To teren dawnego wyrobiska. „Nie da się całkowicie wykluczyć zniszczeń”
W Parku Lilli Wenedy na południu Krakowa drzewostan został zinwentaryzowany blisko cztery lata temu.
Każdemu egzemplarzowi nadano indywidualny numer arbotag, a jego lokalizacja wraz z opisem parametrów i stanu fitosanitarnego została wprowadzona do systemu Greenspaces, który służy do zarządzania zielenią.
Przedstawiciele miejskiej jednostki zapewniają, że inspektorzy terenowi na bieżąco przeprowadzają kontrole. Na podstawie ich przeglądów typuje się drzewa do dalszych działań. W zależności od stanu rośliny zleca się pogłębioną diagnostykę — np. badania tomografem akustycznym bądź testy obciążeniowe — albo cięcia w koronach.
Jeśli jednak drzewo jest obumarłe lub stwarza zagrożenie, urzędnicy występują do odpowiednich organów z wnioskiem o wycięcie.
– Przeglądy prowadzone są przede wszystkim w miejscach o największej intensywności użytkowania przez ludzi – wzdłuż alejek i w pobliżu infrastruktury parkowej. W drugiej kolejności wzdłuż nieuregulowanych ścieżek i przedeptów. W trzeciej – w pozostałych miejscach o najniższym stopniu intensywności użytkowania – wylicza ZZM.
Tu martwe drewno zostaje
Urzędnicy tłumaczą też, że w parku wyznaczono tzw. ekostrefy o półdzikim charakterze. Martwe drewno jest tam pozostawiane do naturalnego rozkładu, co sprzyja bioróżnorodności i pomaga chronić m.in. lokalną populację płazów żyjących w rejonie stawów.
Zniszczeń nie da się wykluczyć
Jak tłumaczy Zarząd Zieleni Miejskiej, nawet regularne kontrole nie są w stanie całkowicie zapobiegać uszkodzeniom po gwałtownych burzach czy wichurach. Dotyczy to zwłaszcza gatunków o słabszym drewnie, takich jak wierzby, topole, brzozy czy olsze.
Urzędnicy zwracają też uwagę na trudne, pokopalniane podłoże parku. Dawne wyrobisko sprawia, że samosiejki są słabiej zakorzenione. Aby usprawnić opiekę nad zielenią w tym miejscu, ZZM planuje wkrótce kompleksową aktualizację inwentaryzacji tutejszych drzew.