Ostre wypowiedzi Jopa i Papszuna po meczu Legii z Wisłą
W pierwszym po ponad czterech latach ligowym klasyku trzy punkty zdobyła Legia Warszawa. Gole dla gospodarzy zdobyli Łukasz Zjawiński i Rafał Adamski, których Krakowianie bardzo dobrze znali z rywalizacji w I lidze. Napastnicy występowali w Polonii Warszawa i Pogoni Grodzisk Mazowiecki.
Wisła skrzywdzona w Warszawie
Zespół sędziowski na czele z Damianem Sylwestrzakiem z Wrocławia popełnił trzy poważne błędy na niekorzyść Wisły. Przed golem na 1:0 arbitrzy wskazali na wyrzut z autu nie dla tego zespołu, który powinien go wykonywać. Następnie Rafał Augustyniak źle wprowadził piłkę do gry.
Eksperci wskazują także na rzut karny, który należał się gościom, gdy chcieli odrobić stratę. Faul Bartosza Kapustki na Juliusie Ertlthalerze nie miał konsekwencji, które przewidują przepisy gry.
Trener Wisły Mariusz Jop przyznał, że jego drużyna zagrała dobrze: ani nie był to jej wybitny występ, ani słaby. Uważał, że było to spotkanie blisko wyniku remisowego. Poza błędami sędziów o wygranej Legii zadecydowały świetne strzały napastników i brak precyzji wiślaków, w sytuacjach, które stworzyli. Nie było ich tak wiele jak w poprzednich meczach, zwłaszcza domowych.
Jop: Prowokacja ze strony Legii
Jop był pytany o słowa Jarosława Królewskiego dla „Weszło”. Prezes nie ukrywał, że nie jest fanem stylu drużyn prowadzonych przez Marka Papszuna i w czasie meczów można zasnąć.
Jop w odpowiedzi na sugestie o prowokacje swojego przełożonego wyprowadził słowny kontratak.
– Nie słyszałem wypowiedzi prezesa. Myślę, że prowokacja była przede wszystkim ze strony Legii, która nie wpuściła naszych kibiców – przypomniał ojciec awansu Białej Gwiazdy do ekstraklasy.
Trener podkreślił, że trzeba się na tym skupić. Jego zdaniem Legia szukała rozwiązań pozaboiskowych i mieliśmy do czynienia „z powrotem do haniebnego schematu niewpuszczania kibiców gości”.
Odnosząc się zaś do pomysłu na grę Papszuna stwierdził, że wszyscy go znają. Jego drużyny zawsze są zdyscyplinowane, piłkarze grają blisko siebie i stosują proste środku.
Trener Legii odpowiedział Królewskiemu
Marek Papszun także miał okazję wbić szpilkę Jarosławowi Królewskiemu. Pytany o słowa prezesa Wisły wyraził nadzieję, że nie zasnął, ponieważ dużo się działo. Jego zdaniem pod względem liczby sytuacji mecz był wyrównany, ale jego drużyna przewyższała beniaminka w liczbie konkretów w polu karnym.
– Lubię pana Jarosława i traktowałem to bardziej w kategoriach takich zaczepek, ale trzeba też uważać, bo życie uczy pokory mocno. To, że się wygrało parę meczów w ekstraklasie po czterech latach niebytu i trochę płaczu czasami... Trzeba uważać, bo to nie jest takie proste.
W następnej kolejce Legia zagra na wyjeździe z Cracovią, a Wisła w Łodzi z Widzewem.