Afera z trenerem Jagiellonii Białystok w roli głównej. Mariusz Jop: Absolutnie naganne

– Na pewno to rzuca niekorzystne światło na prace sędziów, a i tak mają bardzo trudno – komentuje Mariusz Jop, szkoleniowiec Wisły Kraków.

W czwartek na jaw wyszły niepokojące fakty dotyczące działań trenera Jagiellonii Białystok Adriana Siemieńca w końcówce poprzedniego sezonu ekstraklasy. 

Ośmiu jego zawodników było zagrożonych pauzą za żółte kartki i zależało mu, by prowadzący spotkanie z GKS-em Katowice Paweł Raczkowski współpracował z trenerami – uprzedzał ich, by mogli zareagować. Wcześniej Siemieniec kontaktował się z innym sędzią, Arkadiuszem Kamilem Wójcikiem, jak podejść do tematu z Raczkowskim. 

Sprawę opisali dziennikarze „Wirtualnej Polski” Szymon Jadczak i Dariusz Faron.

Mariusz Jop: Tak jest w przypadku większości trenerów

Tak się złożyło, że Jagiellonia będzie najbliższym rywalem Wisły. Spotkanie zostanie rozegrane w piątek 11 września o godz. 20:30 na Synerise Arenie.

Trener Białej Gwiazdy Mariusz Jop podkreśla, że nie chce oceniać tej konkretnej sytuacji. – Od tego są właściwe komisje – mówi.

Nie ma jednak wątpliwości, że wychodzące na światło dzienne sytuacje nie pomagają arbitrom i polskiej piłce.

Jakakolwiek próba wpływania na sędziów, sprawiania, że jego decyzje będą forowały jedną z drużyn, jest absolutnie naganna i nie powinna mieć miejsca
Mariusz Jop

Trener beniaminka ekstraklasy mówi, że jego kontakty z sędziami zaczynają się w trakcie sprawdzania boiska lub rozgrzewki, a czasem dopiero w momencie przywitania przed początkiem spotkania. – Myślę, że tak jest w przypadku większości trenerów – podkreśla. 

Adrian Siemieniec
Adrian Siemieniec
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

Sędziom będzie trudniej

Według Jopa kibice mogą szukać drugiego dna w decyzjach podejmowanych przez rozjemców, a ujawnione właśnie fakty rzucają niekorzystne światło na ich pracę, która i tak jest bardzo trudna.

– Zawsze ktoś ma do nich pretensje, a taka sytuacja nie pomaga. Będzie dużo docinek, uwag z trybun. Szkoda, że taka sytuacja miała miejsce, bo generalnie nie pomaga piłce nożnej – kończy trener Wisły.