Zaskoczenie przy samych Plantach. Ulica zamknięta szlabanem

Na bocznym fragmencie ul. św. Marka, tuż przy Plantach, w ostatnich dniach stanął szlaban. Mieszkańcy są zaskoczeni.

Chodzi o fragment ulicy przebiegający wzdłuż Plant i pozwalający dojechać do ul. św. Tomasza. To droga wewnętrzna, a na wcześniejszym odcinku od lat stał znak mówiący o „ślepej” uliczce.

W praktyce przejazd był możliwy. W ostatnich dniach pojawiła się jednak zmiana: ustawiony został szlaban i znak zakazu ruchu z adnotacją „Nie dotyczy właścicieli działki 573/4 i służb komunalnych”.

– Jechałem ul. św. Marka i chciałem dojechać koło Plant do ul. św. Tomasza. Nagle się okazało za zakrętem, że jest postawiony szlaban – normalny, regularny szlaban zamykający całkowicie ulicę św. Marka w ten sposób, że nie można dojechać do ul. św. Tomasza – pisze do nas w mailu jeden z czytelników.

– Zgłosiłem to nawet do straży miejskiej, bo przecież ul. św. Marka jest jednokierunkowa, w związku z czym musiałem jechać pod prąd – opisuje.

O co chodzi?

Zdjęcia szlabanu zaczęły krążyć w mediach społecznościowych.

– Miasto prywatne Kraków przyjmuje rzeczywisty kształt. Na ul. św. Marka został postawiony szlaban. Dobrze, że ruch pieszych jest jeszcze dopuszczony. Czy jest to jakiś sposób na uciszenie miasta i odcięcie tej części Krakowa od natłoku kursujących taksówek? – pyta na Facebooku Ryszard Rydiger, przedstawiciel ruchu Zabytkowe Centrum.

– Zaczyna to być trochę groteskowe – komentuje w rozmowie z nami radny dzielnicy Stare Miasto Maciej Szubra. – Trudno sobie wyobrazić, żeby miasto umyło od tego ręce – mówi.

Teren prywatny

Faktycznie, ten fragment drogi nie należy do miasta, jest własnością prywatną. Działka, o której mówi tabliczka pod znakiem, obejmuje cały pas wzdłuż budynków, aż do ul. św. Tomasza.

Zarząd Dróg Miasta Krakowa odcina się od sprawy. – Teren jest prywatny, ta droga nie jest w naszym zarządzie – słyszymy w miejskiej jednostce.

Jak dotąd, nie mamy informacji, kto jest właścicielem terenu i jakie przyczyny stoją za ustawieniem szlabanu. Wrócimy do sprawy, kiedy pojawią się nowe szczegóły.