Teatralna adaptacja oscarowego filmu. „Na rauszu” to nie sztuka o piciu

„Czy pozostając trzeźwymi, nie żyjemy dalej w matrixie?” – pada w prologu sztuki „Na Rauszu”. To nowa propozycja Teatru STU. Paradoksalnie to nie jest opowieść o piciu.

Pół promila od szczęścia

W najbliższy weekend, 3 i 4 października 2026 roku, na scenie Teatru STU odbędzie się premiera spektaklu „Na rauszu”. To adaptacja głośnego duńskiego filmu o tym samym tytule (oryg. „Druk”) w reżyserii Thomasa Vinterberga.

Produkcja została nagrodzona Oscarem w 2021 roku dla najlepszego filmu międzynarodowego. Zdobyła również cztery statuetki Europejskich Nagród Filmowych, w tym dla najlepszego aktora pierwszoplanowego, która powędrowała do Madsa Mikkelsena.

Bohaterowie „Na rauszu” postanawiają przetestować teorię o wrodzonym deficycie alkoholu we krwi. Założenie, że człowiek rodzi się z niedoborem pół promila, staje się dla nich mantrą i wybawieniem z marazmu codzienności i rutyny.

Spektakl „Na Rauszu” w teatrze STU
Spektakl „Na Rauszu” w teatrze STU
LoveKraków.pl

Forma skrojona pod teatr

Za adaptację sceniczną odpowiadają wspólnie Claus Flygare oraz sam reżyser kinowego hitu, Thomas Vinterberg. Twórcy, świadomi ograniczeń teatru w porównaniu z produkcjami filmowymi, zredukowali liczbę postaci do czterech głównych protagonistów.

I tak widz śledzi losy grupy przyjaciół Mikołaja, Martina, Tommy'ego i Petera. Na scenie zabraknie drugiego planu, a postacie, takie jak żony, kochanki czy dzieci, pojawiają się tylko w warstwie dialogowej.

Spektakl „Na Rauszu” w teatrze STU
Spektakl „Na Rauszu” w teatrze STU
LoveKraków.pl

Reżyserem krakowskiej inscenizacji w Teatrze STU jest Artur „Baron” Więcek. Zauważa, że to nie nałóg jest głównym tematem sztuki. Stanowi zaledwie pretekst do refleksji nad współczesnym zagubieniem.

– Chcę pokazać stan, w którym dochodzimy do ściany. Moment, kiedy czujemy się wypaleni, nieszczęśliwi i mamy wrażenie utraty sensu – wyjaśnia Artur Więcek.

Czwórka przyjaciół, próbując wyrwać się z życiowego potrzasku, ratunku upatruje właśnie w zakrapianym eksperymencie.

Właściwie to nie jest sztuka o piciu. Ono jest jedynie pretekstem do lotu. To sposób na znalezienie zadania, które nas połączy i nada życiu cel. Chodzi o odzyskanie poczucia, że wciąż warto o siebie zawalczyć.
Artur "Baron" Więcek, reżyser spektaklu

„Crème de la crème”

Choć bohaterów jest czterech, to aktorów aż ośmiu. Skąd taka dysproporcja? Sztuka stosuje zabieg dublowania ról znany z desek Teatru STU. Takie rozwiązanie sprawia również, że postacie nie są jednowymiarowe.

W roli Mikołaja wystąpią na zmianę Paweł Kumięga i Szymon Mysłakowski, Martina zagrają Marcin Kalisz i Tomasz Schimscheiner, Tommy'ego – Michał Majnicz oraz Dominik Nowak, a Petera wykreują Piotr Franasowicz i Łukasz Szczepanowski.

Artyści, których zobaczymy na scenie, są na co dzień związani z różnymi instytucjami, m.in. Teatrem im. Juliusza Słowackiego, Starym, Ludowym czy warszawskim Teatrem Współczesnym. 

Spektakl „Na Rauszu” w teatrze STU
Spektakl „Na Rauszu” w teatrze STU
LoveKraków.pl

Jak zauważa Artur Więcek, to swoiste „crème de la crème” formuły Teatru STU.

Sztuka jest spotkaniem aktorów z różnych teatrów, a nawet miast. Dla mnie to niezwykle fascynujące doświadczenie, które po prostu nie mogłoby się wydarzyć w klasycznym teatrze.
Artur "Baron" Więcek, reżyser spektaklu

Dodatkowym wyzwaniem, a zarazem sporym atutem, była specyfika samej przestrzeni przy alei Krasińskiego. Widownia otacza bowiem aktorów z trzech stron, a w centrum znajduje się obrotowa scena.

– Ruch sceniczny planujemy w taki sposób, by opierał się na planie koła lub diagonalu. Chodzi o to, aby grać do wszystkich trzech sektorów, a nie tylko do jednego – podsumowuje Artur Więcek.