Łukasz Gibała musi sprostować słowa o sześciu radnych KO
Poszło o sześciu radnych
Sprawa zaczęła się od wywiadu Łukasza Gibały dla RMF FM z 28 września, dzień po pierwszej turze przedterminowych wyborów na prezydenta Krakowa. Gibała, pytany o to, jak zamierza współpracować z Radą Miasta Krakowa w przypadku wygranej, powiedział, że zgłosiło się do niego sześcioro radnych KO.
– Zgłosiło się do mnie już sześcioro radnych koalicji, którzy twierdzą, że są otwarci na rozmowy, że nie podobało im się to, co robił Aleksander Miszalski i że jeśli wygram wybory, to są gdzieś tam otwarci na jakąś współpracę – mówił Gibała w rozmowie z RMF FM.
Dopytywany, czy oznacza to współpracę z Koalicją Obywatelską, czy przejście radnych do jego klubu, odpowiedział, że będzie to zależało od dalszego rozwoju sytuacji.
Radni KO zaprzeczyli
Kilka dni później krakowscy radni Koalicji Obywatelskiej publicznie zaprzeczyli, by takie rozmowy miały miejsce. Podczas konferencji przed Urzędem Miasta Krakowa przedstawiciele klubu przekonywali, że żaden z jego radnych nie deklarował Gibałe współpracy po ewentualnej wygranej.
Radni przygotowali również pisemne oświadczenia, w których zaprzeczają, by kontaktowali się z Gibałą w sprawie przejścia do jego klubu albo współpracy. Dokumenty miały zostać wykorzystane również w postępowaniu sądowym.
Piotr Moskała, wiceprzewodniczący klubu KO i szef sztabu Moniki Piątkowskiej, mówił, że wypowiedź Gibały może tworzyć wrażenie, że po ewentualnej wygranej kandydat będzie miał zaplecze pozwalające mu na sprawowanie władzy w Radzie Miasta.
– Żaden z radnych nie rozmawiał z Łukaszem Gibałą na temat przejścia do jego klubu ani na temat współpracy klubu Koalicji Obywatelskiej i Lewicy w Radzie Miasta Krakowa – mówił Moskała.
Grzegorz Stawowy, przewodniczący klubu KO w Radzie Miasta Krakowa, podkreślał z kolei, że klub pozostaje wspólnym ciałem.
Czego domagali się od Gibały?
Wnioskodawcą formalnie byli nie sami radni, a pełnomocnik komitetu Moniki Piątkowskiej Janusz Cymer. Chciał, aby sąd zakazał Łukaszowi Gibale dalszego rozpowszechniania informacji o deklaracji sześciu radnych.
Domagał się również opublikowania przez Gibałę sprostowania, w którym miałby przyznać, że nie miał podstaw do przedstawiania tych informacji jako faktów.
Sprostowanie miało pojawić się na publicznym profilu Gibały na Facebooku. Wnioskodawca chciał, aby zostało opublikowane bez dodatkowych komentarzy czy wyjaśnień i pozostało przypięte jako jedyny post do 11 października, czyli dnia drugiej tury wyborów prezydenckich w Krakowie.
Kolejnym żądaniem było odczytanie podobnego sprostowania na antenie RMF FM. Miało to nastąpić w porannej audycji dzień po uprawomocnieniu się orzeczenia, a w przypadku weekendu – w określonym przez wnioskodawcę terminie.
Wnioskodawca chciał także publikacji sprostowania w prasie. Takie ogłoszenie miało trafić na pierwszą stronę „Gazety Krakowskiej” w trzech kolejnych wydaniach oraz do ogólnopolskiego wydania „Gazety Wyborczej”. W obu przypadkach we wniosku szczegółowo określono formę, miejsce i wielkość publikacji.
Pełnomocnik Piątkowskiej: to mogło wpłynąć na decyzje wyborców
Pełnomocnik komitetu Moniki Piątkowskiej Rafał Rozwadowski przekonywał, że w sprawie chodzi przede wszystkim o prawo wyborców do podejmowania decyzji na podstawie prawdziwych informacji. Jego zdaniem wypowiedź Gibały nie była obojętna z punktu widzenia kampanii, ponieważ dotyczyła radnych KO, czyli środowiska politycznego popierającego Piątkowską.
Przekonywał, że Piątkowska buduje swoją kampanię również w oparciu o poparcie Koalicji Obywatelskiej i związanych z nią samorządowców. Informacja o tym, że część radnych KO miałaby być otwarta na współpracę z Gibałą po jego ewentualnej wygranej, może więc wpływać na sposób, w jaki wyborcy postrzegają kandydatów.
Pełnomocnik podkreślał, że do drugiej tury zostało niewiele czasu, a sporna wypowiedź była szeroko rozpowszechniana w internecie. Wskazywał na publikacje i nagrania dostępne m.in. w mediach społecznościowych oraz serwisach informacyjnych.
– Każdy jeden mały element może mieć wpływ na wynik głosowania – przekonywał Rozwadowski.
Pełnomocnik argumentował też, że nie wystarczy samo stwierdzenie Gibały, iż nie ujawni nazwisk osób, z którymi miał rozmawiać. W jego ocenie to na uczestniku postępowania spoczywał obowiązek przedstawienia materiału, który potwierdzałby prawdziwość jego wypowiedzi.
Dużą część wystąpienia poświęcił także temu, jak przeciętny odbiorca mógł zrozumieć słowa Gibały. W jego ocenie sformułowanie, że „zgłosiło się do mnie sześcioro” radnych, wskazywało na bezpośredni kontakt, a nie na hipotetyczne rozmowy prowadzone za pośrednictwem innej osoby.
Wnioskodawca podtrzymał więc żądanie zakazania dalszego rozpowszechniania tej informacji oraz publikacji sprostowania w mediach i na profilu Gibały.
Pełnomocnik Gibały: informacja błaha, żądania nieproporcjonalne
Pełnomocnik Łukasza Gibały Jan Hoffman przekonywał z kolei, że sporną wypowiedź należy oceniać w całości, a nie na podstawie pojedynczego zdania. Jego zdaniem z całego wywiadu nie wynikało, że sześciu radnych KO deklarowało konkretne działania po wyborach ani że doszło do politycznego rozłamu w klubie.
Podkreślał też, że Gibała nie wskazał nazwisk radnych, ponieważ – jak argumentował – ujawnienie osób, z którymi prowadził rozmowy, mogłoby mieć dla nich konsekwencje polityczne.
– Ludzie ze sobą rozmawiają i nie ma w tym nic złego – mówił Jan Hoffman, który wcześniej sam był jednym z kandydatów w wyborach, zanim wycofał się z nich, popierając Gibałę.
Jego zdaniem sprawa nie dotyczyła bezpośrednio Moniki Piątkowskiej. Wskazywał, że radni KO nie są kandydatami jej komitetu, a sama Piątkowska startuje z komitetu „ponad podziałami”. Dlatego, jak argumentował, trudno uznać wypowiedź Gibały za istotną informację dotyczącą samej kandydatki.
Pełnomocnik określił sprawę jako błahą. – Ta wypowiedź jest moim zdaniem nieistotna, nie wpływająca tak naprawdę na wynik wyborczy – argumentował.
Zwracał uwagę, że realizacja żądań z wniosku oznaczałaby konieczność publikowania sprostowań w mediach lokalnych i ogólnopolskich oraz na antenie RMF FM, co kosztowałoby nawet kilkaset tysięcy złotych. Jego zdaniem byłoby to nieproporcjonalne do wagi spornej wypowiedzi.
Sąd: słowa Gibały były nieprawdziwe
Sąd uznał, że w dniu wywiadu Łukasz Gibała nie miał podstaw, by przedstawiać jako fakt informację, że sześciu radnych KO zgłosiło się do niego i było otwartych na rozmowy oraz ewentualną współpracę.
– Skoro mamy oświadczenia wszystkich, że nie było składanych takich oświadczeń, to należało uznać, że padły nieprawdziwe słowa w dniu udzielania wywiadu – uzasadniała sędzia.
Pełnomocnicy Gibały wskazywali, że nie chcą ujawniać, z kim kandydat rozmawiał. W ocenie sądu nie pozwoliło to jednak wykazać prawdziwości jego wypowiedzi.
Będzie sprostowanie na Facebooku i w RMF FM
Sąd zakazał Gibałe dalszego rozpowszechniania informacji o sześciu radnych KO. Nakazał mu też opublikowanie sprostowania na Facebooku jako jedynego przypiętego posta, co najmniej do godz. 21 w niedzielę, 11 października.
Gibała będzie musiał również opublikować sprostowanie na antenie RMF FM, czyli w tym samym medium, w którym padła kwestionowana wypowiedź. W oświadczeniu ma przyznać, że nie miał podstaw do przedstawienia tej informacji jako faktu.
Nie będzie sprostowania w gazetach
Sąd odrzucił natomiast żądanie publikacji sprostowania w „Gazecie Krakowskiej” i „Gazecie Wyborczej”. Wnioskodawcy nie wykazali bowiem, że te media publikowały wcześniej informacje będące przedmiotem sprawy.
W ocenie sądu wystarczające było sprostowanie na Facebooku i w RMF FM.
Pełnomocnicy Łukasza Gibały przekazali po wyjściu z sali sądowej, że nie ma jeszcze decyzji, czy będą się odwoływać od decyzji sądu.