Artykuł sponsorowany

Dlaczego wstydzimy się mówić o pieniądzach?

O seksie, związkach czy problemach w pracy potrafimy dziś rozmawiać całkiem otwarcie. Kiedy jednak pojawia się pytanie: „Ile zarabiasz?”, atmosfera często zmienia się w sekundę. Pieniądze wciąż należą do najbardziej wstydliwych tematów. Skąd bierze się to tabu i dlaczego milczenie o finansach może kosztować nas więcej, niż sądzimy?

Pieniądze są obecne niemal w każdej sferze naszego życia. Decydują o tym, gdzie mieszkamy, jak spędzamy wolny czas, na jakie studia możemy sobie pozwolić, dokąd pojedziemy na wakacje i jak wyobrażamy sobie przyszłość. Mimo to o samych pieniądzach rozmawiamy zaskakująco niechętnie. Wystarczy podczas spotkania ze znajomymi zapytać kogoś, ile zarabia. Dla wielu osób będzie to pytanie bardziej krępujące niż rozmowa o życiu uczuciowym. Natychmiast pojawia się ostrożność: po co pytasz? Chcesz mnie ocenić? Porównać się ze mną? Sprawdzić, czy radzę sobie lepiej, czy gorzej? I właśnie porównanie jest jednym z powodów, dla których pieniądze tak łatwo wywołują wstyd. Lubimy powtarzać, że pieniądze szczęścia nie dają. Jednocześnie żyjemy w świecie, w którym wysokość zarobków bardzo często traktowana jest jako jeden z najprostszych sposobów mierzenia sukcesu. 

Dobra pensja, mieszkanie, samochód, zagraniczne wakacje czy markowe ubrania mogą stać się komunikatem: „radzę sobie”. Problemy finansowe wysyłają w naszej wyobraźni komunikat przeciwny: „coś zrobiłem źle”. To niebezpieczne uproszczenie. Sytuacja finansowa człowieka jest wynikiem ogromnej liczby czynników. Znaczenie mają zawód, miejsce zamieszkania, sytuacja rodzinna, zdrowie, wykształcenie, moment wejścia na rynek pracy, odziedziczony majątek, szczęście i zwykły przypadek. Dwóch równie pracowitych ludzi może znaleźć się w zupełnie innych sytuacjach ekonomicznych. Mimo tego łatwo przypisujemy pieniądzom moralne znaczenie. Jeśli ktoś dużo zarabia, zakładamy, że jest zaradny. Jeśli ma problemy finansowe – że był nieodpowiedzialny. Nic więc dziwnego, że wolimy milczeć. Wstyd związany z finansami nie pojawia się nagle w dorosłym życiu. Często uczymy się go znacznie wcześniej. W wielu domach dzieci słyszą zdania: „nie pytaj, ile ktoś zarabia”, „nie zaglądaj ludziom do portfela”, „o pieniądzach się nie mówi”. Intencja jest zazwyczaj dobra – chodzi o kulturę, prywatność i szacunek. Problem zaczyna się wtedy, gdy wraz z zasadą dyskrecji przekazujemy kolejnemu pokoleniu przekonanie, że pieniądze są czymś, o czym w ogóle nie powinno się rozmawiać. A przecież trudno nauczyć się zarządzać czymś, o czym nie wolno mówić. Jeżeli w domu nie rozmawiamy o budżecie, oszczędzaniu, kredytach, inwestowaniu czy kosztach codziennego życia, młody człowiek wchodzi w dorosłość bez podstawowej wiedzy finansowej. 

Pierwszą prawdziwą lekcją może być dopiero własna wypłata - albo pierwszy dług. Mogłoby się wydawać, że rozmów o pieniądzach unikają przede wszystkim osoby znajdujące się w trudnej sytuacji finansowej. Tymczasem dyskomfort może pojawić się po obu stronach. Ktoś, kto zarabia mniej od znajomych, może obawiać się poczucia niższości. Zaczyna unikać wspólnych wyjazdów czy drogich restauracji, zamiast powiedzieć zwyczajnie: „to jest poza moim budżetem”. Osoba zarabiająca znacznie więcej również może ukrywać swoje dochody. Boi się zazdrości, komentarzy albo tego, że inni zaczną inaczej ją traktować. W rezultacie wszyscy trochę udajemy. Jedni udają, że stać ich na więcej. Inni umniejszają własnemu sukcesowi. Jeszcze inni nie mają pojęcia, czy ich wynagrodzenie jest dobre, ponieważ nigdy nie rozmawiali o pensjach z ludźmi wykonującymi podobną pracę. 

Finansowe tabu nie jest wyłącznie kwestią obyczajową. Może mieć bardzo konkretne konsekwencje. Jeśli pracownicy nie rozmawiają między sobą o wynagrodzeniach, trudniej zauważyć nierówności płacowe. Jeżeli partnerzy unikają rozmowy o wydatkach i zadłużeniu, problemy mogą ujawnić się dopiero wtedy, gdy sytuacja staje się poważna. Jeśli rodzice nie rozmawiają z dziećmi o finansach, młodzi ludzie muszą zdobywać tę wiedzę metodą prób i błędów. Milczenie jest wygodne tylko do pewnego momentu. Szczególnie dobrze widać to w związkach. Możemy znać ulubiony film drugiej osoby, jej największe marzenia i historie z dzieciństwa, a jednocześnie nie wiedzieć, czy ma oszczędności albo kilka niespłaconych kredytów. Tymczasem przy wspólnym mieszkaniu, ślubie czy planowaniu dzieci pieniądze przestają być wyłącznie prywatną sprawą. Stają się częścią wspólnego życia. Do finansowego wstydu doszedł jeszcze jeden element: nieustanne porównywanie się z innymi. 

W mediach społecznościowych widzimy mieszkania po remoncie, nowe samochody, egzotyczne podróże i kolacje w restauracjach. Nie widzimy natomiast kredytu na trzydzieści lat, rat za samochód, pomocy rodziców ani salda konta po powrocie z wakacji. Porównujemy więc własną rzeczywistość z cudzą prezentacją. To może rodzić przekonanie, że wszyscy dookoła radzą sobie finansowo lepiej. A skoro inni potrafią, zaczynamy wstydzić się przyznać, że dla nas 500 złotych jest dużym wydatkiem albo że nie mamy odłożonych pieniędzy na niespodziewaną awarię. Tylko że za obrazem zamożności nie zawsze stoi zamożność. Otwartość nie oznacza, że od jutra powinniśmy pytać każdą napotkaną osobę o wysokość pensji i stan konta. 

Finanse pozostają prywatną sprawą i każdy ma prawo wyznaczać własne granice. Możemy jednak zmienić język, którym o nich mówimy. Powiedzenie „nie stać mnie na to” nie powinno być powodem do wstydu. Jeszcze lepsze może być: „nie chcę przeznaczać na to tyle pieniędzy”. To nie deklaracja porażki, lecz informacja o priorytetach. Podobnie rozmowa o zarobkach nie musi być konkursem. Może być wymianą informacji, dzięki której dowiadujemy się, ile warta jest nasza praca. Rozmowa o oszczędzaniu nie musi być popisywaniem się. Może pomóc komuś, kto dopiero próbuje uporządkować własne finanse. Potrzebujemy mniej oceniania, a więcej ciekawości. Być może największym problemem nie jest to, że nie potrafimy mówić o pieniądzach. Problemem jest znaczenie, które im przypisujemy. Stan konta zaczyna mówić nam, czy jesteśmy wystarczająco zaradni, ambitni i odpowiedzialni. Pensja staje się rankingiem. Majątek – dowodem sukcesu. Dług – symbolem porażki. Dopóki będziemy patrzeć na pieniądze w ten sposób, rozmowy o nich będą wywoływały emocje. A przecież pieniądze są przede wszystkim narzędziem. Ważnym, czasami dającym wolność i bezpieczeństwo, ale nadal tylko narzędziem. Nie mówią wszystkiego o człowieku, który je posiada – ani o tym, który właśnie ich nie ma. Może więc warto zacząć od prostego pytania. Nie: „ile masz?”, lecz: „jak myślisz o pieniądzach?”. Odpowiedź może powiedzieć o nas znacznie więcej niż liczba na koncie.

Więcej o pieniądzach, naszych przekonaniach na ich temat i o tym, jak wpływają na codzienne decyzje, można przeczytać w mojej książce. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej i śledzić informacje dotyczące jej premiery, zaglądaj regularnie na moją stronę: Pieniądz. Sztuka mądrego inwestowania