Cracovia się chwieje, Wisła odbiła się od dna. Piłka bywa przewrotna
Niewykorzystana szansa Cracovii
W 2016 roku nie brakowało ekspertów, którzy twierdzili, że Legia Warszawa na długo „odjedzie” reszcie ekstraklasy za pieniądze z udziału w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Tak się nie stało, „przepalono” setki milionów złotych, a w poprzednim sezonie klub ze stolicy sięgał po trenera Marka Papszuna, by w pierwszej kolejności uratował go przed spadkiem.
Po maju 2022 roku, w którym Wisła spadła z ekstraklasy, dało się słyszeć o szansie na zamianę ról w piłkarskim Krakowie. Było jasne, że ciągnąca za sobą wózek długów z przeszłości Biała Gwiazda, dodatkowo pozbawiona sowitych przelewów z praw medialnych, będzie miała duże problemy, by odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Popełniała przy tym liczne błędy i „wygrzebywała” się z I ligi najdłużej w historii – aż przez cztery lata. Mimo wszystko jest dziś w lepszej sytuacji niż Cracovia, o której przyszłość drżą jej fani.
Zasłużony spadek Wisły
Wisła spadła, ponieważ ignorowała sygnały ostrzegawcze, które przynosiły wcześniejsze sezony. Przyśpiewka „Nigdy nie spadnie” dobrze brzmi w ustach kibiców, ale działacze powinni ją puszczać mimo uszu. Niezbilansowana pod względem narodowości i charakterów drużyna, a także chaos w zarządzaniu sprawami sportowymi przyniosły zasłużoną relegację. Wisła na pewno nie była wśród trzech najsłabszych piłkarsko zespołów. Technika to jednak nie wszystko. W krytycznych momentach brakowało charakteru i chłodnej głowy. W Radomiu prowadziła przecież 2:0, a przegrała 2:4 i można było pakować manatki.
Ryba psuje się od głowy
Ryba psuje się od głowy i podobnie było z Wisłą. Do spadku doprowadzili ci, którzy trzy lata wcześniej niemal w ostatniej chwili uratowali klub: Jakub Błaszczykowski, Tomasz Jażdżyński i Jarosław Królewski. Niedługo miną cztery lata, odkąd Królewski sporo zaryzykował i wziął na siebie główną odpowiedzialność. Nie wiadomo, co by było, gdyby nie zdecydował się na ten szalony ruch. Upadał i potykał się razem z Wisłą, ale dziś jest na początku długiej drogi, by dawać kibicom – z którymi też miał pod górkę – radość nie tylko z powrotu do ekstraklasy. To początek i potrzebna jest metoda małych kroków.
Cracovia Janusza Filipiaka nie była idealnie zarządzaną organizacją, jednak dziś ta strona Błoń tęskni za profesorem. Może nie zawsze podejmował dobre decyzje, jednak był romantykiem futbolu, który prawdziwie ukochał pierwszego mistrza Polski. Obecny właściciel, Robert Platek, znany jest głównie z tego, że lubi wyciskać jak cytryny kupowane przez siebie kluby. Trzy lata po śmierci profesora, po tym jak rodzina Filipiaków sprzedała Comarch funduszowi CVC Capital Partners, a ten oddał klub w ręce Amerykanina polskiego pochodzenia, Cracovia niebezpiecznie zbliża się nad przepaść. Ostatni rok, po odwołaniu prezesa Mateusza Dróżdża, to już prawdziwa jazda bez trzymanki. Ciągle konflikty i przepychanki nie służą jednej z największych marek w polskiej piłce.
Warto tu wspomnieć, że przed kupnem Cracovii Platek przymierzał się do Wisły. Ekipa Królewskiego dokładnie go jednak prześwietliła i podziękowała.
Nowa baza kibiców
Oba krakowskie kluby mogą się pochwalić rosnącą frekwencją. Cracovia w poprzednim sezonie przyjmowała średnio prawie 12 tys. kibiców na spotkanie. Duża była w tym zasługa prezesa Dróżdża, który bardzo mobilizował swoją ekipę do rozwoju dnia meczowego. Nie sprawdziły się jednak przepowiednie, że progres Pasów nastąpi kosztem Wisły. Dane tego klubu pokazują, że w jego społeczności jest wiele nowych osób, które nie są tzw. kibicami sukcesu. W złotej erze Bogusława Cupiała byli dziećmi lub jeszcze nie było ich na świecie. Dziś spotkania na stadionie przy Reymonta 20 co dwa tygodnie ogląda komplet, czyli ponad 30 tys. osób.
Pod nieobecność Wisły w ekstraklasie Cracovia nie osiągnęła ani jednego sukcesu sportowego – najwyżej była szósta. Do tego trzeba też dodać spadki juniorów z CLJ. Ich rywalka w tym czasie napotykała duże turbulencje w I lidze, ale zdobyła Puchar Polski oraz całkiem udanie zaprezentowała się w europejskich pucharach.
Młodzi i nowe technologie
Wisła przez lata miała problem z wychowankami. Nie stawiała na nich, nie potrafiła zaplanować ścieżki rozwoju. Dziś gracze tacy jak Jakub Krzyżanowski (Krakowianin), Kacper Duda i kilku innych widzą w niej miejsce, z którego nie muszą uciekać. Odejdą, gdy będzie nie tylko ciekawa oferta, ale i dobry dla nich czas. W Cracovii z takimi postaciami jest obecnie krucho.
Biała Gwiazda wychowała też sobie trenera. Mariusz Jop długo czekał na szansę i pracował na zapleczu. W piłce wciąż chodzi o to, by zawodnik kopnął piłkę do bramki, ale nie da się uciec od postępu. Królewski odważnie wprowadził Wisłę do świata sztucznej inteligencji i nowych technologii, co początkowo przyjmowaliśmy z lekką szyderą.
Świat idzie w tę stronę i on z tego kursu nie zboczy. W Cracovii trudno dziś dostrzec pomysł na rozwój klubu.
Piłka jest przewrotna, dlatego Cracovia po czterech latach nieobecności Wisły w ekstraklasie jest w gorszej sytuacji niż jej rywalka. Piłka jest przewrotna, więc Pasy mogą w piątek wygrać przy Reymonta 3:1.