Michał Drewnicki zgodnie odpowiadają, że wyznaczanie ram bez wcześniejszego audytu finansowego i dokładnej analizy kosztów utrzymania jednostek byłoby nieodpowiedzialne.
Tego samego zdania jest Jan Hoffman. Podkreśla, że kultura jest „żywym organizmem”, któremu nie można narzucić stałych i twardych proporcji rozdzielania finansów.
"Dominacja dużych instytucji sprzyja kolesiostwu"
Ostre stanowisko zajmuje Łukasz Gibała, wskazując, że taka struktura współgra z nieprawidłowościami kadrowymi na szczytach miejskich jednostek.
– Dominacja ta z pewnością sprzyja kolesiostwu. Trzeba przypomnieć, że ostatnie lata przyniosły kilka skandali w krakowskich instytucjach kultury – zaznacza, zapowiadając poprawę losu kadr pracowniczych.
Co do potrzeby dużych instytucji w Krakowie zgodne są Gosek-Popiołek oraz Owca. Argumentują to koniecznością ciągłości prowadzonych projektów i utrzymania archiwów. Sprzeciwiają się jednak modelowi, w którym opiera się na nich cały miejski ekosystem. Według nich kultura potrzebuje wsparcia silnej, oddolnej "drugiej nogi".
Michał Drewnicki dodaje, że koncentracja decyzji w jednym miejscu dusi rynek. Postuluje otwarte nabory dla mniejszych inicjatyw do współpracy z wielkimi placówkami.
W opozycji do tych obaw stają Jan Hoffman oraz Sławomir Pietrzyk, dla których duże teatry, muzea i festiwale są fundamentem budującym międzynarodowy prestiż Krakowa.
– Nie zamierzam osłabiać najlepszych instytucji. Nie widzę jednak przeszkód, by jak najmocniej otwierać system wsparcia i wychodzić poza schematy „wielkich instytucji”, o ile tylko będzie to wartością dodaną dla mieszkańców Krakowa – zapowiada Hoffman.
Konsekwentny w swoich postulatach pozostaje Michał Klimek. Ocenia, że najlepszym sposobem na rozbicie monopolu wielkich instytucji jest przekazanie organizacji imprez całkowicie w prywatne ręce.