Grill na rondzie, studnie obok. Jak przepadł kandydat Konfederacji
Bartosz Bocheńczak złożył niemal 5 tys. podpisów, ale jego kandydatura na prezydenta Krakowa nie została zarejestrowana. Komitet odwołał się od decyzji. W Konfederacji słychać pytania o błędy, zbiórkę i zaangażowanie jej dwóch środowisk.
W poniedziałek wieczorem Bartosz Bocheńczak opublikował oświadczenie, w którym poinformował, że jego kandydatura na prezydenta Krakowa nie została zarejestrowana. Powód: zbyt mała liczba ważnych podpisów poparcia.
Komitet złożył niemal 5 tys. podpisów. Do rejestracji kandydatury potrzebne były 3 tys. prawidłowych. Zapas wynosił więc blisko 2 tys., ale po weryfikacji list nie wystarczył.
– Uważałem, że złożenie niemal 5 tys. podpisów zapewni nam wystarczający margines bezpieczeństwa. Jak się okazało – pomyliłem się – napisał Bocheńczak.
W tym samym oświadczeniu kandydat przyznał, że odpowiedzialność bierze na siebie. Nie wskazał urzędników, wolontariuszy ani politycznych sojuszników jako osób winnych nieudanej rejestracji.
– Zasady były znane, a naszym obowiązkiem było zebrać większą liczbę podpisów i jeszcze dokładniej zweryfikować je przed złożeniem. Powinniśmy byli poświęcić temu więcej uwagi. Jako kandydat ponoszę za to pełną odpowiedzialność. Zawaliłem – stwierdził.
Bocheńczak podziękował też wolontariuszom. Napisał, że w kampanii pracowało ponad sto osób, które zbierały podpisy, organizowały spotkania i poświęcały prywatny czas. – To nie wolontariusze zawiedli. To ja powinienem był dopilnować, abyśmy zebrali bezpiecznie większą liczbę podpisów – podkreślił.
W czwartek, 10 września, komitet odwołał się od decyzji Miejskiej Komisji Wyborczej. Podpisy ma teraz ponownie sprawdzić krakowska delegatura Krajowego Biura Wyborczego. Decyzję w ciągu kilku dni ma wydać komisarz wyborczy.
Adres zamiast adresu
Za organizację zbiórki podpisów odpowiadał Jędrzej Dziadosz, działacz krakowskiej Konfederacji. W rozmowie z LoveKraków.pl mówi, że głównym problemem były dane wpisywane przez mieszkańców na listach poparcia.
– Mówiliśmy językiem niezrozumiałym dla ludzi. Mianowicie mówiliśmy o adresie CRW, Centralnym Rejestrze Wyborców. Ludzie myśleli, że mają wpisać adres zamieszkania, zamiast adresu, pod którym są w spisie wyborców – wyjaśnia.
Chodzi o sytuacje, w których osoba mieszkająca w Krakowie podaje aktualny adres, ale w Centralnym Rejestrze Wyborców wciąż figuruje pod innym. Dla komisji weryfikującej listę rozbieżność danych może oznaczać zakwestionowanie podpisu.
– Takie błędy zawsze się zdarzają. Zazwyczaj u nas były na poziomie do 20 proc. W tym wypadku było ich około 40 proc. To był nasz błąd. Mimo złożenia około 5 tys. podpisów nie udało się zarejestrować kandydata – mówi Dziadosz.
Dokładna liczba podpisów uznanych i zakwestionowanych nie jest jeszcze znana. Nie ma również szczegółowego wykazu przyczyn odrzucenia kolejnych wpisów. To ma wyjaśnić postępowanie odwoławcze.
Piotr Bartosz, lider krakowskiego Ruchu Narodowego, wskazuje, że najważniejsza mogła być właśnie duża skala podpisów zakwestionowanych w czasie weryfikacji.
– Jeśli odrzucono około 40 proc. podpisów, to właśnie w tym upatrywałbym przede wszystkim przyczyny braku rejestracji. W poprzednich wyborach taki zapas był wystarczający – mówi LoveKraków.pl.
Bartosz dodaje, że Ruch Narodowy chce znać szczegółowe powody odrzucenia podpisów.
– Mamy zaufanie do urzędu, ale jeżeli komisja miejska stwierdziła, że jest tyle nieprawidłowych podpisów, chcemy wiedzieć, z czego to wynika – mówi.
Grill Mentzena i studnie głębinowe
19 sierpnia Sławomir Mentzen przyjechał do Krakowa. Na rondzie Mogilskim spotkał się z mieszkańcami, a wraz z Bartoszem Bocheńczakiem zorganizował grilla. Wokół wydarzenia trwała także zbiórka podpisów pod kandydaturą Bocheńczaka.
Bocheńczak był kandydatem związanym z Nową Nadzieją, partią kierowaną przez Mentzena. Drugim głównym środowiskiem tworzącym Konfederację jest Ruch Narodowy, którego liderem jest Krzysztof Bosak. Krakowskim liderem Ruchu Narodowego jest Piotr Bartosz.
Tego samego dnia działacze Ruchu Narodowego prowadzili na rondzie Mogilskim inną zbiórkę. Zbierali podpisy pod obywatelską inicjatywą uchwałodawczą Rady Miasta Krakowa dotyczącą bezpieczeństwa wodnego i studni głębinowych.
Podczas gdy osoby związane z Nową Nadzieją zbierały poparcie dla Bocheńczaka, działacze Ruchu Narodowego pracowali przy swojej inicjatywie. Z ustaleń LoveKraków.pl wynika, że Ruch Narodowy prowadził wtedy tę zbiórkę.
W rozmowach z działaczami Konfederacji pojawia się informacja, że przed wizytą Mentzena Bocheńczak miał prosić Piotra Bartosza o pomoc w zebraniu około 1,5 tys. podpisów. Prośba miała paść w czasie rozmowy Bocheńczaka z liderem krakowskiego Ruchu Narodowego.
– Mówił mu, że słabo idzie, że potrzebuje pomocy i wolałby mieć większy komfort, że podpisy będą już zebrane. Prosił o 1,5 tysiąca podpisów – relacjonuje anonimowo jeden z działaczy zaangażowanych w zbiórkę.
Według tego rozmówcy Ruch Narodowy miał ostatecznie przekazać 18 podpisów. Piotr Bartosz zaprzecza, by liczba wynosiła 18. Nie podaje jednak, ile podpisów Ruch Narodowy zebrał i przekazał na potrzeby rejestracji Bocheńczaka.
W relacji anonimowego działacza pada również zdanie, że przedstawiciele Ruchu Narodowego mieli powiedzieć: „Jesteśmy obrażeni. Nie będziemy zbierać podpisów”. Rozmówca nie wskazuje jednak, czego miała dotyczyć ta sytuacja.
W lokalnym środowisku Konfederacji mówi się o wcześniejszych ustaleniach obu organizacji. Według informacji LoveKraków.pl, przed referendum dotyczącym odwołania prezydenta Krakowa i Rady Miasta Krakowa Nowa Nadzieja i Ruch Narodowy miały uzgodnić podział ról w przypadku przedterminowych wyborów.
Bocheńczak miał zostać kandydatem Konfederacji na prezydenta Krakowa, a Ruch Narodowy otrzymać korzystne miejsca na listach do Rady Miasta Krakowa. W referendum udało się odwołać prezydenta miasta, ale frekwencja nie wystarczyła do odwołania Rady Miasta Krakowa. Nie doszło więc do przedterminowych wyborów rady.
Berkowicz nie zbierał?
W rozmowach z działaczami krakowskiej Konfederacji często pojawia się nazwisko posła Konrada Berkowicza. Jest posłem z Krakowa i członkiem Rady Liderów Konfederacji. W tym samym gremium zasiada również Bartosz Bocheńczak, rekomendowany przez Nową Nadzieję Sławomira Mentzena.
O Berkowiczu działacze mówią głównie przez pryzmat jego nieobecności przy zbiórce. Jeden twierdzi, że poseł zebrał dwa podpisy, by zrobić sobie zdjęcie. Drugi odpowiada, że o dwóch podpisach słyszał, ale ich nie widział.
– Zawsze był i jest leniem – podkreśla. – Konrad wykoncypował sobie, że skoro wcześniej zadziałało powtarzanie po Korwinie jego szlagierowych tekstów, to teraz zadziała młodsza wersja Brauna. To moja ocena, ale tak odczytuję jego sposób działania – mówi były działacz.
– Konrad nie brał udziału w żadnej zbiórce. Był tylko wtedy, gdy przyjechał Mentzen – relacjonuje anonimowo działacz Konfederacji.
Jędrzej Dziadosz, który odpowiadał za zbiórkę, pytany o liczbę dwóch podpisów, nie potwierdza jej. – Nie będę tego komentował, bo nawet nie mam pojęcia – mówi.
Dziadosz był również pytany o sugestie, że miał działać przeciwko własnej zbiórce. Stanowczo im zaprzecza.
– Jeżeli miałbym w interesie jakiekolwiek niecne plany, to zapewniam, że tam nie byłaby tak mała różnica. To jest oczywiście bzdura. Nie wiem, skąd te dziwne plotki – mówi.
Były działacz Konfederacji opisuje Berkowicza jako jedną z osób mających wpływ na decyzje w partii. Wskazuje na jego obecność w Radzie Liderów oraz relacje z politykami Nowej Nadziei.
– Bez konsensusu wśród liderów nie da się tam w zasadzie nic zmienić. Berkowicz jest trzymany głównie dlatego, że jest w Radzie Liderów i ma swoje relacje ze Sławomirem Mentzenem i Przemysławem Wiplerem – mówi były działacz.
W rozmowach pojawia się też nazwisko Bartłomieja Małczyka, byłego lidera lokalnych struktur. Jeden z obecnych działaczy twierdzi, że Małczyk stracił zaufanie władz po konflikcie z Berkowiczem.
Nie ma jednak publicznego komunikatu, który przedstawiałby okoliczności jego odejścia ze stanowiska. Chcieliśmy go o to zapytać, ale nie odbierał telefonu i nie nawiązał kontaktu po wysłaniu wiadomości.
Fanpage po zmianie
W poniedziałek wieczorem, po informacji o braku rejestracji kandydatury Bocheńczaka, Sławomir Mentzen odwołał wszystkie osoby funkcyjne w krakowskiej Nowej Nadziei.
Tego samego dnia profil działający dotąd jako fanpage krakowskiej Konfederacji zmienił nazwę na „Deratyzacja – Kraków”. Na stronie zaczęły pojawiać się grafiki odnoszące się do posła Konrada Berkowicza. Jedna z nich przedstawia go jako osobę gubiącą listy z podpisami.
Bocheńczak nie komentuje obecnie ani roli Ruchu Narodowego w zbiórce, ani relacji z Berkowiczem. W publicznym oświadczeniu napisał jednak, że nie będzie szukał winnych ani przerzucał odpowiedzialności na inne osoby.
– Nie będę snuł teorii spiskowych, szukał winnych ani przerzucał odpowiedzialności na kogokolwiek – podkreślił.
Nie będą trzecią siłą w Krakowie
Piotr Białczyk, dziennikarz portalu Zero.pl, ocenia, że Bartosz Bocheńczak poniósł porażkę w sprawie rejestracji podpisów „na wielu frontach”, a jej wymiar miał być także osobisty.
W jego opinii kandydat Nowej Nadziei zbyt mocno postawił na własną rozpoznawalność i kampanię wizerunkową w przestrzeni miasta. – Rozplakatował miasto ze swoją podobizną, a jak wiadomo: „pycha kroczy przed upadkiem” – stwierdził Białczyk.
Dziennikarz zwrócił jednocześnie uwagę na sam mechanizm zbierania podpisów, który uznał za nieprzystający do współczesnych realiów. Jego zdaniem przepisy prawa wyborczego nadal opierają się na archaicznym modelu zbiórki papierowej. Białczyk wyraził nadzieję, że przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi powszechnie dostępna będzie możliwość składania cyfrowych podpisów.
W ocenie Białczyka jednym z problemów miało być również ograniczone zaangażowanie działaczy Ruchu Narodowego, tworzącego wraz z Nową Nadzieją Konfederację. Jak relacjonuje, z jego rozmów wynika, że środowisko związane z Krzysztofem Bosakiem nie miało aktywnie wspierać kandydatury Bocheńczaka.
Zaznaczył przy tym, że „narodowcy” dysponują rozbudowanymi strukturami i zgłosili swoich przedstawicieli do komisji wyborczych.
Zdaniem Białczyka konsekwencje sprawy mogą wykraczać poza samą lokalną kampanię. – Konfederacja, jawiąca się jako trzecia siła w Polsce, nie będzie nawet trzecią siłą w Krakowie – ocenił. Dodał, że porażka na początku ogólnopolskiej prekampanii może stać się dla ugrupowania poważnym obciążeniem wizerunkowym.
Jak zaznaczył, w dniu niepowodzenia Bocheńczaka w internecie pojawiło się wiele krytycznych komentarzy pod adresem Konfederacji.
Białczyk nie przewiduje obecnie natychmiastowego spadku poparcia dla partii w sondażach, ale wskazuje na ryzyko narastania wewnętrznego kryzysu. W tym kontekście przywołał m.in. sprawę przejęcia facebookowego fanpage’a Konfederacji. Jego zdaniem, jeśli konflikty wewnątrz ugrupowania będą się pogłębiać, mogą w przyszłości przełożyć się na pogorszenie notowań.
Dziennikarz krytycznie ocenił także aktywność lidera Nowej Nadziei Sławomira Mentzena w Krakowie. Według Białczyka Mentzen był podczas prekampanii mało widoczny. Wskazał jedynie na spotkanie przy Rondzie Mogilskim oraz opublikowane nagranie w mediach społecznościowych.
W jego ocenie może to świadczyć o ograniczonym zaangażowaniu partyjnej centrali w walkę o drugie największe miasto w kraju.