Radni PiS i KO podzieleni w kwestii Krzysztofa Głuchowskiego. „Wy się od kultury trzymajcie z daleka”
Burzliwa dyskusja w sejmiku
Przypomnijmy, że Zarząd Województwa Małopolskiego przyjął pod koniec sierpnia uchwałę o zamiarze zorganizowania konkursu na dyrektora Teatru im. Juliusza Słowackiego po zakończeniu trwającej do 2027 roku kadencji.
Decyzja zapadła pomimo faktu, iż prawo dopuszczało powołanie obecnego kierownika instytucji Krzysztofa Głuchowskiego na kolejną kadencję bez konieczności otwartej rekrutacji.
Teraz pod obrady sejmiku trafił projekt apelu w sprawie powołania obecnego dyrektora na kolejną kadencję bez przeprowadzania konkursu.
Choć dokument wywołał gorącą dyskusję, a radni opozycji bronili dyrektora, ostatecznie projekt został odrzucony.
Odwet za „Dziady”
Decyzja zarządu o rozpisaniu naboru spotkała się podczas sesji z mocną reakcją przedstawicieli klubu Koalicji Obywatelskiej.
– Wy się, panie marszałku, trzymajcie od kultury z daleka – grzmiał z mównicy w kierunku Łukasza Smółki radny Krzysztof Nowak.
Zauważył również, że w wielu innych instytucjach wojewódzkich konkursów nie zorganizowano, a stanowiska dyrektorskie zostały obsadzone z góry. Zarzucił wprost rządzącym polityczny odwet za kontrowersyjny spektakl sprzed lat.
Emocjonalną wypowiedź swojego partyjnego kolegi tonować próbował inny z radnych KO, Grzegorz Małodobry. Przypomniał, że choć teatr funkcjonuje w Krakowie, budzi podziw w całej Polsce.
– Duma z tego, jak ten teatr funkcjonuje w ostatnich latach, jest naprawdę wielka. Chciałbym zaapelować do zarządu województwa, żeby wycofał się ze swojej decyzji. Dajmy tej scenie szansę na dalszy rozwój, by nadal przynosiła chlubę całej Małopolsce – nawoływał Małodobry.
„Tu nie chodzi o kulturę, tylko o jej brak”
Opozycyjne zarzuty odpierał marszałek Łukasz Smółka. Zapewnił, że konkurs nie ma personalnego drugiego dna, wymierzonego w Krzysztofa Głuchowskiego. Przypomniał też, że samorząd dołożył do inwestycji w teatrze 30 milionów złotych.
– Obecna kadencja kończy się w 2027 roku. Mamy zatem rok na przeprowadzenie konkursu – podkreślał marszałek.
Ostrzej do sprawy odniósł się Bogdan Pęk, radny klubu Prawo i Sprawiedliwość. W odpowiedzi na słowa Krzysztofa Nowaka użył sformułowania „tu nie chodzi o kulturę, tylko o brak kultury”. W dalszej części przywołał fundamentalne wartości krakowskiej sceny, którymi jego zdaniem teatr powinien się kierować.
– Teatr Słowackiego to teatr narodowy, który piastuje koncepcję polskiego społeczeństwa, polskiego narodu i tych wartości, które w kulturze były zapisane złotymi zgłoskami. To tradycja uświęcona przez polskich patriotów, artystów i twórców elitarnego szczebla – zaznaczył Pęk.
Radny PiS skomentował również bezpośrednio decyzję obecnego dyrektora o niestartowaniu w procedurze konkursowej.
Aktorzy bronią dyrektora
Podczas obrad wypowiadali się też przedstawiciele zespołu pracowniczego Teatru Słowackiego. Lidia Bogacz-Popiel, aktorka związana z krakowską sceną od około 40 lat, broniła dokonań obecnego kierownictwa.
Jak dodała, była również członkinią komisji podczas ostatniego konkursu, w którym wyłoniony został Krzysztof Głuchowski, i nie uważa, żeby na dziś było możliwe znalezienie lepszego pretendenta.
– Dziesięć lat temu był to fatalny teatr, do którego wstyd było chodzić. Krzysztof Głuchowski podniósł poprzeczkę nieprawdopodobnie wysoko. Jeśli państwo myślą, że teraz znajdzie się ktoś lepszy, to są państwo w błędzie – przekonywała aktorka, zwracając uwagę, że zmiana szefa w trakcie wielomilionowego remontu to jak zmienianie kapitana w trakcie rejsu.
Lidia Bogacz-Popiel zestawiła sukcesy Teatru Słowackiego z problemami innej wojewódzkiej instytucji kultury, zarzucając władzom podwójne standardy.
Słowa aktorki poparł Piotr Szczerba, zastępca przewodniczącego związków zawodowych w teatrze. Poinformował radnych, że wśród załogi przeprowadzono głosowanie dotyczące przyszłości instytucji, a wynik był jednogłośny.
– Wszyscy są za decyzją, aby dyrektor został na przyszłe lata. Podniósł poziom teatru, inne instytucje dzwonią do nas i pytają, jak to robimy – tłumaczył Szczerba.
Po burzliwej dyskusji sejmik przystąpił do głosowania nad projektem apelu. Wniosek ostatecznie upadł – poparło go 13 radnych, przy 18 głosach sprzeciwu. Oznacza to, że otwarta rekrutacja na stanowisko dyrektora teatru dojdzie do skutku.
„Konkurs jest katastrofą”
Sam Krzysztof Głuchowski poczuł się zlekceważony decyzją zarządu województwa, otwarcie zapowiadając, że nie zamierza brać udziału „w takiej farsie”. Obecny dyrektor krakowskiej sceny uważa, że procedura ma na celu usunięcie go ze stanowiska.
Zaznaczał również, że w obliczu wielomilionowych inwestycji, które trwają obecnie w teatrze, decyzja jest dla niego szczególnie niezrozumiała.
Dwie twarze ministerstwa
Do tematu odniosła się również ministra kultury Marta Cienkowska. Resort jest współorganizatorem Teatru Słowackiego.
Cienkowska przekonywała, że to nie ministerstwo zadecydowało o konkursie, tylko władze województwa. Szefowa resortu dodała, że od początku rekomendowała pozostawienie na stanowisku obecnego dyrektora.
– Wyraziliśmy swoją opinię w pierwszym liście do Urzędu Marszałkowskiego. Uważamy, że w trosce o kontynuację tego repertuaru, Krzysztof Głuchowski powinien dalej sprawować to stanowisko – podkreślała Cienkowska.
Z korespondencji pomiędzy ministrą kultury a marszałkiem Łukaszem Smółką, którą udostępnił naszej redakcji urząd marszałkowski, wynika jednak, że resort zgodził się na przeprowadzenie konkursu.
– Akceptuję wyłonienie kandydata na stanowisko dyrektora Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie w drodze konkursu – widnieje w piśmie sygnowanym przez Cienkowską.
Zgodnie z harmonogramem zaakceptowanym przez ministerstwo, właściwe ogłoszenie konkursu ma nastąpić maksymalnie do końca lutego 2027 roku. Nazwisko osoby, która obejmie stery na krakowskiej scenie, powinniśmy z kolei poznać najpóźniej do końca maja.