Kard. Ryś do biskupów o księdzu, który odprawiał w karczmie. Krytykowali go nawet na pogrzebie
Brał ministrantów, świece z ołtarza i szedł do karczmy, gdzie zaczynał nabożeństwo. Tak ks. Wojciech Blaszyński reagował na widok pustego kościoła i pełnej gospody.
Historię XIX-wiecznego proboszcza z Sidziny przywołał kard. Grzegorz Ryś podczas mszy z udziałem polskich biskupów w Chochołowie. Mówił też o duchownych, którzy zamiast dostrzec efekty jego pracy, krytykowali go nawet po śmierci.
Metropolita krakowski przewodniczył liturgii 23 października w kościele św. Jacka. Biskupi przyjechali tam na zakończenie drugiego dnia obrad 406. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski w Zakopanem.
Ryś wyjaśnił, że powodem zaproszenia ich właśnie do Chochołowa była przede wszystkim postać ks. Blaszyńskiego,fundatora miejscowej świątyni.
Nie było wiernych? Szedł za nimi do karczmy
Kardynał opowiadał, że ks. Blaszyński walczył z alkoholizmem i odnowił na Podhalu bractwo trzeźwości. Sięgał przy tym po niecodzienne metody. Kiedy odkrył, że na nieszporach nie ma wiernych, za to w sąsiedniej karczmie jest tłoczno, zabierał tam ministrantów i świece.
– Na stole w karczmie rozkładali świece, a on zaczynał Nieszpory. Oni cichli tak, że nie wiedzieli, jak się mają zachować. Potem jeden po drugim wychodzili i szli do kościoła, a on mógł wrócić i skończyć Nieszpory w kościele – relacjonował kard. Ryś.
Nie była to jedyna forma jego działalności. Według metropolity proboszcz z Sidziny spędzał godziny w konfesjonale i właśnie podczas spowiedzi zauważył, że ludzie nie znają katechizmu. Zaczął więc przygotowywać świeckich – kobiety i mężczyzn – którzy później uczyli podstaw wiary w sąsiednich parafiach. Rozdał też 500 katechizmów oraz 70 egzemplarzy „Żywotów świętych” ks. Piotra Skargi.
Krytykowali go nawet na pogrzebie
Ryś podkreślał, że działalność ks. Blaszyńskiego spotykała się z oporem. Jak mówił, byli ludzie, którzy chcieli zniszczyć kapłana, uznając jego postępowanie za „niekościelne, nieewangeliczne i niewłaściwe”. Krytyka nie skończyła się wraz z jego śmiercią.
– Nawet na jego pogrzebie kaznodzieja, namówiony przez księży kolegów, więcej krytykował tego zmarłego, niż potrafił się nad nim użalić, a jeszcze bardziej nad tymi wszystkimi ludźmi, którzy tu przyszli tysiącami i płakali – mówił kardynał.
– To jest przykład napięcia między kimś, kto czyni dzieła Boże i wieloma innymi, którzy myślą, że po Bożemu jest go zniszczyć – podsumował ten wątek Ryś.
Prośba o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego
W homilii kardynał mówił również o potrzebie przyglądania się własnemu sumieniu, a nie tylko dostrzegania zła u innych. Zachęcał, by w sporze zobaczyć także własną winę. Do biskupów skierował słowa o różnicy między działaniem podejmowanym dla Boga a działaniem zgodnym z Jego wolą.
– Jako pasterze Kościoła w Polsce nie chcemy robić rzeczy dla Pana Boga, tylko robić rzeczy po Bożemu, Boże rzeczy. Ale żeby je robić, to trzeba Go rozeznawać wokół nas i w sobie – mówił. Za przykład takiej postawy uznał właśnie ks. Blaszyńskiego.
Podczas liturgii Ryś poinformował też, że proboszczowie z Chochołowa i Sidziny poprosili go o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego duchownego. Zaznaczył, że zgodnie z procedurami jego postać może w przyszłości wrócić pod obrady Konferencji Episkopatu Polski. Nie ogłosił jednak rozpoczęcia procesu.