Na Suchych Stawach nie ma nerwowości. „To nie dołek”
Piłkarze z Suchych Stawów przegrali czwarty raz w sześciu ostatnich kolejkach. Po porażce z Chojniczanką Chojnice (1:2) czują niedosyt. Pierwsze 30 minut dobrej gry to za mało do zdobycia punktów, ale na tym fragmencie, kiedy otworzyli wynik spotkania, chcą budować optymizm na przyszłość.
Nie wykorzystali przewagi
– Spokojnie mogliśmy prowadzić 3:0 i to byłoby sprawiedliwe. Byliśmy agresywni, zdeterminowani, konkretni. Mecz trwa jednak 90 minut – mówi trener Hutnika Krzysztof Świątek.
Przyznaje, że trudno utrzymać taką postawę przez cały mecz. Wskazuje na jakość rywali, którzy złapali Krakowian w ich słabszym momencie.
– Chcieliśmy szukać wyrównania, ale w wielu momentach byliśmy nerwowi, brakowało nam pewności siebie. Czujemy dużą sportową złość – dodaje.
Uwagi do arbitra
Świątek ma wątpliwości odnośnie karnego, jaki Leszek Lewandowski z Zabrza podyktował za zagranie piłki ręką przez Dawida Burkę. – Z nagrania, które mieliśmy, nie jest to widoczne. Sam zawodnik mówił, że piłka trafiła go w klatkę piersiową – komentuje.
Świątek: Musimy też patrzeć za siebie
Trener Hutnika przekonuje, że zespół z Suchych Stawów stać na dobrą grę w lidze. – Cały czas będziemy „pod prądem”, będziemy walczyć do ostatniej kolejki. Każdy zespół o coś walczy. My też mamy duże ambicje, ale musimy też patrzeć za siebie – opisuje.
Świątek dodaje, że Hutnik przeszedł dużą przebudowę i świetnie wystartował. – Gdy byliśmy liderem, mówiłem o tym, że sezon będzie bardzo trudny, bo zespoły mają wysoki poziom. Często decydują detale – przypomina.
Stabilnie w Hutniku. „Pilnujemy tego”
Świątek wierzy, że młodą drużynę z Nowej Huty stać na dobre wyniki.
– Szukaliśmy optymalnych transferów do naszego budżetu. W klubie jest stabilnie, pilnujemy tego, ale mamy ograniczone możliwości, jeśli chodzi o pozyskiwanie zawodników – wskazuje.