Krakowskie drogi są bezpieczne? Tylko jeśli obniżymy poprzeczkę
Tragiczny wypadek na skrzyżowaniu ul. Solnej i ul. Zabłocie, w którym zginęło młode małżeństwo, ponownie wywołał dyskusję o bezpieczeństwie na krakowskich ulicach. Policja odpowiedziała statystykami, według których Kraków ma być jednym z najbezpieczniejszych dużych miast w Polsce.
– Przyjmując liczbę zdarzeń na 100 tys. mieszkańców Kraków stanowi – spośród największych miast w Polsce – jedno z najbezpieczniejszych – czytamy w facebookowym wpisie z 27 sierpnia.
Kraków widnieje niemal na samym na dole tabeli ułożonej – według policji – od tych najmniej do najbardziej bezpiecznych miast. Wystarczy jednak popatrzeć na niechlubnych liderów tego rankingu, by zobaczyć, że coś się tu nie zgadza.
W Krakowie, z oficjalną liczbą ok. 817 tys. mieszkańców od 1 stycznia do dnia zebrania danych doszło do 581 wypadków. To w przeliczeniu 71,1 na 100 tys. mieszkańców.
W trzykrotnie mniejszych Katowicach, które w tabeli zajęły pierwsze miejsce, było ich tylko 77 – (27,8 na 100 tys.). Drugi w zestawieniu Olsztyn tym bardziej bije Kraków na głowę – z 41 wypadkami od początku roku (24,4 na 100 tys.).
Jedna tabela, dwa obrazy Krakowa
Według przedstawionego przez policję zestawienia w Krakowie przypadało 768 wszystkich zdarzeń drogowych na 100 tys. mieszkańców. Wśród 19 porównanych miast niższy wskaźnik miała tylko Warszawa – 732. Na tej podstawie Kraków można rzeczywiście przedstawić jako jedno z najbezpieczniejszych dużych miast w kraju.
Tyle że w tym zestawieniu zdecydowaną większość zdarzeń stanowią kolizje, a więc te, w których nie było osób poszkodowanych. Część z nich wygląda groźnie na zdjęciach, część kończy się uszkodzonym zderzakiem i reflektorem. Ze społecznego punktu widzenia znacznie istotniejsze są wypadki, czyli zdarzenia, w których ktoś odniósł obrażenia albo zginął.
Po uwzględnieniu wyłącznie wypadków tabela przedstawiona przez policję pokazuje niemal odwrotny obraz. Kraków spada z drugiego na 17. miejsce, z 71,1 wypadkami na 100 tys. mieszkańców. Wyższy wskaźnik mają tylko Łódź – 75,3 oraz Radom – 76,1.
W Warszawie jest to 26,7 wypadku na 100 tys. mieszkańców, czyli 2,7 raza mniej niż w Krakowie. Wskaźnik Gdańska wynosi 38,2, Wrocławia 52,5, a Poznania 62,3.
Co więcej, w policyjnym zestawieniu Warszawa miała 499 wypadków, choć liczy ponad dwa razy więcej mieszkańców niż Kraków. W Krakowie odnotowano ich 581. To więcej nie tylko w przeliczeniu na mieszkańców, ale również w liczbach bezwzględnych.
Bezpieczniej niż rok temu?
Po wypadku na ul. Solnej, a jeszcze przed publikacją tabeli przez policję, zapytaliśmy o statystyki wypadków i kolizji od początku roku. Otrzymane dane nieznacznie różnią się od tych z tabeli, co może wynikać z przygotowywania zestawień w różnych terminach.
Najwięcej wypadków odnotowano dotychczas w czerwcu – 99. Rannych zostało wtedy 107 osób. W maju doszło do 89 wypadków, a w lipcu do 91. W ciągu 25 dni sierpnia wydarzyło się 77 wypadków, w których rannych zostało 88 osób. Według odpowiedzi na nasze pytania, od początku roku do 25 sierpnia daje to łącznie 582 wypadki i 627 rannych.
Dla porównania, w całym 2025 roku na krakowskich drogach doszło do 930 wypadków, w których zginęło pięć osób, a 933 zostały ranne. Policja odnotowała również 8744 kolizje.
Gdyby tegoroczne tempo się utrzymało, rok mógłby zakończyć się liczbą około 900 wypadków. Byłby to niewielki spadek w porównaniu z 2025 rokiem. Rannych może być jednak około 965–970, czyli więcej niż przed rokiem. To jednak tylko czysto arytmetyczne wyliczenie, ponieważ liczba wypadków nie rozkłada się równomiernie w ciągu roku. Ostateczne dane poznamy na początku stycznia.
Nie ma jednak raczej szans na to, by wrócić do statystyk, które już udawało się w Krakowie osiągać po okresie pandemii, kiedy liczba wypadków nie przekraczała 800.
Już dziś wiadomo natomiast, że bilans śmiertelny jest gorszy: przed końcem sierpnia zginęło sześć osób, podczas gdy w całym ubiegłym roku było ich pięć.
Sześć ofiar w pięciu wypadkach
Pierwszy tegoroczny wypadek śmiertelny wydarzył się 7 lutego na skrzyżowaniu ul. Nowohuckiej z ul. Saską. – W wyniku nieustąpienia pierwszeństwa doszło do zderzenia karetki pogotowia z samochodem osobowym. Ucierpiał przewożony w karetce pacjent, który kilka dni później zmarł w szpitalu – opisuje Anna Wolak-Gromala z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Krakowie.
3 marca na Rondzie Polsad kierowca samochodu ciężarowego potrącił rowerzystkę. Kobieta zginęła na miejscu.
Kolejna tragedia wydarzyła się wieczorem 14 czerwca na ul. Dietla, na skrzyżowaniu z ul. Sukienniczą. – Kierujący pojazdem marki Mercedes-Benz potrącił przechodzącego przez oznakowane przejście dla pieszych 79-latka, a następnie nie udzielając mu pomocy odjechał z miejsca wypadku – opisywała policja w komunikacie.
Sprawca został zatrzymany jeszcze tego samego wieczoru na Ruczaju. Nie chciał otworzyć drzwi, potrzebne było siłowe wejście do mieszkania. – Wstępne badanie pod kątem trzeźwości wykazało, iż 47-letni obywatel Ukrainy znajdował się pod wpływem alkoholu – informowali policjanci po jego zatrzymaniu.
17 sierpnia na ul. Okulickiego doszło do kolejnego śmiertelnego wypadku. Tu również kierowca potrącił pieszego na oznakowanym przejściu i również ofiarą był starszy mężczyzna.
Najtragiczniejszy był wypadek z 22 sierpnia na skrzyżowaniu ulic Solnej i Zabłocie. Kierujący samochodem osobowym potrącił młode małżeństwo idące chodnikiem. Oboje zginęli, ich 8-miesięczne dziecko trafiło do szpitala.
Cztery z pięciu śmiertelnych wypadków dotyczyły niechronionych uczestników ruchu: pieszych oraz rowerzystki. Zginęło w nich pięć osób.
Policja odpowiada na zarzuty
Po krytyce, która pojawiła się po wypadku na Solnej, policja opublikowała dane o działaniach krakowskiej drogówki.
– Policjanci nie bagatelizują sygnałów pochodzących od mieszkańców, ale też na podstawie gromadzonych statystyk przeprowadzają analizę stanu bezpieczeństwa. Wówczas patrole zwracają szczególną uwagę na miejsca, z których pochodzą zgłoszenia – zapewniają funkcjonariusze.
Jak wynika z wtorkowego wpisu, od początku roku do końca sierpnia drogówka przeprowadziła 287 dodatkowych działań. Najwięcej dotyczyło trzeźwości kierujących i narkotyków – 77. Kolejnych 70 akcji było wymierzonych w nielegalne wyścigi, a 45 w kierowców przekraczających prędkość.
Przeprowadzono także 29 działań dotyczących niechronionych uczestników ruchu, 20 poświęconych motocyklistom, 13 pod nazwą „Bezpieczny pieszy” oraz 12 dotyczących rowerów i hulajnóg.
– Apelujemy do wszystkich uczestników ruchu drogowego o rozwagę, zachowanie ostrożności, a przede wszystkim przestrzeganie obowiązujących przepisów – podkreśla Anna Wolak-Gromala z Komendy Miejskiej Policji w Krakowie.
Czy można inaczej?
Wpisy policji z ostatnich dni dają do zrozumienia, że czuje się wywołana do tablicy, choć w praktyce na poziom bezpieczeństwa składa się znacznie więcej elementów – oprócz samych działań patroli na ulicach to także kwestia choćby organizacji ruchu, rozwiązań prawnych, skuteczności egzekwowania mandatów czy zakazów prowadzenia pojazdów, liczby fotoradarów, sposobu szkolenia kierowców i edukacji o bezpieczeństwie, systemów bezpieczeństwa w samochodach, stanu dróg, społecznego przyzwolenia na łamanie przepisów, niewydolności instytucji czy populistycznych działań ze strony polityków.
Kroki naprawcze podejmowane są często post factum, czysto wizerunkowo lub kiedy problem osiągnie już duże rozmiary – jak w przypadku podrasowanych hulajnóg elektrycznych i motocykli udających rowery, których użytkownicy stanowią coraz większe zagrożenie na drogach.
Szeroko rozumiana kultura jazdy to zbiór mnóstwa czynników, co pokazują statystyki wypadków z krajów, które tę sprawę potraktowały poważnie.
W Helsinkach, z ok. 700 tys. mieszkańców, w ostatnich latach notuje się rocznie kilkanaście przypadków osób ciężko rannych w wypadkach. Liczba wszystkich osób rannych nie przekracza 400, zdarzały się już również wyniki poniżej 300. Znaleźć można byłoby też wiele przykładów przeciwnych, ale w tym przypadku poprzeczka powinna być ustawiona jak najwyżej.
Kraków może wypadać dobrze na tle innych miast Polski, gdy w jednym zestawieniu zmieszamy tysiące kolizji z setkami wypadków. Nie ma też wątpliwości co do tego, że na przestrzeni ostatniej dekady zarówno w mieście, jak i w skali kraju statystyki wyraźnie spadły. Do poziomu, w którym można byłoby ogłaszać sukces, jest jednak jeszcze bardzo daleko – a liczne zgłoszenia mieszkańców po tragedii na Zabłociu tylko to potwierdzają.