Alan Uryga: To specyfika Wisły, która czyni ją wielką

Mam satysfakcję, że kolejny raz wracam po „skreśleniu” i przeżywam kolejną młodość – mówi Alan Uryga, który jako kapitan wyprowadził Wisłę na pierwszy po powrocie mecz w ekstraklasie.

Gdy dla wielu piłkarzy i trenera Białej Gwiazdy był to debiut na tym poziomie rozgrywkowym, środkowy obrońca notował 214 występ w ekstraklasie. Mógł dzielić się swoim doświadczeniem, ale sam czuł radość z powrotu. 

Ja nie muszę nic udowadniać, ale mam wrażenie, że po raz kolejny udowadniam niektórym malkontentom
Alan Uryga

– Dla mnie to nie jest zaskoczenie, bo znam swoją wartość i siłę – dodaje.

Zachować emocjonalny balans

Przed pierwszym od czterech lat meczu Wisły w ekstraklasie mógł zaszczepić w kolegach z drużyny spokój. Niektórym emocje mogły się udzielić. 

– Chcieliśmy zachować emocjonalny balans, nie popadać w hurraoptymizm, ale też nie chcieliśmy wyjść z przesadnym respektem – przekonuje Uryga.  

Zwracałem uwagę na to, żebyśmy byli sobą
Alan Uryga

Nietypowy beniaminek

Gra z beniaminkiem często nie jest dla ekstraklasowych wyjadaczy łatwa. Świeża krew w lidze potrafi zaskoczyć niejednego przeciwnika. Nie ma na sobie presji, oczekiwań. Może, ale nie musi. 

Zupełnie inaczej jest w Wiśle. Piłkarze śmiali się, że są beniaminkiem, a w meczu z pucharowiczem przez wielu byli wskazywani jako faworyt. Również bukmacherzy typowali ich zwycięstwo. 

To specyfika Wisły, która czyni ją wielką
Alan Uryga

– To wszystko powstało w wyniku tego, jakie są oczekiwania klubu, jakie były w przeszłości sukcesy i jak wielki jest ten klub. Długo nas w tej lidze nie było, ale wszyscy oczekują od nas atrakcyjnej gry i zdobywania punktów – przekonuje. 

Mecz Wisła Kraków - GKS Katowice
Mecz Wisła Kraków - GKS Katowice
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

Najpierw niepewni, potem okrzepli

Defensor Wisły zwraca uwagę, że Biała Gwiazda weszła w mecz z GKS-em Katowice trochę wystraszona, niepewna. Z ciekawością, jak to będzie. To mogło sprawić, że oddała pole rywalowi i nie do końca była sobą.

– Potem okrzepliśmy, zaadoptowaliśmy się. Chłopaki zobaczyli, że ta liga nie jest na tyle straszna, aby nie zagrać odważniej i agresywniej, bo taki był plan od początku – mówi kapitan Wisły.

Zwraca uwagę na problemy w podejściu do pressingu, budowaniu od bramki, w średniej obronie, ale też na komunikację, która przy wrzawie trybun była utrudniona. – Cały stadion dopingował. To są najlepsi kibice w Polsce, ale czy kogoś to dziwi? Cały sezon to mówiliśmy, oni po prostu utrzymują swój wysoki poziom – uśmiecha się. 

Uryga: Myślałem, że symuluje

32-latek życzyłby sobie, żeby gol na 3:0 został uznany, bo „zabiłby” mecz, a tak po bramce kontaktowej dla GKS-u Katowice było jeszcze groźnie. 

– Na początku myślałem, że zawodnik GKS-u symuluje, bo piłka wpadła do siatki i szuka jeszcze ostatniej deski ratunku. Sędzia oglądał powtórkę i ufam, że podjął dobrą decyzję – twierdzi. 

Marcel Łubik
Marcel Łubik
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

Bramkarz dodał pewności w tyłach

Zwraca też uwagę na jakość, jaką w bramce dodał Wiśle Marcel Łubik. Mówi o nim, że to podobny typ bramkarza, jak Patryk Letkiewicz. – Obaj lewononożni, dobrze grający nogami. Minimalnie różnią się warunkami fizycznymi – wylicza. 

Chwali nowego kolegę za jego umiejętności rozgrywania piłki i możliwość wykorzystania go w ofensywie. – Kiedy rywal chciał podejść wyżej, mógł napędzić im strachu długim podaniem – mówi.

Ważne były jego interwencje w końcówce. – Pokazał jakość na przedpolu, w dośrodkowaniach, w powietrzu. W końcówce uspokoił sytuację – podkreśla Uryga.