„Zejdźcie na ziemię”. Zderzenie dwóch wizji Centrum Muzyki
2027 rokiem przejściowym
Podczas otwartego wysłuchania w kwestii przyszłego modelu zarządzania Krakowskim Centrum Muzyki, wiceprezydent miasta ds. kultury Jan Hoffman potwierdził, że na zamkniętym spotkaniu z udziałem orkiestr i ARMK wypracowano czasowy konsensus. Zakłada on, że gmach Centrum Muzyki pozostanie przynajmniej na rok 2027 w rękach miejskiej spółki.
– Pozwoli nam to zapewnić ciągłość funkcjonowania obiektu, uporządkować kwestie majątkowe i finansowe oraz powrócić do rozmów o docelowym modelu zarządzania – argumentował prezydent.
Przez okres przejściowy orkiestry będą wynajmować obiekt od ARMK, a niezbędne na to środki zostaną zapewnione przez miasto. Dalsza przyszłość Centrum Muzyki pozostaje ciągle otwarta.
Jasny podział ról
Gotową koncepcję i szczegółowy model przygotowała na wysłuchanie ARMK. Prezeska spółki Katarzyna Olesiak nadal utrzymuje, że to właśnie oni docelowo powinni zarządzać budynkiem.
– Model zarządzania opiera się na jasnym podziale ról. ARMK odpowiada za utrzymanie obiektu i całego kompleksu. Natomiast orkiestry miejskie, podobnie jak fundacja, posiadają w obiekcie własne siedziby – tłumaczyła prezeska.
Olesiak przypominała, że wynika to z zapisów aktu notarialnego. Podobnie jak na początku sporu, przekonywała, że autonomia zespołów byłaby w pełni zachowana. To orkiestry miałyby decydować o misji, strategii i programie Centrum Muzyki.
Z kolei nad ostatecznym kształtem kalendarza artystycznego czuwałby specjalny „komitet programowy”, w skład którego weszliby przedstawiciele miasta, orkiestr oraz agencji. Do jego kluczowych kompetencji należałoby decydowanie w kwestiach, czy dane wydarzenie pojawi się w repertuarze.
Zjednoczone orkiestry ostrzegają przed spółką
Do wizji nakreślonej przez ARMK odnieśli się z mównicy dyrektorzy Sinfonietty Cracovia i Capelli Cracoviensis, którzy domagają się przekazania gmachu instytucji kultury. W ich wystąpieniach zabrakło jednak przede wszystkim konkretnych wyliczeń, co stało się później głównym tematem dyskusji.
Zgromadzeni usłyszeli głównie obawy i apele o zachowanie sztuki w rękach muzyków. Dyrektor Sinfonietty Cracovii Rafał Kokot uciął też kuluarowe plotki, jakoby orkiestry rywalizowały ze sobą o wpływy.
– Nie ma żadnego konfliktu między dyrektorem Janem Tomaszem Adamusem a mną. Nie ma dla nas różnicy, która z naszych instytucji będzie docelowo zarządzać obiektem – podkreślił Kokot.
Wątpliwości do zarządzania instytucją kultury przez spółkę nie krył w dalszym ciągu Jan Tomasz Adamus, dyrektor Capelli Cracoviensis. Odrzucił zarzuty, że muzycy nie posiadają kompetencji kierowniczych i nie będą umieli liczyć pieniędzy.
– Ludzie, którzy są spoza branży, marnują pieniądze w instytucjach kultury. Nie wiedzą, co ile kosztuje. Nie wiedzą, na co nie dawać pieniędzy, co jest potrzebne, a co nie. Dlatego te wszystkie przypadki, kiedy ktoś spoza branży zarządza kulturą nie udają się – punktował Adamus.
Zwrócił także uwagę, że prezentacja przedstawiona przez ARMK zakładała, że to spółka będzie docelowo zarządzać Centrum Muzyki. Jak dodał, ma nadzieję, że wypracowany z władzami roczny kompromis nie okaże się „ekstrawaganckim eksperymentem”.
Mieszkańcy liczą długi
Obie zaprezentowane wizje i widmo zadłużenia wywołały dyskusję z udziałem mieszkańców. Zwracali oni uwagę, że deklarowane przez spółkę 15 mln zł rocznego kosztu utrzymania to iluzja, bo pomijane są koszty kredytów zaciągniętych na budowę.
– Zejdźcie na ziemię. Wy nie bierzecie w ogóle pod uwagę kwestii amortyzacji. Koszt eksploatacji to nie będzie 15, tylko bliżej 50 milionów rocznie ze względu na obsługę odsetek od kredytów – punktował mieszkaniec przedstawiający się jako deweloper.
Jego zdaniem żadna z zaprezentowanych koncepcji tego nie uwzględnia, jednak podkreślił, że ze względu na tak wysokie kwoty Centrum Muzyki powinni zarządzać doświadczeni biznesowo menadżerowie.
Inne głosy ze strony mieszkańców uderzały w podobne tony.
– Kultura to też biznes, a nie wyciąganie ręki po pieniądze z naszych podatków. Macie pełną autonomię artystyczną, ale znajdźcie najpierw sposób, żeby ta instytucja na siebie zarabiała. Jak nie, to zamknijcie na kłódkę – argumentował kolejny z dyskutantów.
„Kultura to nie inwestycja deweloperska”
Oskarżenia mieszkańców odpierali przedstawiciele środowiska artystycznego. Tomasz Pytko, menadżer kultury z Krakowa odpierał głosy ograniczające kulturę do finansów i biznesu.
– Na kulturę na pewno nie należy spoglądać jak na inwestycję deweloperską – zaznaczył.
Zaproponował jednocześnie przeniesienie do nowej instytucji gotowych marek muzycznych z Krakowskiego Biura Festiwalowego, by zapewnić centrum gładszy start. Domagał się również większej przejrzystości przy opisywaniu inwestycji.
– Gdzie są te analizy? Czemu wokół Centrum Muzyki, oprócz prezentacji, publiczne nie są dokumenty konkretnych, pogłębionych analiz finansowych i interpretacji podatkowych? – dopytywał Pytko.
Głos zabrał także niedawno odwołany przez prezydenta Łukasza Gibałę ze stanowiska pełnomocnika ds. kultury Paweł Szczepanik. Odnosząc się do słów przedmówców stwierdził, że edukacja kulturowa w Polsce kuleje.
– Co stałoby się, gdyby Biblioteką Kraków zarządzała dziś spółka miejska? Ile z 57 filii by do dziś przetrwało? Gdyby z kolei spółka zarządzała naszymi ośmioma teatrami, które przecież też z natury są nierentowne, ile z nich nadal by działało i ile wynosiłaby cena biletu wstępu? – stawiał retoryczne pytania przed zgromadzonymi.
Widmo programu naprawczego
Brak przedstawienia jasnej koncepcji finansowo-zarządczej ze strony orkiestr skwitował pod koniec wysłuchania radny z klubu prezydenckiego Michał Starobrat. W dużej mierze zgodził się on z pierwszym z mówców strony mieszkańców, przypominając o pustkach w miejskiej kasie.
– Liczyłem na to, że wykorzystacie państwo ten moment, żeby pokazać, że nie tylko emocje są po waszej stronie, ale macie też model, który spina się finansowo. Centrum Muzyki nigdy nie będzie na siebie zarabiać, kosztowało nas zbyt dużo i wszyscy mamy tego świadomość – podkreślił Michał Starobrat.
Radny przypomniał także o trudnej sytuacji finansowej miasta.
– Przekraczamy 95 proc. wskaźnika zadłużenia, a na przyszły rok symulacje przewidują wzrost do 105 proc. Przy takim scenariuszu w 2028 roku czeka nas program naprawczy – ostrzegał.
Jednocześnie zostawił orkiestrom otwartą furtkę, dając im szansę na bardziej szczegółowe przedstawienie swoich argumentów.
W poszukiwaniu złotego środka
Na koniec dyskusję starał się tonować Jan Hoffman. Ponownie przemówił, zaznaczając, że pośpiech w ostatecznych ustaleniach byłby błędny i właśnie po to wynegocjowano roczny bufor czasowy ze spółką.
– Osobiste emocje to jedno, ale nie można podejmować decyzji pochopnie. Tego typu nieprzemyślane kroki mogłyby rzutować na funkcjonowanie tej instytucji przez wiele lat – podsumował Jan Hoffman.