„Wyborcy nie są stadem owiec, które można przenosić z jednego kandydata na drugiego”

– Na charakter kampanii wyborczej wpłynęło zmęczenie kolejnymi wydarzeniami politycznymi. Nie bez znaczenia były też okres wakacyjny i trudna sytuacja finansowa miasta. Kandydaci ograniczali skalę obietnic. Widać skromność – komentuje dla LoveKraków.pl dr hab. Maciej Zakrzewski, politolog z Uniwersytetu Papieskiego.

To było zaskoczenie

Na ostatniej prostej przed niedzielnymi przedterminowymi wyborami prezydenta Krakowa lider inicjatywy referendalnej Jan Hoffman zrezygnował ze startu i poparł bezpartyjnego Łukasza Gibałę.

– Tego nie dało się przewidzieć. Można było natomiast zakładać, że po pierwszej turze Jan Hoffman poprze Łukasza Gibałę. Zaskoczeniem jest moment podjęcia tej decyzji – komentuje dr hab. Maciej Zakrzewski, politolog z Uniwersytetu Papieskiego im. Jana Pawła II w Krakowie.

Został jego zastępcą

Całą sytuację określa tzw. efektem Mazura. Chodzi o byłego rektora Uniwersytetu Ekonomicznego prof. Stanisława Mazura.

Walczył o prezydenturę, ale ostatecznie wycofał się ze startu i poparł Aleksandra Miszalskiego. Również doszło do tego przed pierwszą turą wyborów. Kiedy Miszalski wygrał, prof. Mazur został jego zastępcą.

Jednocześnie Zakrzewski zauważa, że poparcie dla Jana Hoffmana jest zauważalne w sondażach, ale jego zdaniem nie zagwarantuje Gibale wygranej już w pierwszej turze.

Jan Hoffman przekazuje swoje poparcie Łukaszowi Gibale
Jan Hoffman przekazuje swoje poparcie Łukaszowi Gibale
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Dodaje, że Hoffman należał do grupy kandydatów niepartyjnych, odwołujących się do wyborców dystansujących się wobec partyjnych podziałów.

– Dla części wyborców Hoffman był pierwszym wyborem, ale mogli oni jednocześnie zakładać, że w drugiej turze poprą Gibałę. To specyficzny, niepartyjny układ krakowski – tłumaczy Zakrzewski.

Jego zdaniem nie jest jednak tak, że elektorat Hoffmana automatycznie poprze Gibałę.

– Wyborcy nie są stadem owiec, które można przenosić z jednego kandydata na drugiego. Nigdy nie ma stuprocentowego przełożenia poparcia, ale taka rekomendacja ma znaczenie – dodaje ekspert.

Problem z rozbieżnościami

Poszczególne sondaże przynosiły wyraźnie różne wyniki. 

W jednych popierana przez KO i PSL Monika Piątkowska deptała Łukaszowi Gibale po piętach, w innych jego przewaga była znacznie większa.

Maciej Zakrzewski zwraca uwagę, że problem z rozbieżnościami sondaży w Polsce istnieje od dłuższego czasu. 

Dziś każdy może zamówić badanie, a poszczególne ośrodki stosują różne metody. Dlatego wyniki mogą się od siebie różnić.
Maciej Zakrzewski

Jego zdaniem sondaże należy przede wszystkim traktować jako informację o tendencjach.

Donald Tusk i Monika Piątkowska w Krakowie
Donald Tusk i Monika Piątkowska w Krakowie
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

– Pokazują, komu poparcie rośnie, a komu maleje. Niezależnie od różnic między badaniami możemy dziś z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że drugą turę rozegrają między sobą Łukasz Gibała i Monika Piątkowska – dodaje ekspert.

Zmęczenie materiału

Nasz rozmówca uważa, że na charakter kampanii wyborczej wpłynęło zmęczenie kolejnymi wydarzeniami politycznymi.

– W Krakowie praktycznie nie było przerwy w roku wyborczym. Były wybory, referendum, teraz kolejne wybory. To powoduje pewne zmęczenie materiału – mówi.

Wskazuje również na okres wakacyjny i trudną sytuację finansową miasta. Jego zdaniem kandydaci ograniczali skalę obietnic. 

– Jeśli porównamy, jak dużo obiecywano i jaką wizję kreślono dwa lata temu, z tym, co mamy teraz, widać większą skromność – ocenia.

Jego zdaniem na kampanię miały też wpływ wyniki sondaży.

– Jeśli na czoło wysuwa się lider, a pozostali wiedzą, że mają niewielkie szanse na zwycięstwo, temperatura kampanii spada – mówi Zakrzewski.

Dodaje, że obecna kampania przypomina wcześniejsze kampanie Jacka Majchrowskiego, który przez lata był pewny zwycięstwa. 

Inaczej było przed drugą turą wyborów Aleksandra Miszalskiego i Łukasza Gibały. – Tam obaj do końca grali o zwycięstwo. Teraz kampania jest znacznie spokojniejsza – mówi.

Zakrzewski zwraca uwagę na strategię Łukasza Gibały, który – jego zdaniem – przyjął umiarkowany ton i unika ostrego konfliktu.

– Pozycjonuje się jako zwycięzca, który rozdaje karty i może pozwolić sobie na dystans – mówi.

Obciążenie przegranym referendum

Zdaniem Zakrzewskiego kampanię Moniki Piątkowskiej należy z kolei rozpatrywać w kontekście sytuacji Koalicji Obywatelskiej w Krakowie.

– Piątkowska wchodziła do kampanii z obciążeniem przegranego referendum. Przegrał je nie tylko Aleksander Miszalski, ale również Koalicja Obywatelska. Kandydatka musiała więc dźwigać bagaż, za który de facto nie była odpowiedzialna – mówi ekspert.

Wskazuje również na problemy krakowskiej Koalicji Obywatelskiej, zarząd komisaryczny, słabość struktur i trudności z wyłonieniem kandydata w wyborach na prezydenta.

Prezentacja programu wyborczego przez Monikę Piątkowską
Prezentacja programu wyborczego przez Monikę Piątkowską
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Tłumaczy, że istotna była również kwestia braku rozpoznawalności Moniki Piątkowskiej.

W końcówce kampanii, jak zauważa Zakrzewski, pojawiła się próba ściągania kolejnych polityków ogólnopolskich i mobilizowania twardego elektoratu Koalicji Obywatelskiej.

Politolog podkreśla przy tym, że sytuacja Krakowa różni się od warszawskiej. W stolicy ogólnopolski konflikt Koalicja Obywatelska-PiS mocniej definiuje sytuację polityczną.

– W Krakowie ten schemat, jak wcześniej Jacek Majchrowski, demontuje obecnie Łukasz Gibała. Pojawienie się tak mocnego kandydata bezpartyjnego zawsze jest dużym problemem dla partii – podsumowuje ekspert.

Pierwsza tura wyborów odbędzie się 27 września.