„Zaangażowali w to moje dziecko”. Monika Piątkowska o śledzeniu jej syna

Kandydatka na prezydenta Krakowa zamieściła wpis w mediach społecznościowych, w którym poinformowała o próbach obserwowania i fotografowania jej syna pod jego miejscem zamieszkania. – Nie dam się zastraszyć – oświadczyła.

Senator opublikowała w serwisie X oświadczenie, w którym odniosła się do wydarzeń naruszających prywatność jej najbliższych. Jak podkreśliła, doszło do sytuacji, która wymaga natychmiastowej i publicznej reakcji.

– W tej kampanii doszło do sytuacji, o której jako kandydatka, ale przede wszystkim jako matka, nie mogę milczeć. Granica między politycznym sporem a prywatnością mojej rodziny została przekroczona – napisała Piątkowska.

Obserwacja pod domem?

Według jej relacji, pod miejscem zamieszkania syna Piątkowskiej pojawiły się nieznane osoby, które obserwowały go i usiłowały robić mu zdjęcia.

Piątkowska powiązała to zdarzenie z toczącą się kampanią wyborczą i zaznaczyła, że członkowie jej rodziny nie biorą udziału w walce o urząd prezydenta miasta. 

– Moje dziecko nie jest osobą publiczną. Nie kandyduje w tych wyborach. Nie jest częścią tej kampanii. Mnie jako matkę ta sytuacja dotyka szczególnie. Kampania wyborcza nie daje nikomu prawa do śledzenia mojego dziecka ani ingerowania w jego prywatność – podkreśliła.

Odpowiedzialność prawna i konsekwencje?

Monika Piątkowska stwierdziła, że „każde takie zdarzenie będzie miało konsekwencje prawne”.

–  Nie zamierzam pozostać bierna ani udawać, że nic się nie stało w imię „spokoju kampanii”. Będę dochodzić ochrony prawnej w pełnym zakresie. Dotyczy to zarówno bezpośrednich sprawców, jak i tych, którzy takie działania inspirują, finansują lub koordynują zza kulis – oświadczyła.

– Nie dam się zastraszyć i nie odstawię nogi – zadeklarowała na koniec wpisu Monika Piątkowska.

Do sprawy wrócimy.