„Radykalna ciekawość”
„Nonfiction” w reżyserii Gosi Wdowik inauguruje w Narodowym Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej nowy system pięciu ścieżek kuratorskich, w ramach których sklasyfikowano zarówno aktualny repertuar, jak i nadchodzące premiery.
Sztuka, której premiera odbędzie się 3 października na Scenie Kameralnej teatru, jest częścią ścieżki „Radykalna ciekawość”. Jej ambasadorami są Anka i Wilhelm Sasnalowie.
Ta swego rodzaju rewolucja programowa znajduje również odzwierciedlenie w zapowiedziach dyrektora artystycznego instytucji Jakuba Skrzywanka, który otwarcie mówi o odejściu od bezpiecznych form teatralnych, do których mogła przywyknąć widownia.
– Bardzo lubię dekonstruować rzeczywistość. Wtedy ona wydaje mi się realnie najciekawsza. Myślę, że czasem dobrze jest dać widzom coś dobrego, wesprzeć ich, a czasem dobrze ich wrzucić do maszynki na mięso – przyznaje Skrzywanek.
Kiedy miłość się nie udaje
– Spektakl jest o miłości, a dokładnie o tym co się dzieje, kiedy ta miłość się nie udaje – opowiada reżyserka sztuki Gosia Wdowik.
Rzeczywiście, „Nonfiction” odchodzi od wyidealizowanego obrazu bezwarunkowej miłości rodzicielskiej. Widz zostanie skonfrontowany z dramatem głównej bohaterki matki, w rolę której wciela się Małgorzata Zawadzka.
Kobieta przeżywa żałobę, mimo że jej córka nadal żyje. Dziewczyna jest jednak pogrążona w nałogu, z którym rodzice nie potrafią sobie poradzić, a ta trudna relacja powoli wyniszcza obie strony.
Wśród obsady... lalka
Sam tytuł sztuki to pewnego rodzaju prowokacja. Jego dosłowne tłumaczenie sugeruje, że na scenie zobaczymy coś do bólu realistycznego i namacalnego.
Tymczasem twórcy przekornie grają z oczekiwaniami publiczności. W rolę uzależnionej córki nie wciela się bowiem żywa aktorka, lecz lalki stworzone przez artystkę wizualną Anetę Grzeszykowską. To odejście od standardowych środków wyrazu, które wpisuje się w zapowiedzi dyrektora Skrzywanka.
Obiekty funkcjonują na granicy między człowiekiem a przedmiotem pozbawionym sprawczości, stając się metaforą niespełnionych oczekiwań rodziców. Twórcy zaznaczają, że w lalce zaklęta jest córka, a raczej wyobrażenie o niej. Ten zabieg zderza matkę z odrębnością własnego dziecka, której nie potrafi zaakceptować.
Na końcu tunelu zawsze jest światło
Choć główną bohaterką jest matka, spektakl przedstawia również problem szerszej perspektywy pokoleniowej i małżeńskiej.
Na scenie pojawia się również starsza matka głównej bohaterki, grana przez Dorotę Pomykałę oraz mąż, w którego wcieli się Zbigniew Kaleta.
Postać przedstawiana przez Pomykałę jest osadzona w sztywnych schematach wychowawczych, wiecznie upominająca i poprawiająca swoje otoczenie, co wprowadza do sztuki nieco słodko-gorzkiego charakteru, z którym dużo widzów z pewnością się utożsami.
– Jest to zaprzeczenie tego wszystkiego, czego dzisiaj się już w wychowaniu nie robi. Ja jednak jestem z tego pokolenia poprawiania i upominania, więc dobrze pamiętam tamte czasy – przyznaje aktorka.
Inspiracją skandal na Wyspach
Spektakl oparto na powieści brytyjskiej pisarki Julie Myerson, w adaptacji przygotowanej przez Martynę Wawrzyniak. Autorka jest postacią szeroko dyskutowaną w swojej ojczyźnie za sprawą książki „The Lost Child: A True Story” z 2009 roku, w której opisała rzeczywiste zmagania swojego syna z uzależnieniem.
– Julie została niesamowicie skrytykowana za tę powieść, która równocześnie była jej pierwszą. Mówiąc kolokwialnie dostała straszne bęcki. W naszym spektaklu podejmujemy właśnie temat tego linczu na autorce i matce – wyjaśnia Martyna Wawrzyniak.
Po publikacji pisarki w debacie publicznej na Wyspach pojawiło się pytanie, jak daleko sięgają granice literackiej autofikcji.
Gosia Wdowik nie ukrywa, że jej sztuka nawiązuje do tamtych wydarzeń. Reżyserka chce, żeby publiczność wyszła z teatru, dyskutując o granicach prywatności i moralności sztuki, zastanawiając się, czy twórca ma prawo obnażać intymne i bolesne detale z życia swojej rodziny.
– W momencie, kiedy opowiadamy to ze swojej perspektywy, okazuje się, że nie ma przestrzeni na taką historię. Nie jesteśmy bowiem oceniani z perspektywy twórczyni, tylko z perspektywy matki. Bohaterka naszego spektaklu pyta publiczność, kim tak naprawdę jest. Od tej roli wiecznej matki społecznie nie da się odkleić – podsumowuje reżyserka.