Rafał Mikulec: W końcu trenuję i gram bez bólu
Michał Knura, LoveKraków.pl: Za panem debiut w ekstraklasie. Próbował pan sobie wizualizować ten moment?
Rafał Mikulec, obrońca Wisły Kraków: Fajnie byłoby wykończyć sytuację strzelecką, którą miałem, ale i tak jestem bardzo szczęśliwy z pierwszego występu i wygranej zespołu.
W tym roku skończył pan 29 lat. Wielu piłkarzy w tym wieku nazywamy ligowymi weteranami.
Pochodzę z małej wioski na Podkarpaciu i szczerze mówiąc, kiedyś chyba nawet nie marzyłem, że tu dotrę. Czekałem na ten moment do 29. roku życia. Szkoda, że nie udało się awansować i zadebiutować wcześniej, ale jak to mówią: lepiej późno niż wcale.
Momentem krytycznym był półfinał baraży sprzed ponad roku. Kontuzja nogi mogła zakończyć pana karierę. Czy dziś nie ma już po niej żadnego śladu w psychice?
Tak. Przede wszystkim cieszę się, że mogę wreszcie trenować bez bolesności. Jeszcze niedawno czułem delikatny dyskomfort, ale teraz wszystko jest w jak najlepszym porządku. Fizjoterapeuci wykonali świetną pracę. Najważniejsze, że znów gram bez bólu.
Wszedł pan na boisko, gdy głównie broniliście wyniku. Dzięki determinacji i odrobinie szczęścia (strzał Marcina Kamińskiego w słupek) udało się zdobyć drugi komplet punktów.
Dobrze weszliśmy w to spotkanie i szybko wyszliśmy na prowadzenie. Później niepotrzebnie straciliśmy bramkę, ale odpowiedzieliśmy. Co prawda pod koniec nie mieliśmy już pełnej kontroli nad meczem i pojawiła się nerwówka, ale najistotniejsze jest to, że dowieźliśmy zwycięstwo do końca.
Zadania od trenera były bardziej defensywne czy ofensywne? Czy nie było sztywnych wytycznych odnośnie do obrony i ataku?
Wchodząc na boisko, usłyszałem, żebym próbował pojedynków w ofensywie, ale też mocno pomagał Jakubowi Krzyżanowskiemu na boku obrony. Wisła Płock podwajała tam swoje akcje, więc miałem tam mocno pracować. Uważam, że nie wyglądało to źle.
Tym razem druga połowa w waszym wykonaniu była gorsza. Nie stworzyliście wielu sytuacji ofensywnych, choć pan miał szansę na zamknięcie spotkania. Z czego to wynikało?
Mieliśmy korzystny wynik, ale w nasze poczynania wdarła się nerwowość. Pchaliśmy się do przodu za pomocą długich piłek, podczas gdy powinniśmy powoli uspokoić grę i poszanować futbolówkę. Niestety tak to nie wyglądało, ale najważniejsze są trzy punkty.
Trzy z GKS-em Katowice i trzy z Piastem Gliwice. Jesteście zadowoleni z początku sezonu?
To bardzo dobry start. Warto pamiętać, że we wcześniejszym meczu z Piastem mogliśmy pokusić się przynajmniej o remis. Wtedy się nie udało, ale teraz chcemy kontynuować dobrą serię.
Z Wisłą Płock pokazaliście ogromną determinację, świetnie wspierali was kibice.
Trzeba oddać drużynie, że pokazaliśmy ogromny charakter i walczyliśmy do ostatniego gwizdka. Kiedy jestem na boisku, staram się wyłączyć, i zazwyczaj to się udaje. Teraz też próbowałem, ale nie byłem w stanie. Doping był niesamowity.
Jak Rafał Mikulec widzi swoje szanse na miejsce w pierwszym składzie?
Walczę cały czas. Na razie Kuba wygrywa rywalizację, ale ja będę robił wszystko, ciężko pracował na treningach, by w końcu wygrać rywalizację.
Latem do sztabu szkoleniowego dołączył trener Eric Lira Fernandez, odpowiedzialny za indywidualny rozwój zawodników. Też pan z tego korzysta?
Zmieniło się bardzo dużo. Po każdym treningu trener zabiera pięciu czy sześciu zawodników na dodatkowe, indywidualne zajęcia. W każdym wieku można zrobić progres, a nowy trener przyszedł właśnie po to, by każdego z nas ulepszyć.