Sławomir Pietrzyk na liście kandydatów. Prokuratura może sprawdzić podpisy
Nie wydrukowano słowa Kraków
W ostatnich dniach Miejska Komisja Wyborcza zarejestrowała osiem kandydatur w przedterminowych wyborach prezydenta Krakowa.
Do rejestracji potrzebne było co najmniej 3 tys. prawidłowo złożonych podpisów mieszkańców.
Krakowianie pójdą do wyborczych urn 27 września.
Podczas weryfikacji podpisów na listach poparcia nie brakowało emocji.
„Wszystkie siły do boju” musiał rzucić lider Krakowa dla Mieszkańców Łukasz Gibała, któremu pierwotnie odmówiono rejestracji. Miejska komisja odrzuciła około 3,7 tys. podpisów złożonych przez jego komitet. Gibała wyjaśniał, że stało się to z przyczyn formalnych.
Ostatecznie lider KdM-u dostarczył brakujące podpisy i powalczy o prezydenturę.
Takiej szansy nie będzie miał Bartosz Bocheńczak z Konfederacji. Komisja odmówiła mu rejestracji. Po sprawdzeniu podpisów zabrakło 122 ważnych głosów poparcia.
W wyborach nie wystartuje też ostatecznie były prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś.
Informował, że komisja odrzuciła 3096 spośród 5648 złożonych podpisów poparcia.
– Tak ogromna liczba zakwestionowanych podpisów budzi nasze poważne wątpliwości. Za każdym z nich stoi konkretny mieszkaniec Krakowa, który świadomie udzielił mi swojego poparcia – przekonywał Banaś.
Jego pełnomocnik zarzucił miejskiej komisji, że nie podała podstaw odrzucenia zakwestionowanych ponad 3 tys. podpisów.
W środę 9 września komisarz wyborcza w Krakowie Dagmara Daniec-Cisło uznała odwołanie za nieuzasadnione.
W przypadku ponad 1,1 tys. podpisów wykazano błędny, niepełny lub nieczytelny numer pesel.
Komisja zarejestrowała natomiast kandydaturę Sławomira Pietrzyka: dziennikarza, który w przeszłości był radnym miejskim klubu Przyjazny Kraków.
W przedterminowych wyborach jest kandydatem Socjaldemokracji Polskiej.
Sprawa dla prokuratury?
W jego przypadku też pojawiły się wątpliwości.
Grzegorz Skowron z portalu Krknews.pl informował 4 września:
Udało nam się dowiedzieć, że zawiadomienie do prokuratury zostało złożone, ale nie przez komisję, tylko przez jednego z krakowskich dziennikarzy: Wojciecha Jakubowskiego.
„Niniejszym zawiadamiam o możliwości popełnienia przestępstwa w związku ze zbieraniem, sporządzaniem i przedłożeniem Miejskiej Komisji Wyborczej w Krakowie podpisów poparcia dotyczących zgłoszenia kandydatury Sławomira Pietrzyka w przedterminowych wyborach Prezydenta Miasta Krakowa (...)” – czytamy w zawiadomieniu, skierowanym 9 września do Prokuratury Rejonowej Kraków-Śródmieście Wschód.
Wojciech Jakubowski potwierdził nam, że faktycznie takie zawiadomienie złożył.
Powołał się w nim m.in. na publikację portalu niezalezna.pl, który podał, że „na listach miały znajdować się dane osób zmarłych, a także że miały być wykorzystywane podpisy z poprzednich wyborów”. Zauważył, że publikacja nie przypisywała jednak tych konkretnych przypadków jednoznacznie Sławomirowi Pietrzykowi.
Wojciech Jakubowski twierdzi, że dotarł do informacji, które wskazują, że faktycznie mogło dochodzić do poważniejszych nieprawidłowości przy pozyskiwaniu, sporządzaniu lub wykorzystywaniu list poparcia.
Dziennikarz przekonuje, że informacje wymagają niezależnego potwierdzenia przez organy ścigania. – W mojej ocenie zachodzi potrzeba sprawdzenia, czy dane osób udzielających wcześniej poparcia innym kandydatom zostały następnie wykorzystane bez wiedzy tych osób w dokumentacji dotyczącej obecnych wyborów – twierdzi Jakubowski.
Nie przesądza, że doszło do fałszowania podpisów. – Nie wskazuję też osoby, która miałaby dopuścić się takiego działania. W szczególności samo niniejsze zawiadomienie nie stanowi twierdzenia, że Sławomir Pietrzyk osobiście dopuścił się czynu zabronionego albo posiadał wiedzę o ewentualnych nieprawidłowościach – podkreśla Jakubowski.
Wniósł o zabezpieczenie przez śledczych dokumentacji obejmującej listy poparcia, które zostały przedłożone w związku ze zgłoszeniem kandydatury Sławomira Pietrzyka.
Jakubowski zadeklarował też gotowość do złożenia zeznań.
Każdy mógł popełnić błąd
Sławomir Pietrzyk przekonuje, że nic mu nie wiadomo o żadnym zawiadomieniu.
Wyliczył, że w jego przypadku poprawnych podpisów było 3225.
Stwierdził, że osobiście był w niektórych miejscach, gdzie zbierano podpisy pod jego kandydaturą, „co udokumentowane jest na zdjęciach”.
– Czy ma pan wiedzę o przypadkach, w których na listach poparcia dla pana kandydatury mogły znaleźć się podpisy osób zmarłych albo osób, które nie udzieliły panu poparcia? – dopytujemy.
– Nic mi o tym nie wiadomo – odpowiedział Pietrzyk.
Tłumaczy, że każdy mógł popełnić błąd, wpisując lub podając numer pesel.
– Mogły być przypadki, gdzie podawano również nieprawidłowe pesele specjalnie. Uważam, że poparcie powinno być zbierane elektronicznie za pośrednictwem aplikacji mObywatel. Wtedy wyeliminowano by przypadki pomyłek i nieprawidłowości – zapewnia.
– Czy jest pan w stanie przedstawić dokumenty lub inne dowody potwierdzające prawidłowość procesu zbierania podpisów? – dopytujemy.
Pytamy, czy po pojawieniu się medialnych informacji o możliwych nieprawidłowościach przeprowadził własne sprawdzenie list poparcia?
Pietrzyk twierdzi, że listy były sprawdzane jedynie pod kątem poprawnego wypełnienia pól.
– Sprawdzaliśmy, czy wszystkie dane zawarte na karcie się tam znalazły, a w większości przypadków uzupełniano brakujące słowo „Kraków”, którego brakowało w polu adres – zapewnia.
Dodaje, że osób zbierających podpisy pod jego kandydaturą było bardzo wiele.
– Część z nich była anonimowa, przynosiła po prostu wypełnione karty z głosami poparcia. Jak już mówiłem w różnego rodzaju wywiadach, bardzo wiele głosów poparcia przekazano mi ze spółdzielni mieszkaniowych. Nie wiem nawet, kto te podpisy tam zbierał – dodaje Pietrzyk.
Popierali jego start
Podkreśla, że w zbiórkę było też zaangażowanych kilkanaście młodych osób, które zbierały podpisy „na własną rękę”. – Są też osoby, które w sztabie się tym zajmowały, ale nie podejrzewam, żeby ktoś dopuścił się jakiejś nieprawidłowości – przekonuje.
– Czy ktokolwiek z pana sztabu lub komitetu zgłaszał panu przed rejestracją kandydatury jakiekolwiek wątpliwości dotyczące autentyczności podpisów? – pytamy.
– Nie było takiego przypadku – zapewnił Pietrzyk.
Dopytujemy również: czy może pan jednoznacznie zapewnić wyborców, że każdy podpis złożony pod pana kandydaturą pochodził od osoby, która rzeczywiście chciała poprzeć pana kandydaturę?
– Wszystkie podpisy złożone pod moją kandydaturą w mojej obecności są złożone dobrowolnie i z pewnością osoby podpisujące popierały mój start w walce o urząd prezydenta miasta Krakowa – przekonuje Sławomir Pietrzyk.
Miejska komisja wyborcza na razie nie odpowiedziała na nasze pytania.