Były żołnierz wojsk specjalnych o sprawcy: Był dość dobrze przygotowany

– Na dostępnych nagraniach można było dostrzec broń przypominającą karabinek AR z optyką. Obecność optyki może sugerować, że broń była przystosowana do strzelania na większe odległości – mówi nam Stanisław Jaskier, emerytowany kapitan, który przez 30 lat służył w Wojsku Polskim, m.in. w jednostkach specjalnych.

Jak ocenia pan reakcję policjantów, którzy interweniowali podczas strzelaniny w Krakowie? Na nagraniach widzimy m.in. funkcjonariusza, który oddaje strzały do napastnika, a chwilę później niestety sam zostaje ranny.

Całościowo reakcja policjantów była prawidłowa. W momencie interwencji byli już w pełnej gotowości i musieli działać natychmiast. Oczywiście bardzo szkoda, że jeden z funkcjonariuszy został ranny, ale trzeba pamiętać, że służba w policji wiąże się z takim ryzykiem.

Jednocześnie, pomimo odwagi i determinacji policjanta, który pozostawał w kontakcie ogniowym, a także ogromnych emocji towarzyszących mu w tej sytuacji, sposób podejścia do napastnika pokazuje, jak wiele pracy wciąż przed nami w zakresie procedur i szkolenia.

Reasumując: na podstawie dostępnych informacji uważam, że policjanci zrobili wszystko, co mogli.

Odgrodzony teren na Rynku Głównym
Odgrodzony teren na Rynku Głównym

Do strzelaniny doszło w samym centrum Krakowa, wśród przypadkowych przechodniów, zabudowań i kamiennych nawierzchni. Jak bardzo takie miejsce komplikuje interwencję?

To ma ogromne znaczenie. Policjanci musieli działać w przestrzeni, w której niemal każdy strzał wiązał się z dodatkowym ryzykiem. Mamy zabudowania, twarde nawierzchnie, elewacje, a przede wszystkim osoby postronne. Trzeba brać pod uwagę możliwość rykoszetów i zagrożenie dla ludzi, którzy znaleźli się w pobliżu.

W takiej sytuacji funkcjonariusze muszą jednocześnie skutecznie reagować i maksymalnie ograniczać ryzyko dla otoczenia. To bardzo trudne zadanie, szczególnie gdy wszystko dzieje się w ułamkach sekund.

Na Rynek Główny nie może wjechać dowolny samochód. Poruszają się tam pojazdy posiadające odpowiednie uprawnienia.

Na razie trudno powiedzieć, czy doszło do jakiegoś przeoczenia, czy też pojazd nie wzbudził wcześniej podejrzeń.

Policja poinformowała o zabezpieczeniu broni i amunicji w samochodzie napastnika. Mężczyzna miał na sobie również strój przypominający mundur wojskowy. Co to wszystko mówi nam o sprawcy?

Można wstępnie ocenić, że był dość dobrze przygotowany. Nie przesądzałbym jednak, czy działał według wcześniej opracowanego planu, czy też była to decyzja spontaniczna. Na szczegółowe ustalenia przyjdzie jeszcze czas.

Na dostępnych nagraniach można było dostrzec broń przypominającą karabinek AR z optyką. Nie chciałbym jednak przesądzać, jaki dokładnie był to model ani jakiej amunicji użyto. To wymaga potwierdzenia przez odpowiednie służby.

Sama obecność optyki może sugerować, że broń była przystosowana do strzelania na większe odległości. Nie oznacza to jednak, że w tym przypadku rzeczywiście taki był zamiar napastnika. Na tym etapie należy zachować ostrożność. Dopiero szczegółowa analiza zabezpieczonych przedmiotów i przebiegu zdarzenia pozwoli wyciągnąć bardziej jednoznaczne wnioski.

Kto na co dzień korzysta z takiej broni?

Tego rodzaju broń nie jest zabroniona. W Polsce działa wiele stowarzyszeń strzeleckich, a samo uprawianie strzelectwa jest zajęciem pożytecznym i nie powinno budzić negatywnych skojarzeń. Nie chciałbym, aby ta tragedia rzucała cień na osoby, które legalnie posiadają broń i trenują strzelectwo.

Istotne są również kwestie związane z systemem kontroli. Osoby posiadające broń przechodzą badania lekarskie i podlegają określonym przepisom. Warto więc ustalić, czy w tym przypadku badania były aktualne, czy przeprowadzono wszystkie wymagane kontrole i czy broń była przechowywana zgodnie z obowiązującymi zasadami. To ważne pytania, na które powinniśmy poznać odpowiedź.

Służby na Rynku Głównym po strzelaninie
Służby na Rynku Głównym po strzelaninie
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Wiele osób zapyta teraz: czy tej tragedii można było uniknąć?

Nie chciałbym dziś tego przesądzać. Jeżeli ktoś świadomie podejmuje decyzję o dokonaniu takiego czynu, nawet dobrze funkcjonujący system nie daje gwarancji całkowitego wyeliminowania ryzyka. To jednak nie oznacza, że możemy poprzestać na takim stwierdzeniu. Musimy dokładnie przeanalizować, co się wydarzyło i czy można było zareagować wcześniej.

Mam wrażenie, że jako społeczeństwo wciąż nie jesteśmy wystarczająco przygotowani na tego rodzaju sytuacje. Kiedy padają strzały, ludzie często próbują obserwować, co się dzieje, zamiast natychmiast szukać bezpiecznego miejsca. Brakuje nam podstawowych odruchów, które mogłyby zwiększyć nasze szanse na przetrwanie.

Nie chodzi o to, by przygotować każdego obywatela do działania jak funkcjonariusz. Potrzebujemy jednak edukacji i budowania świadomości zagrożeń. Obyśmy nie musieli wyciągać tych wniosków po kolejnych tragediach.

Po takich wydarzeniach pojawiają się deklaracje zmian i zapowiedzi poprawy bezpieczeństwa. Czy tym razem uda się wyciągnąć trwałe wnioski?

Mam taką nadzieję, choć obawiam się, że po początkowym zainteresowaniu i licznych deklaracjach temat może stopniowo zejść na dalszy plan. Niestety, często tak wygląda reakcja na podobne zdarzenia.

A przecież wnioski powinniśmy wyciągać nie tylko bezpośrednio po tragedii, kiedy emocje są największe, ale również wtedy, gdy już opadną. Dopiero wówczas można spokojnie ocenić, co wymaga poprawy, jakie procedury należy zmienić i czy potrzebne są konkretne działania systemowe. Samo zapowiadanie zmian nie wystarczy.

Odgrodzony teren na Rynku Głównym
Odgrodzony teren na Rynku Głównym

Po tragedii do Krakowa przyjeżdżają najważniejsze osoby w państwie.

Uważam, że w dobrze zarządzanym państwie najważniejsze osoby powinny mieć pełny obraz sytuacji, ale niekoniecznie muszą być fizycznie obecne na miejscu zdarzenia. W wielu przypadkach wystarczy sprawna komunikacja i stały dostęp do informacji.

Trzeba pamiętać, że funkcjonariusze prowadzący działania mają konkretne zadania. Organizacja wizyt, odpraw czy dodatkowych zabezpieczeń może angażować ludzi, którzy w tym czasie mogliby koncentrować się na swoich podstawowych obowiązkach. Oczywiście nie twierdzę, że obecność przedstawicieli władz zawsze przeszkadza. Pytanie brzmi jednak, czy w danym momencie rzeczywiście jest niezbędna.