Po zamachu przyszli na wspólną modlitwę. Kard. Grzegorz Ryś: Jezus jest szybszy niż kule
W niedzielę o godz. 16 rozpoczęła się msza święta w intencji osób, które zginęły i zostały ranne podczas sobotniego zamachu w Krakowie, a także ich bliskich. Nabożeństwu w Uniwersyteckiej Kolegiacie św. Anny przewodniczy metropolita krakowski kard. Grzegorz Ryś.
Początkowo msza miała odbyć się w Bazylice Mariackiej na Rynku Głównym. Plany zmieniono jednak ze względu na wciąż prowadzone w tym rejonie czynności służb. Bazylika pozostaje zamknięta, a okolica jest objęta policyjnymi ograniczeniami. Ostatecznie wierni spotkali się w kościele św. Anny przy ul. św. Anny 11, poza obszarem wyłączonym z ruchu.
W zaproszeniu na nabożeństwo metropolita krakowski podkreślał, że tragedia dotknęła całą krakowską społeczność. – Każdy z nas mógł być o tym czasie w Rynku – napisał metropolita, zachęcając mieszkańców do wspólnej modlitwy.
Na mszę licznie przybyli mieszkańcy Krakowa. Wśród wiernych są osoby, które chcą w ten sposób okazać solidarność z poszkodowanymi i ich rodzinami.
– Bardzo Wam wszystkim dziękuję za przybycie. Na ołtarzu jest polska flaga, ale nie zapominajcie o tym, że wśród ofiar tego wczorajszego ataku jest jedna obywatelka Austrii i jest jeden obywatel Wielkiej Brytanii – mówił na początku mszy świętej, również w języku angielskim, kard. Grzegorz Ryś.
„Nie mamy w sobie takich słów, które mogłyby nas przeprowadzić przez takie chwile”
Wstrząsające słowa padły podczas nabożeństwa z ust kardynała Grzegorza Rysia. – Mówię z tego miejsca, bo nie wyobrażam sobie, żeby stać tyłem do kogokolwiek dzisiaj. Ani do księdza kardynała, ani moich braci, do naszych władz. Gdyby nie to słowo, nie miałbym Wam nic do powiedzenia. Nie wiem, czy jest tu ktokolwiek, kto miałby cokolwiek do powiedzenia – zaczął metropolita.
– Nasze ludzkie możliwości w takich momentach sprowadzają się do tego żeby być. I dlatego jeszcze raz bardzo wam dziękuję jesteście tu wszyscy razem – mówił.
Dalej podkreślał, że dzisiaj niektóre słowa z liturgii są takie, jakby były pisane specjalnie dla nas. – Jakby były na ten moment. Jakby adresowane do Krakowa w tej chwili. Myślę najpierw o słowach z Pierwszego Listu do Tesaloniczan. Musieliście to słyszeć: „Nie chcemy, bracia, byście trwali w niewiedzy co do tych, którzy umierają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei”– mówił.
„Jezus ich wszystkich ukołysał do snu”
Przywołując oryginalny grecki tekst biblijny mówiący o zmarłych jako „uśpionych”, wypowiedział najbardziej poruszające zdania homilii: – Ktoś może powiedzieć, że próbujemy bagatelizować dramat albo bagatelizować śmierć. Nie. My tylko wyrażamy głęboką wiarę i głęboką nadzieję, że wczoraj kto inny strzelał do naszych braci i sióstr, a kto inny układał ich do snu. Jezus jest szybszy niż kule. Jezus ich wszystkich ukołysał do snu. To nie jest żaden koniec, to jest istotny moment drogi. Oni wszyscy są prowadzeni z Jezusem ku Bogu.
Kardynał zaznaczył, że tragiczna śmierć nie przerywa łączących ludzi relacji, a ostatnie słowo w świecie nie należy do zbrodni.
„Mamy takie poczucie, że Pan się spóźnia”
Odnosząc się do Ewangelii, metropolita nie unikał trudnych pytań, które rodzą się w obliczu zamachu: – Mamy takie poczucie, że Pan się spóźnia. Gdzie był, czemu nie zapobiegł tej tragedii? Jak długo będzie jeszcze patrzył na to, jak narasta? Także niestety u nas, w naszym społeczeństwie, jak narasta agresja, przemoc, nienawiść, zły język. Mamy takie poczucie, że Pan się spóźnił, powinien reagować szybciej.
Metropolita przestrzegał przed uleganiem wściekłości i nienawiści, wskazując, że ocalenie miłości jest jedynym warunkiem przetrwania nadziei.
Na zakończenie odwołał się do ewangelicznego wezwania do czuwania, przekładając je na konkretną postawę w obliczu strachu i niepewności.
– Kto by się spodziewał, że wycieczka do Krakowa kończy się śmiercią na Rynku? Czuwanie to jest wejście w ten moment, w tę chwilę, bo jest w niej dobro, jest w niej miłość, którą trzeba podjąć teraz. To jest wyjście do przodu z takiej sytuacji, w której żeśmy się znaleźli. Boicie się, nie wiecie, co robić – popatrzcie w swój kalendarz, co macie jutro do zrobienia, i zróbcie to najlepiej, jak potraficie. I zróbcie to po Bożemu – zakończył kard. Grzegorz Ryś.