Sąd odroczył sprawę Radosława Sikorskiego i Łukasza Gibały do piątku rano
Sąd rozpatruje sprawę po wypowiedzi Radosława Sikorskiego, który podczas spotkania politycznego w Krakowie mówił o Łukaszu Gibale, że – jak stwierdził – „sąd stwierdził, że jest kłamcą lub mitomanem”. Spór dotyczy tego, czy taka wypowiedź była zgodna z treścią wcześniejszego orzeczenia wydanego w trybie wyborczym.
Komitet wyborczy Łukasza Gibały uznał, że słowa wicepremiera były nieprawdziwe i naruszały dobra osobiste kandydata. Wniosek trafił do Sądu Okręgowego w Krakowie.
Spór o treść orzeczenia
Wcześniejsze postanowienie sądu dotyczyło informacji rozpowszechnianej przez Łukasza Gibałę na temat deklarowanego poparcia ze strony sześciu radnych Koalicji Obywatelskiej. Sąd nakazał kandydatowi opublikowanie sprostowania, uznając wskazaną informację za nieprawdziwą.
Pełnomocnik komitetu Gibały przekonywał jednak, że z tego orzeczenia nie wynika, iż sąd uznał samego kandydata za „kłamcę” albo „mitomana”. Zwracał uwagę, że sąd oceniał konkretną informację, a nie formułował diagnozy ani osobistej oceny Łukasza Gibały.
– Chcemy tylko tego, żeby ci, którzy usłyszeli to nieprawdziwe stwierdzenie, dowiedzieli się, że było ono nieprawdziwe – mówił podczas rozprawy Łukasz Szczepan, pełnomocnik komitetu wyborczego Łukasza Gibały.
Rafał Zontek, reprezentujący komitet Łukasza Gibały, podkreślał, że problemem nie były wyłącznie ostre słowa pod adresem kandydata, ale również powołanie się przez Radosława Sikorskiego na autorytet sądu. Jego zdaniem wcześniejsze postanowienie dotyczyło rozpowszechnienia nieprawdziwej informacji, a nie osobistej oceny Gibały.
Wskazywał też, że określenie „mitoman” ma pejoratywny wydźwięk, a w jego ocenie oba sformułowania mogły podważyć reputację i wiarygodność Gibały w oczach wyborców. Wniosek obejmuje żądanie zakazania rozpowszechniania podobnych treści i publikacji sprostowania.
Argumenty obrony Sikorskiego
Pełnomocnik Radosława Sikorskiego wskazywał, że wypowiedź padła w trakcie debaty politycznej i miała charakter oceny, a nie informacji podlegającej weryfikacji w trybie wyborczym. Podkreślał też znaczenie słowa „lub”, które – jego zdaniem – miało osłabiać kategoryczność wypowiedzi.
– Debata publiczna rządzi się pewnymi prawami. Język w debacie politycznej jest wyrazisty, taka jest jej specyfika – argumentował Rafał Rozwadowski, reprezentujący wicepremiera.
Obrona przekonywała również, że ewentualne naruszenie dóbr osobistych powinno być oceniane w odrębnym postępowaniu cywilnym, a nie w trybie wyborczym.
Sąd ma wrócić do sprawy w piątek o godz. 7.