Zamknięcie Galerii Krakowskiej. Pierwsza taka sytuacja w historii
W środę, 21 października, doszło do pożaru rozdzielni elektrycznej na parkingu. Sytuacja została szybko opanowana – z galerii ewakuowano klientów i pracowników, a ogień ugaszono. Nikt nie został ranny.
Problem, który wydawał się błahy, unieruchomił komercyjnego giganta na cztery robocze dni i skupił uwagę opinii publicznej. Chcieliśmy dowiedzieć się więcej o szczegółach awarii oraz powodach relatywnie długiego czasu jej usuwania.
Cztery dni postoju
– Przywrócenie funkcjonowania tak dużego obiektu wymaga nie tylko usunięcia awarii, ale przede wszystkim przeprowadzenia niezbędnych kontroli i upewnienia się, że wszystkie instalacje mogą bezpiecznie pracować – wyjaśnia dyrekcja Galerii Krakowskiej.
Władze obiektu podkreślają, że ich priorytetem jest bezpieczeństwo klientów, najemców i pracowników. Stąd decyzja o zamknięciu. Co ciekawe, był to pierwszy w historii funkcjonowania centrum tego typu przypadek.
Dostępne pozostały jedynie przejście podziemne oraz parking zewnętrzny nad peronami, a w ograniczonym stopniu wznowiono działalność lokali w Hali Europejskiej łączącej ul. Pawią z Dworcem PKP.
Czas to pieniądz
Według najnowszych danych, przez galerię w ciągu roku przechodzi 38 mln osób. Nietrudno więc wyobrazić sobie konsekwencje finansowe spowodowane nieplanowanym zamknięciem. Kwotę tę jednak można jedynie próbować oszacować, opierając się na dostępnych raportach.
Galeria Krakowska dysponuje około 60 tys. mkw. powierzchni najmu (GLA). Zgodnie z raportem Polskiej Rady Obiektów Handlowych za pierwsze półrocze 2026 roku, średni miesięczny obrót generowany z jednego metra kwadratowego wahał się w tym okresie od 888 zł w lutym do 1173 zł w czerwcu. Dziennie daje to średnio około 39 zł przychodu z każdego metra kwadratowego.
Gdyby zastosować prostą matematykę, czterodniowe wstrzymanie działalności całego centrum mogłoby dotyczyć obrotów przekraczających 9 mln złotych. Jednak to, ile samo centrum i najemcy potencjalnie stracili na tym incydencie, pozostanie tajemnicą.
– Ze względu na charakter relacji biznesowych, obowiązujące umowy z najemcami oraz poufność informacji handlowych i finansowych nie możemy przekazywać danych dotyczących rozliczeń z najemcami ani szczegółów zawartych umów – tłumaczy dyrekcja.
Nie dowiemy się również, czy ubezpieczenie od tego typu zdarzeń pokrywa potencjalne straty.
– Są to wewnętrzne sprawy biznesowe, których nie komentujemy publicznie – słyszymy od przedstawicieli centrum handlowego.
Jednocześnie dyrekcja podkreśla, że skupiała się przede wszystkim na kwestiach związanych z bezpieczeństwem.