Nocny koszmar na ul. Żywieckiej. Kilkulatek miał przez długi czas wołać o pomoc
Do niepokojącego zdarzenia doszło w nocy z piątku na sobotę przy ulicy Żywieckiej w Krakowie. Jak poinformowała naszą redakcję Czytelniczka, z przekazywanych sobie przez mieszkańców relacji wynikało, że około godziny 4:00 rano prawdopodobnie na rusztowaniu remontowanego budynku miało znajdować się małe dziecko.
Z relacji kobiety wynikało, że chłopiec w wieku około 6–7 lat był przerażony i głośno wzywał pomocy, a jego krzyk miał trwać nawet półtorej godziny.
Osoba, która skontaktowała się z naszą redakcją, nie widziała zdarzenia na własne oczy – otrzymała jednak nagranie od kogoś innego (które również udostępniła naszej redakcji). Wyraźnie na nim słychać płacz i wołanie malucha. Kobieta nie kryła oburzenia i pytała, jak doszło do tak niebezpiecznej sytuacji i gdzie w tym czasie byli opiekunowie.
Dziecko przebywało w mieszkaniu
Po otrzymaniu tej wiadomości niezwłocznie skontaktowaliśmy się z Komendą Wojewódzką Policji w Krakowie z prośbą o wyjaśnienie okoliczności tego zdarzenia. Z oficjalnych ustaleń wynika, że dziecko nie znajdowało się na rusztowaniu, lecz w mieszkaniu.
– Zgłoszenie otrzymaliśmy o godzinie 5:03. Dotyczyło ono dziecka, które płakało i przez otwarte okno nawoływało swoich rodziców. Krzyk usłyszeli świadkowie, którzy powiadomili patrol policji. Wcześniej zdołali też uspokoić malucha – przekazuje przedstawicielka małopolskiej policji.
Gdy funkcjonariusze zjawili się pod wskazanym adresem, nikt nie otwierał drzwi. – Pomimo wielokrotnego pukania, ze środka nie było reakcji. Na miejsce zadysponowano więc zastęp Państwowej Straży Pożarnej w celu wykonania wejścia siłowego – wyjaśnia policja.
W środku służby zastały trzy osoby: dziecko oraz kobietę i mężczyznę.
– Dorośli tłumaczyli policjantom, że nie słyszeli pukania, ponieważ spali. Twierdzili, że wcześniej wyszli z mieszkania tylko na chwilę na papierosa i właśnie wtedy dziecko miało zostać samo. Funkcjonariusze sporządzili dokumentację ze zdarzenia. Notatka służbowa na pewno zostanie przesłana do sądu rodzinnego – zapewniła nas dyżurna prasowa małopolskiej policji.