Kolejna opcja „wypaliła” Wiśle. Mariusz Jop: Robi to na bardzo wysokim poziomie
Można chyba zacząć od stwierdzenia, że kiedy Wisła gra z Piastem, na boisku musi się dziać dużo, a gole sypią się jak z rogu obfitości.
Mariusz Jop, trener Wisły Kraków: Istotnie, podobieństwo jest takie, że bramek znów padło sporo. Tym razem jednak szala przechyliła się na naszą korzyść.To był bardzo pożyteczny sparing z zespołem nastawionym na pojedynki. Jesteśmy bardzo zadowoleni ze zrealizowanej pracy, szczególnie pod kątem motorycznym. Poza piątką zawodników, którzy zagrali 30 minut i są przewidziani na niedzielny mecz rezerw, reszta zaliczyła wysiłek zbliżony do pełnego spotkania.
Gracze, którzy nie wystąpili w wymiarze 90 minut, wykonali dodatkowy trening biegowy bez piłki. Zachowaliśmy dzięki temu odpowiedni rytm po tygodniu mocniejszej pracy niż w tradycyjnym mikrocyklu. Cały ten okres oceniam pozytywnie – najważniejsze, że obeszło się bez urazów, a do kadry wracają kolejni piłkarze.
Angel Rodado z roli egzekutora przeistoczył się w asystenta i skompletował hat-tricka decydujących podań.
Zgadza się. Już wcześniej próbowaliśmy go w meczach ligowych w roli wykonawcy stałych fragmentów gry. Dziś potwierdził wysokie umiejętności – jakość jego dośrodkowań i uderzenia jest na bardzo wysokim poziomie. Wszystkie trzy bramki padły po jego zagraniach ze stałych fragmentów, co daje nam kolejną opcję w ekstraklasie.
Wiktor Biedrzycki zdobył dziś dwie bramki, trafiając do tej samej siatki co w poprzednim sparingu. Czy ma pan pozytywny ból głowy z obsadą środka obrony? Alan Uryga do świetnej postawy w defensywie też dokłada gole, ale widać, że Wiktor kapitalnie czuje się w ofensywie.
Doskonale wiemy, że to ogromny atut Wiktora. Potwierdzał to w I lidze nie tylko w poprzednim sezonie, ale i we wcześniejszych występach w Bruk-Bet Termalice Nieciecza. Świetnie gra w powietrzu i potrafi odnaleźć się w polu karnym, a przy tym jest na tyle zaawansowany technicznie, że kieruje piłkę dokładnie tam, gdzie chce. Alan również zdobywa bramki i stwarza duże zagrożenie przy stałych fragmentach, więc pod kątem skuteczności w polu karnym obaj prezentują bardzo wysoki poziom.
Mariusz Kutwa po raz kolejny zagrał na prawej obronie. Widzi pan u niego progres, mimo pewnych braków w ustawieniu?
Pamiętajmy, że to nie jest jego nominalna pozycja. Przy naszym sposobie budowania akcji pełni rolę jednego ze stoperów rozpoczynających atak. W defensywie zachowuje się podobnie – gdy boczny obrońca wychodzi wyżej, stoper przesuwa się do linii i wchodzi w pojedynki. Pojedynek biegowy czy asekuracja pleców wyglądają tak samo niezależnie od przypisanej pozycji. Mariusz występuje na prawej obronie, bo z grona naszych stoperów ma do tego najlepsze predyspozycje.
Traktujemy to jako element procesu rywalizacji. Zależy nam, by zbierał minuty – stąd występ w sparingu czy mecze w drugim zespole. Sam zawodnik jest nastawiony bardzo pozytywnie, ciężko pracuje i chce się rozwijać. Nie mamy do niego żadnych zastrzeżeń, choć na pozycji środkowego obrońcy dysponujemy obecnie piłkarzami na nieco wyższym poziomie.
Zaświeciła się panu w głowie czerwona lampka, gdy Legia ogłosiła zamknięcie sektora gości z powodu remontu akurat przed meczem z Wisłą?
Przerabialiśmy ten scenariusz w zeszłym sezonie, dwa lata temu i jeszcze wcześniej. Kluby szukają różnorakich tłumaczeń – jedne w bardziej, inne w mniej wyrafinowany sposób. Fakt pozostaje jednak faktem. Mam wrażenie, że w tym wszystkim zapomina się o podstawowej sprawie: gramy przecież dla kibiców. Cały ten wysiłek i nakłady finansowe mijałyby się z celem, gdyby na trybunach brakowało widzów. Wisła i jej kibice są zawsze licznie obecni u siebie i na wyjazdach. Nasz klub zrobił i zrobi wszystko, by spróbować tę sytuację zmienić.
Za wami pierwsza tak długa, trzytygodniowa przerwa w środku sezonu. Dla drużyny będącej w dobrej dyspozycji to utrudnienie czy szansa?
Sytuacja jest nietypowa, ale nie mamy na nią wpływu i musimy się do niej dostosować. Zespół grał dobrze, lecz czekaliśmy na powrót kontuzjowanych zawodników. Widziałem też, że po dziewięciu intensywnych kolejkach drużyna potrzebowała oddechu – zarówno fizycznego, jak i mentalnego. Pierwszy tydzień poświęciliśmy na regenerację i reset emocjonalny, w drugim popracowaliśmy mocniej, a teraz wchodzimy w bezpośrednie przygotowania do meczu ligowego.