Łukasz Gibała po decyzji komisji: „Wszystkie siły rzucamy do boju”

Miejska Komisja Wyborcza odrzuciła około 3,7 tys. podpisów złożonych przez komitet Łukasza Gibały. Kandydat ma niecałe trzy dni, by zebrać brakujące poparcie i zarejestrować start w wyborach.

Patryk Salamon, LoveKraków.pl: Miejska Komisja Wyborcza odrzuciła większość podpisów złożonych przez pański komitet. Co się stało i co teraz zamierzacie zrobić?

Łukasz Gibała, kandydat na prezydenta Krakowa z komitetu „Kraków dla Mieszkańców”: Komisja odrzuciła dziś z powodów formalnych sporą część zebranych przez nas podpisów. Chcę od razu przeciąć spekulacje: nie chodzi o fałszowanie podpisów ani o osoby, których nie ma w krakowskim rejestrze wyborców. Problem wynika z tego, że na karcie nie wydrukowano słowa „Kraków”. Jeżeli osoba podpisująca listę nie dopisała go w adresie, komisja odrzucała taki podpis.

Przecież na podstawie nazwy ulicy i numeru PESEL można łatwo zweryfikować, czy dana osoba znajduje się w rejestrze wyborców. Ale dopóki te zasady obowiązują, musimy się do nich dostosować.

To jednak poważna wpadka organizacyjna. Nie obawia się pan, że będzie rzutować na ocenę całej kampanii?

Myślę, że za tydzień nikt nie będzie już o tym pamiętał. Rozpoczną się debaty, kandydaci będą prezentować programy i pojawi się wiele innych tematów. To zniknie w natłoku informacji.

Łukasz Gibała ogłasza swój start w wyborach na Prezydenta Miasta
Łukasz Gibała ogłasza swój start w wyborach na Prezydenta Miasta
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Kontrkandydaci zapewne tego nie odpuszczą.

A co mieliby mówić? Że Krakowianie, którzy nie napisali w adresie słowa „Kraków” nie popierają mojego startu w wyborach? 

Ile czasu zostało na uzupełnienie podpisów?

Kilka dni. Dopiero po 17:00 dowiemy się ile brakuje nam podpisów, ale chcemy zebrać ponad 2 tysiące, żeby mieć bezpieczną nadwyżkę. Już dziś 90 procent moich współpracowników wróciło na ulice i zbiera podpisy. 

Prosimy również osoby, które już wcześniej nas poparły, ale nie są pewne, czy wpisały w adresie słowo „Kraków”, aby podpisały się ponownie. Do rejestracji kandydatury potrzeba co najmniej 3 tys. podpisów, a termin ich składania upływa 3 września.

Bierze pan pod uwagę, że mimo tej mobilizacji nie uda się zebrać brakujących podpisów?

Na ten moment nie biorę takiego scenariusza pod uwagę. Wszystkie siły rzucamy do boju. Gdyby sytuacja była krytyczna, będziemy szukać drogi odwoławczej, bo uważam, że samo wskazanie ulicy i PESEL-u powinno wystarczyć do sprawdzenia osoby w rejestrze.

Gdyby jednak nie udało się uzupełnić list, oznaczałoby to koniec pańskiego udziału w wyborach.

Dlatego skupiamy się teraz na zbiórce. Mamy szansę zmienić Kraków na lepsze i nie chcemy tej szansy zmarnować.

Łukasz Gibała
Łukasz Gibała
Klaudia Radecka / Forum

Nie komentuje pan szerzej aktywności Moniki Piątkowskiej, choć sondaże wskazują ją jako jedną z głównych rywalek. Dlaczego?

Staram się ograniczać komentowanie działań wszystkich kontrkandydatów, nie tylko Moniki Piątkowskiej. Jest ich wielu. Gdybym miał na bieżąco śledzić wszystko, co robią, zabierałoby mi to czas, który wolę poświęcać mieszkańcom.

Poza tym uważam, że Krakowianie powinni sami wyrobić sobie opinię. Ocena wystawiana przez konkurenta zawsze będzie mniej wiarygodna, bo trudno oczekiwać od niego pełnego obiektywizmu.

Na razie tej kampanii w mieście właściwie nie widać. Mieszkańcy w ogóle dowiedzą się, że 27 września są wybory?

Kampania jest jeszcze letnia, zdecydowanie spokojniejsza niż dwa i pół roku temu. Wtedy, miesiąc przed wyborami, Kraków już żył kampanią. Teraz mamy wakacje, ale za kilka dni się skończą. Zakładam, że za tydzień atmosfera będzie zupełnie inna.

Sondaże sugerują, że w drugiej turze może pan zmierzyć się z Moniką Piątkowską. A może z Michałem Drewnickim?

Wszystko jest w rękach Krakowian. Z sondaży wynika, że większe szanse na wejście do drugiej tury ma kandydatka Koalicji Obywatelskiej, ale w kampanii niczego nie można przesądzać. Do decyzji wyborców podchodzę z pokorą.

Gdyby do drugiej tury wszedł Michał Drewnicki, a nie kandydatka KO, byłoby to dla Platformy Obywatelskiej polityczne trzęsienie ziemi w Krakowie?

Byłoby to z pewnością poważne wydarzenie, także w skali ogólnopolskiej. Platforma Obywatelska wygrywała dotąd wybory w największych miastach. Gdyby jej kandydatka nie weszła tu do drugiej tury, byłoby to dla niej dotkliwe.

Nie sądzę jednak, aby automatycznie przełożyło się to na załamanie ogólnopolskich notowań PO. Donald Tusk wielokrotnie pokazywał, że potrafi przetrwać również trudne politycznie momenty.

Prezentacja programu wyborczego przez Monikę Piątkowską
Prezentacja programu wyborczego przez Monikę Piątkowską
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Donald Tusk osobiście ogłosił kandydaturę Moniki Piątkowskiej, a później pojawił się w Krakowie. Odczytuje pan to jako próbę ratowania jej wyniku?

Trochę mnie to dziwi. Dwa lata temu Donald Tusk mocno popierał Aleksandra Miszalskiego i przedstawiał go jako swojego przyjaciela oraz kwintesencję rzetelności. Później okazało się, że ta ocena była błędna.

Moim zdaniem rozsądniej byłoby ograniczyć wskazywanie Krakowianom, na kogo mają głosować. Dotyczy to nie tylko Donalda Tuska, ale też innych polityków spoza Krakowa. On podjął jednak inną decyzję. Nie rozumiem jej.

Taka obecność może pomóc kandydatce, ale może też wywołać efekt odwrotny?

To możliwe. Coraz rzadziej rozumiem działania Donalda Tuska, ale być może ma przesłanki, których nie znam.

KO przekonuje, że tylko jej kandydatka będzie w stanie skutecznie rozmawiać z rządem, choćby o finansowaniu metra. Gdyby został pan prezydentem, miałby pan dostęp do ministrów?

Oczywiście. Niedawno spotkałem się z minister Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz na jej prośbę. Rozmawialiśmy między innymi o rynku najmu krótkoterminowego, zmianach przepisów oraz funduszach unijnych, które mogłyby trafić do Krakowa.

Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby ministrowie nie chcieli rozmawiać z prezydentem drugiego największego miasta w Polsce tylko dlatego, że nie należy on do ich formacji politycznej. To byłby brak profesjonalizmu.

Jaka będzie pańska kampania: ostra i konfrontacyjna czy raczej zachowawcza?

Zdecydowanie postawimy na rozmowę z mieszkańcami. Billboardów będzie stosunkowo mało, tyle samo albo nawet mniej niż w poprzedniej kampanii. Uważam, że Krakowianie dobrze znają już moje nazwisko. Wolę poświęcić czas na spotkania i rozmowy w terenie niż na wieszanie kolejnych plakatów.