Kampania hejtu wobec Moniki Piątkowskiej. Ekspert: Można ustalić, kto stoi za anonimami
Machina hejtu
Wielkimi krokami nadchodzą przedterminowe wybory prezydenta Krakowa. Mieszkańcy pójdą do urn już 27 września. Tymczasem w Internecie rozkręciła się machina hejtu wobec kandydatów.
Dziennikarz tvn24.pl Bartłomiej Plewnia ujawnił w ostatnich dniach, że około trzy miliony razy wyświetlone zostały na Facebooku reklamy atakujące kandydatkę Koalicji Obywatelskiej oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego, Monikę Piątkowską.
Ośmieszające Monikę Piątkowską satyryczne filmiki to wytwór sztucznej inteligencji.
Na jednym z nich można było zobaczyć ubraną w niebieską suknię senatorkę Koalicji Obywatelskiej, wokół której zgromadziła się skromniej odziana grupka osób.
Tvn24.pl: Narrator krzyczy: „kasztelanka Piątkowska ogłosiła wszem i wobec, że jest niczyja, a na dowód wyliczyła po kolei wszystkich, czyja jest”. W tle kolejnego kadru wyrasta Pałac Kultury i Nauki, a na pierwszym planie obok Piątkowskiej staje premier Donald Tusk. Narrator zaczyna śpiewać: „Niczyja, a sam Donald ją w Warszawie ogłosił, a Władysław drugie ramię podstawił”.
Filmik pojawił się na profilu „Krakowianka” na Facebooku.
– Oprócz „Krakowianki” zidentyfikowaliśmy jeszcze dwie inne strony, na których publikowane są wygenerowane przez AI treści o kandydatach na prezydenta Krakowa. To „Raport krakowski” i „Po krakowsku” – przekazał w swoim materiale Bartłomiej Plewnia.
– Wszystkie powstały po referendum, w którym stanowisko stracił prezydent miasta Aleksander Miszalski z KO. I uderzają w Monikę Piątkowską. Są skrojone pod przedterminowe wybory, których pierwsza tura odbędzie się 27 września – dodał dziennikarz.
Zauważył, że podobne polityczne wpisy generowane przez AI pojawiają się od kilku miesięcy na facebookowych stronach przychylnych Monice Piątkowskiej. Zalewają lokalne grupy hejterskimi treściami, uderzając przede wszystkim w lidera sondaży, bezpartyjnego Łukasza Gibałę.
– Różnica polega na tym, że ich zasięgi nie są budowane za pomocą płatnej reklamy – zauważa Plewnia.
Według wyliczeń tvn24.pl wszystkie sponsorowane treści były wyświetlone łącznie między 2,5 a 3 miliony razy, a ich promowanie kosztowało razem między 18 a 28 tysięcy złotych.
Dziennikarz zwraca uwagę, że choć strony praktycznie nie mają obserwujących, ich wpisy otrzymują setki reakcji, komentarzy i udostępnień.
Przypomina, że w październiku 2025 roku firma Meta, która jest właścicielem Facebook'a, zablokowała możliwość płatnej promocji wpisów o takiej tematyce.
Jednak te, które przeanalizował portal tvn24.pl, nie zostały zakwalifikowane przez serwis jako treści o tematyce politycznej, wyborczej lub społecznej.
Bartłomiej Plewnia wskazuje, że dziurawy algorytm Mety wykorzystują konta tworzone na potrzeby konkretnych wyborów. Ich autorzy udają satyryków i lokalnych komentatorów. Kim są naprawdę?
Dlaczego nikt nie chce podpisać się pod propagandowymi treściami?
Portal tvn24.pl twierdzi, że być może chodzi nie tylko o to, by podnieść skuteczność przekazu, ale też o to, by ukryć źródło finansowania.
– A tym samym zapewnić sobie możliwość wydania większej sumy w kampanii pomimo obowiązujących limitów. W tych wyborach każdy komitet może wydać maksymalnie po niespełna 400 tysięcy złotych – przypomina Plewnia.
To jest do ustalenia
Dyrektor Instytutu Telekomunikacji Akademii Górniczo-Hutniczej prof. Jerzy Domżał mówi dla LoveKraków.pl, że technicznie, w większości przypadków, jest możliwe ustalenie, kto stoi za anonimowymi profilami i płatnymi kampaniami w mediach społecznościowych.
Ekspertowi chodzi np. o użycie identyfikowalnego adresu IP zamiast VPN, jawnej metody płatności czy konta mailowego. Problem jednak w tym, że takie dane musi przede wszystkim udostępnić właściciel platformy, czyli w tym przypadku Meta, a to nie jest taka prosta sprawa.
– Służby mają możliwości wymuszenia otrzymania takich danych, ale to już wymaga działań operacyjnych i czasu, którego w czasie trwania kampanii wyborczej zbyt wiele nie ma. Wiele zmieniłoby inne podejście Mety do tego typu spraw i bardziej aktywne działanie po ich stronie, ale na to chyba nie ma co liczyć w krótkiej perspektywie czasu – wyjaśnia nam prof. Domżał.
Szybko powstają nowe profile
Dziennikarz tvn24.pl próbował się dowiedzieć, czy reklamy, które uderzały w Monikę Piątkowską, nie łamią m.in. wewnętrznych regulacji serwisu.
Prof. Domżał wskazuje jednak na kluczowy problem.
– W miejsce usuniętych profili szybko powstają nowe i problem pozostaje w istocie nierozwiązany – twierdzi ekspert.
Jego zdaniem dobrze by było, gdyby właściciele platform społecznościowych byli bardziej pozytywnie nastawieni do walki z hejtem i nielegalnymi treściami.
– Niestety brakuje odpowiedniej motywacji do tego typu działań – kwituje prof. Domżał.
Świadome obchodzenie reguł
Sprawę na platformie X skomentowała sama Monika Piątkowska.
Jej zdaniem mechanizmy wpływania na krakowską debatę przez osoby „pozostające w cieniu obserwowaliśmy już podczas kampanii referendalnej”.
– Dziś obserwujemy kolejną fazę tych działań. Z ustaleń Tvn24 wynika, że na promocję materiałów wymierzonych we mnie przeznaczono dziesiątki tysięcy złotych, a ich zasięg sięgnął nawet 3 milionów wyświetleń – zauważyła senatorka.
Dodała, że opisany mechanizm sprawia wrażenie coraz bardziej profesjonalnego i coraz trudniejszego do uchwycenia.
– Anonimowe profile, płatne kampanie promocyjne, kolejne reklamy pojawiające się po usunięciu poprzednich. To świadome obchodzenie reguł, które mają zapewniać przejrzystość kampanii – podkreśla Piątkowska.
Zdaniem kandydatki, jeżeli ktoś próbuje ingerować w proces wyborczy, ukrywając jednocześnie swoją tożsamość, intencje i źródło finansowania, to nie jest już tylko brudna kampania.
– To zagrożenie dla demokracji w naszym mieście – skwitowała.
Tvn24.pl zapytało krakowskich polityków z różnych opcji, czy mają coś wspólnego z kontami, na których pojawiają się wpisy. Odpowiedzieli, że nic o tym nie wiedzą.
Czy krakowska policja podjęła jakieś kroki w sprawie hejterskich wpisów?
Zadaliśmy pytania, czekamy na odpowiedzi.
Traumatyczne doświadczenia
– Tak, mierzymy się z podobnymi atakami w Internecie – słyszymy w komitecie Łukasza Gibały.
Jego przedstawiciele przypominają, że mają za sobą dość traumatyczne doświadczenie wyborów w 2024 roku, „kiedy wytoczono przeciwko Łukaszowi Gibale naprawdę ciężką artylerię”.
– Chodzi o dziesiątki tysięcy postów, które robiły z niego aferzystę finansowego. Przeczytaliśmy później w książce Gajcego i Muchy, że stał za tym jakiś przypadkowy człowiek z Warszawy – dodają w komitecie.
Zapewniają, że tym razem jeszcze tak nie jest.
– Łukasz Gibała występuje w jednym z opisywanych przez tvn24 filmów w średniowiecznej konwencji, obok Moniki Piątkowskiej, jako jeden z czworga odpowiedzialnych za SCT. W jego przypadku zarzut jest na tyle idiotyczny, że się tym nie przejmujemy – słyszymy w komitecie.