Dziki uwięziły rodzinę w domu. Problem również na krakowskich cmentarzach
Zniszczone trawniki, rozryte alejki w parkach uszkodzone groby na Salwatorze oraz Kobierzynie i wreszcie ataki w bezpośrednim sąsiedztwie prywatnych posesji. Problem obecności dzików w Krakowie osiągnął punkt krytyczny. Zdesperowani mieszkańcy mają dość urzędniczej bezczynności i zapowiadają złożenie zawiadomienia do prokuratury.
Atak pod samymi drzwiami
Do dramatycznych wydarzeń doszło w nocy z 15 na 16 października przy ul. Gryczanej. Jak relacjonuje pan Michał, duże i agresywne stado podeszło pod same drzwi wejściowe jego domu, demolując ogrodzenie i niszcząc posesję.
Mieszkaniec podkreśla, że to nie pierwszy taki przypadek na jego posesji.
– Zwierzęta te nie boją się ludzi, niszczą ogrodzenia i wykazują skrajną agresję. Jakiś czas temu na terenie tej samej, zamkniętej posesji dziki brutalnie poturbowały mojego psa, co skończyło się kosztownym leczeniem weterynaryjnym – opisuje.
– Służby miejskie całkowicie ignorują problem, przerzucając się odpowiedzialnością, podczas gdy życie moich dzieci jest realnie zagrożone. Nie możemy bezpiecznie wyjść z domu – zaznacza mieszkaniec.
W reakcji na brak skuteczne interwencji pan Michał złożył w Urzędzie Miasta Krakowa przedsądowe wezwanie. Zapowiedział w nim skierowanie sprawy do prokuratury z art. 160 Kodeksu karnego, dotyczącego narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez zaniechanie działania.
Zniszczone groby i spustoszone parki
Sytuacja przy ul. Gryczanej to tylko wierzchołek góry lodowej. Dziki od tygodni demolują krakowskie parki. Szczególnie mocno przekonują się o tym chociażby mieszkańcy południa Krakowa, którzy odwiedzają tamtejszy Park Lilli Wenedy.
Pani Lucyna alarmuje w sprawie sytuacji na Cmentarzu Salwatorskim: – Dziki od tygodni regularnie grasują na Cmentarzu Salwatorskim i rozkopują groby oraz niszczą znajdujące się na nich kwiaty i znicze. Jestem bardzo zaniepokojona i oburzona tym, że osoby odwiedzające groby są zobowiązane do przestrzegania zakazu wprowadzania psów na teren cmentarza, podczas gdy jednocześnie dzikie zwierzęta mogą swobodnie przedostawać się na jego teren i powodować poważne szkody – pisze w wiadomości przesłanej do naszej redakcji.
Sygnały o podobnych aktach dewastacji napływają z różnych części miasta. Przedstawiciele lokalnej społeczności Ruczaju zgłaszają nocne wizyty dzikich zwierząt na Cmentarzu Kobierzyn–Czerwone Maki: Słychać, że dziki jedzą żołędzie, ale warto będzie sprawdzić stan grobowców – ostrzegali się nawzajem mieszkańcy na jednej z osiedlowych grup w mediach społecznościowych.
Ręce związane przez przepisy
O odniesienie się do zgłoszeń z ul. Gryczanej oraz narastającego problemu zapytaliśmy w krakowskim magistracie. Jak poinformowała nas Katarzyna Misiewicz z biura prasowego Urzędu Miasta Krakowa, ostatnie zgłoszenie z ul. Gryczanej 6 zostało zarejestrowane 11 września br., a 15 września przekazano je do odpowiedniego Koła Łowieckiego.
Urzędnicy podkreślają, że ich możliwości działania są silnie ograniczone przez prawo państwowe.
– Głównym ograniczeniem związanym z próbą rozwiązania problemu dzików w mieście jest brak stosownych, ogólnokrajowych regulacji prawnych w tym zakresie. Mocno ogranicza to działania kół łowieckich oraz całodobowego pogotowia dla dzikich zwierząt w zakresie gospodarki łowieckiej – dodaje.
Przedstawicielka magistratu wskazuje, że samorządy nie mogą m.in. wywozić odłowionych zwierząt w inne rejony, ponieważ na terenie całego kraju obowiązuje zakaz relokacji dzików, wynikający z przepisów dotyczących przeciwdziałania afrykańskiemu pomorowi świń (ASF).
Bezmyślność i wandalizm
Zdaniem przedstawicieli krakowskiego urzędu problem potęgują sami mieszkańcy oraz akty wandalizmu.
– Pomimo wielokrotnych apelów do mieszkańców Krakowa, a także przeprowadzanych akcji edukacyjnych oraz montażu tablic informacyjnych, docierają do nas zgłoszenia, potwierdzone dokumentacją fotograficzną, o celowym dokarmianiu dzików oraz niestosowaniu się do zaleceń. Doszło również do zdarzenia, w którym to nieznani sprawcy doprowadzili do zniszczenia odłowni zlokalizowanej w Parku Maćka i Doroty – wylicza urzędniczka.