„Gibała obiecał nam to samo co Miszalski”. Przedsiębiorcy czekają na sprawdzian

Klaster Rybitwy czuje się zawiedziony polityką obecnych władz Krakowa i szuka poparcia wśród kandydatów na prezydenta. Sprawdzamy, kto i co obiecuje przedsiębiorcom.

Dawid Kuciński, LoveKraków.pl: W mediach pojawiły się informacje, że Rybitwy i Płaszów będą należeć do przemysłu. To nieoficjalne informacje, jednak przekazywane m.in. przez radnych miejskich. Ucieszyliście się w klastrze?

Remigiusz Tytuła, prezes Klastra Rybitwy: Strefa na Rybitwach i w Płaszowie to ostatni zwarty obszar przemysłowo-usługowy w Krakowie – poza nowohuckim kombinatem – oraz kluczowe źródło dochodów budżetowych miasta. O tym, czy przemysł faktycznie wygrał, dowiemy się jednak dopiero po publikacji i przyjęciu planu ogólnego. Dotąd nasza wiedza opierała się na Masterplanie opublikowanym w grudniu 2025 roku oraz jego wersji z końca marca 2026 roku, przedstawionej nam przez wiceprezydenta Stanisława Mazura. W obu projektach proponowano punktową zabudowę wielorodzinną na tym obszarze, co jest oczywistym błędem. 

Powstanie takich osiedli obok firm działających w trybie 24/7 doprowadzi do konfliktów społecznych, przeciążenia infrastruktury i ograniczenia działalności przemysłowej. Dlatego walczyliśmy z tym dokumentem od początku

Po referendum w Klastrze pewnie strzelały korki od szampana. Później Grzegorz Stawowy ogłosił, że wszystkie masterplany trafiają do kosza. Był Pan zadowolony?

W styczniu, w dniu startu zbiórki podpisów pod inicjatywą referendalną, spotkaliśmy się z prezydentem Aleksandrem Miszalskim. Uzgodniliśmy, że będziemy pracować nad kompromisem. Potem uczestniczyliśmy w kilku spotkaniach z wiceprezydentem Mazurem, w tym dedykowanych branży odpadowej, którą chciano przenieść do Nowej Huty. Jednak kolejna wersja Masterplanu, pokazana nam 30 marca, a opublikowana u was na portalu w maju, zakładała jeszcze więcej zabudowy mieszkaniowej.

Wtedy stało się jasne, że dalsza dyskusja nie ma sensu, bo zamiast szukać porozumienia i choćby częściowo ograniczać niekorzystne dla działalności gospodarczej rozwiązania, wprowadzono je w jeszcze większym zakresie.

Mówiąc wprost: czujecie się oszukani przez poprzednią administrację?

W kampanii 2024 roku spotykaliśmy się z prezydentem Aleksandrem Miszalskim oraz innymi kandydatami. Pokazywaliśmy nasz projekt Synergia Park i wtedy z ust przyszłego prezydenta padły zapewnienia, że rola biznesu na Rybitwach oraz potrzeby przedsiębiorców zostaną zabezpieczone. Nie chodziło o to, że nasz plan zostanie przyjęty i nasza perspektywa zostanie 1 do 1 przełożona na miejskie dokumenty planistyczne. Znaczyło to, że nasz głos, nasi pracownicy i nasze interesy nie zostaną pominięte.

Po dwóch latach muszę stwierdzić, że tak się nie stało. Jak wcześniej przy Nowym Mieście – całkowicie zignorowano naszą perspektywę. Od lat na Rybitwach i w Płaszowie próbuje się stosować zasady planistyczne à rebours: ciągłość planistyczna, uwzględnienie dotychczasowego zagospodarowania czy unikanie łączenia funkcji sprzecznych zostały podporządkowane wprowadzeniu mieszkaniówki, bez patrzenia na koszty społeczno-gospodarcze dla miasta. Urbanistyka została postawiona na głowie.

Zresztą miasto nadal nie wie, ile firm tu działa, jakie generują podatki, ile mamy tu miejsc pracy ani jakie będą koszty społeczne.

To wszystko było nieważne, bo istotne było, by zrealizować cel nadrzędny – jakim jest mieszkaniówka za wszelką cenę. Dlatego nie weryfikuje się obecnych zasobów i ignoruje oczywiste fakty, takie jak istnienie oczyszczalni ścieków i firm śmieciowych. Choć miasto wie, że ze względów środowiskowych, technicznych i bezpieczeństwa nie powinno dopuszczać zabudowy mieszkaniowej bliżej niż 1,5 km od płaszowskiej oczyszczalni, to w masterplanie widzieliśmy, że osiedla mogły powstawać już 250 m od tej infrastruktury krytycznej. Choć miasto wie, że bez prywatnych przedsiębiorców MPO nie poradzi sobie z odbiorem śmieci, to wciąż składa obietnice bez pokrycia odnośnie przeniesienia firm w kolejne alternatywne lokalizacje na Kombinacie, Pleszowie czy Ruszczy. Nie pokazuje przy tym, w jaki sposób chce to sfinansować, jakie będą odszkodowania i ile czasu potrzeba na przeprowadzkę tych podmiotów.

Były prezydent Krakowa Aleksander Miszalski
Były prezydent Krakowa Aleksander Miszalski
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Czy podsumowując ten moment, można powiedzieć, że ta administracja kierowała się wybujałymi fantazjami i ambicjami, które nie miały pokrycia w rzeczywistości?

Chcę oceniać efekty. Powstał piękny dokument z wizualizacjami tworzonymi przez grafików i AI, ale od początku obarczony był grzechem pierworodnym. Ustawa o planowaniu przestrzennym nakazuje przeanalizowanie obecnego zagospodarowania terenu, uwzględnienie realiów i rozważenie kosztów społeczno-gospodarczych ewentualnych zmian. Tymczasem wyszło się od zabezpieczenia interesów deweloperów w ramach ZPI i wizji tego, co ma być za 50 lat, każąc działającym od dekad firmom się dostosować albo zniknąć.

Rozeznał się pan już w sprawie zawiadomienia do prokuratury i CBA dotyczącego przekazywania rzekomo niejawnych informacji członkom Klastra?

Sprawę znam jedynie z publikacji portalu LoveKraków.pl i pytań redaktora Bartosza Dybały, na które odpowiedzi zostały udzielone. Traktuję to jako zupełnie odrębną kwestię.

Skąd więc ten wyłom w Klastrze i wolta pana Talagi, który złożył zawiadomienie w tej sprawie?

Po jednej stronie mamy pojedynczego przedsiębiorcę, a po drugiej klaster zrzeszający kilkadziesiąt firm. Pan Bartłomiej Talaga przez lata mówił, że chce pozyskać pozwolenie na budowę hali i biura, by odsprzedać działkę, a teraz po prostu zmienił plan i chce sprzedać działkę z pozwoleniem na budowę mieszkań. Ekonomicznie nie mam mu nic do zarzucenia, etycznie już tak.

Tam są teraz po prostu duże pieniądze.

W halach produkcyjnych i usługowych również są pieniądze, o ile podmiot chce tam prowadzić i rozwijać realną działalność. Działające tu firmy chcą inwestować, jednak od dekady żyją w niepewności, która blokuje zarówno ich wzrost, jak i modernizację posiadanych obiektów, a przede wszystkim wpływy podatkowe dla miasta. Firmy, które tutaj funkcjonują, zatrudniają i generują przychody, postrzegają ten teren jako przemysłowo-usługowy i chcą się tu rozwijać w sposób bezpieczny. Wychodzimy z założenia, że umowy zobowiązują. MPZP Płaszów-Rybitwy to taka umowa – z jednej strony daje nam przestrzeń do rozwoju, z drugiej nakłada na miasto zobowiązania inwestycyjne, czyli skończenie ul. Domagały, modernizację ul. Półłanki, budowę wiaduktu nad torami czy potrzebny także naszym pracownikom tramwaj na Złocień. 

My od dekady zatrudniamy i płacimy podatki, a miasto, zamiast zabrać się za realizację swoich zobowiązań, próbuje się z tej umowy wycofać

W takiej niepewności ciężko inwestować. Przykładem jest choćby sąsiednia, duża działka kupiona pod zakłady chemiczno-kosmetyczne, gdzie inwestor z powodu zawirowań planistycznych ogranicza i przesuwa swoje plany.

Mówi pan o tej dużej firmie z branży kosmetycznej, która miała tam budować?

Miała być fabryka, ale pojawił się plan Nowe Miasto, więc wstrzymano prace. Potem zmieniono koncepcję na same magazyny, a gdy pojawiła się nowa administracja, powrócono do myślenia o uruchomieniu produkcji. Po publikacji Masterplanu inwestycja znowu stoi w miejscu.

Protest przeciwko zagospodarowaniu terenów na Rybitwach
Protest przeciwko zagospodarowaniu terenów na Rybitwach
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Na Rybitwach jest wiele takich gruntów gotowych do pracy i generowania przychodów do budżetu Krakowa. Tymczasem priorytetem dla miasta stało się w pewnym momencie umożliwienie zabudowy mieszkaniowej na ok. 20 hektarach przy oczyszczalni ścieków, gdzie forsowanie zabudowy dla 8–10 tysięcy ludzi doprowadziłoby do konfliktów na linii mieszkańcy – przedsiębiorcy i katastrofy komunikacyjnej uderzającej też w mieszkańców Złocienia czy Bieżanowa, bo cały nowy ruch kumulowałby się na ul. Półłanki i ul. Christo Botewa.

Jest w ogóle szansa na kompromis? Czy są miejsca, gdzie taka zabudowa mogłaby powstać?

Mówimy o obszarze tysiąca hektarów.

Mam na myśli dość intensywną zabudowę, na kilkaset mieszkań. Są tu takie tereny?

W naszym projekcie Synergia Park wskazaliśmy, że jedynym uzasadnionym terenem pod zabudowę mieszkaniową są okolice osiedla Złocień. Dlaczego? Bo to jedyne miejsce, gdzie mieszkania i mieszkańcy już są. Dociążenie tego obszaru zlikwidowałoby wymówki urzędników, że jest tam za mało mieszkańców na tramwaj, liceum, przychodnię czy dom kultury. 

Zgodnie z wynikami konsultacji społecznych nie powinno się jednak tu planować żadnych wieżowców, tylko zabudowę analogiczną do dotychczasowej

Taki ruch nie powodowałby także chaotycznego rozrzucania zabudowy mieszkaniowej po całej strefie przemysłowej, ergo ograniczyłby potencjalne konflikty. Takiemu bezrozumnemu rozsiewaniu mieszkaniówki tylko dlatego, że jest szansa na ZPI, zdecydowanie się sprzeciwiamy, tak samo jak zbytniemu zbliżaniu bloków do oczyszczalni ścieków, która jako obiekt strategiczny wymaga odpowiedniej strefy ochronnej.

Według nas miasto musi tu wrócić jako gospodarz i zrealizować oraz dokończyć kluczowe inwestycje infrastrukturalne. To kluczowe zarówno dla nas, jak i dla mieszkańców Złocienia czy Bieżanowa, którzy często są naszymi pracownikami. Przedsiębiorcy są gotowi do otwartej współpracy i – jeśli będzie taka możliwość – także do udziału we wspólnych inicjatywach, które pozwolą szybciej zrealizować potrzebne inwestycje.

Komu Klaster będzie kibicował w tych wyborach?

Wszystkim, którzy uwzględnią naszą perspektywę. Spotykamy się z różnymi kandydatami.

Tak naprawdę liczy się chyba czterech kandydatów?

Nie byłbym tego taki pewny – kampania zawsze jest dynamiczna i mogą pojawić się nowe zmienne, zaskoczenia, wycofania czy przekazywanie poparcia. My nie nastawiamy się tylko na kampanię, spotkania czy debatę. Będziemy hiperaktywni w całym procesie konsultowania i uchwalania planu ogólnego, bo ten dokument przesądzi o przyszłości strefy na kilkadziesiąt lat.

Łukasz Gibała ogłasza swój start w wyborach na Prezydenta Miasta
Łukasz Gibała ogłasza swój start w wyborach na Prezydenta Miasta
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Czy Łukasz Gibała zmienił zdanie w sprawie mieszkań w tej okolicy? W wywiadzie z 2024 roku mówił, że chciałby tu budować tanie mieszkania czynszowe.

Spotkaliśmy się przed referendum i obiecał nam to samo, co Aleksander Miszalski dwa lata temu – że nasz głos zostanie uwzględniony, a prace nad dokumentami zaczną się od konsultacji z interesariuszami. Pojawiał się też na naszych pikietach. Czy jednak przekonał się do zachowania strefy przemysłowej? Myślę, że okaże się to po oficjalnym spotkaniu kampanijnym, którego termin właśnie uzgadniamy.

A co pani senator Monika Piątkowska sądzi na ten temat? Ciężko znaleźć jej jakiekolwiek wypowiedzi w tej sprawie.

Senator Piątkowska była u nas na spotkaniu z radnym Grzegorzem Stawowym. Wyrażali pogląd zbliżony do prezydenta Stanisława Kracika – że mieszanie funkcji przemysłowej i mieszkaniowej jest szkodliwe. Przemysł i biznes przynoszą dochody podatkowe, podczas gdy mieszkania generują stałe wydatki budżetowe na infrastrukturę i usługi społeczne. 

Dbanie o stronę przychodową budżetu miasta musi być priorytetem dla odpowiedzialnego prezydenta

Dlatego z zadowoleniem przyjęliśmy deklaracje o konieczności zachowania tej strefy gospodarczej wygłoszone również przez Michała Drewnickiego i Jana Hoffmana.

Były rektor UEK nie miał takiego spojrzenia na tę sprawę? To trochę zaskakujące, bo wydawał się człowiekiem o bardzo analitycznym podejściu.

W poprzedniej kampanii prof. Stanisław Mazur również chwalił nasz projekt Synergia Park. Mówił, że to bardzo dobre rozwiązanie. Po objęciu urzędu stało się jednak zupełnie inaczej. Myślałem, że jego podejście oparte na twardym stąpaniu po ziemi będzie miało tu większe znaczenie. Niestety się zawiodłem.

A doszło już do spotkań z reprezentantkami lewicy, panią Aleksandrą Owcą i panią Darią Gosek-Popiołek?

Jeszcze nie. Ale liczymy na obie kandydatki. Mamy nadzieję na tradycyjne, lewicowe podejście – dostrzeżenie tysięcy pracowników i ich rodzin utrzymujących się dzięki pracy w naszej strefie.

Jako Klaster czujecie się trochę języczkiem u wagi – czymś na kształt związków zawodowych w Stanach Zjednoczonych, które mogą przechylić szalę w wyborach?

Mamy w sobie dużo pokory. To nie my układamy kalendarz planistyczny czy polityczny. Nasza obecna wysoka aktywność wynika z faktu, że proces uchwalania planu ogólnego wciąż trwa. Jesteśmy jednym z wielu języczków u wagi, ale żeby wygrać wybory w Krakowie, nie można polegać wyłącznie na jednym środowisku. Być może jednak na samym końcu karty z naszymi głosami będą tymi, które przechylą szalę.