Długie miesiące walki o oddech. „Pana zgłoszenie zostało zamknięte”
Rano mieszkańców południa Krakowa budzi dławiący odór. W ciągu dnia zapach nieco odpuszcza, by w środku nocy uderzyć ze zdwojoną siłą. Dla tysięcy osób z dzielnicy XIII Podgórze to nie chwilowa niedogodność, ale codzienność, która skłania do refleksji nad zmianą miejsca do życia.
Grupa mieszkańców krakowskiego południa postanowiła walczyć o prawo do czystego powietrza. Przez kilkanaście miesięcy zgromadzili bogatą dokumentację – pisali do spółek miejskich, inspektoratów i urzędów. Efekt? Pasmo pism, które nie dają wielkich nadziei. Zamiast konkretnych rozwiązań dominuje paraliż decyzyjny i zasłanianie się brakiem ustawowych norm.
– „Proszę udowodnić, że to oczyszczalnia”, „brak regulacji prawnych, więc nic nie możemy zrobić” lub po prostu zwykłe „nie da się” – mieszkańcy podsumowują odpowiedzi na swoje wnioski.
Litania skarg i systemowy paraliż
Lista zastrzeżeń wobec służb i miejskich spółek jest długa. Wodociągom Miasta Krakowa mieszkańcy zarzucają m.in. zrzucanie odpowiedzialności na deweloperów oraz wykonywanie pomiarów czujnikami ukrytymi wyłącznie wewnątrz studzienek, zamiast na zewnątrz, gdzie oddychają ludzie. – Te pomiary nie pokazują bezpośrednio warunków, w jakich znajdujemy się my, mieszkańcy – tłumaczą.
Z kolei patrolom Straży Miejskiej obrywa się za to, że przyjeżdżają na miejsce z opóźnieniem – gdy odór zdąży już opaść – kończąc interwencje formułką o „braku stwierdzonych uciążliwości”. Wątpliwości mieszkańców budzi również brak wyraźnych, proaktywnych działań i komunikacji ze strony Rady Dzielnicy XIII w sprawie powtarzających się uciążliwości odorowych.
Jak oceniają, oficjalne odpowiedzi instytucji przypominają odbijanie piłeczki. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wyjaśnia, że nie ma kompetencji do kontroli podmiotów i nie prowadzi monitoringu powietrza.
RDOŚ przyznaje wprawdzie, że w rejonie Płaszowa i Rybitw działają zakłady kompostujące odpady, oczyszczalnia ścieków oraz garbarnie, ale ocena zapachów pozostaje „subiektywna”. Urząd wskazuje jednocześnie, że uprawnienia kontrolne leżą po stronie prezydenta miasta, marszałka województwa oraz WIOŚ.
Ściana chłodu czeka na mieszkańców także w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska. Inspektorat wyjaśnia, że prowadzi kontrole i przedstawia konkretne dane. W większości odpowiedzi pada jednak stwierdzenie, że zakłady działają zgodnie z pozwoleniami i stosują urządzenia antyodorowe.
– Brak przepisów prawa w tym zakresie sprawia, że inspekcja ochrony środowiska nie posiada narzędzi dla realnej i mierzalnej oceny uciążliwości odorowej oraz zastosowania odpowiednich sankcji – argumentuje WIOŚ, dodając, że zakłady mają po prostu świadomość, iż ich działalność może stwarzać okresowe uciążliwości.
Gdy zgłoszenia trafiają do Urzędu Marszałkowskiego, ten odsyła mieszkańców do miejskiej infolinii lub przekazuje sprawy do WIOŚ. Koło się zamyka.
Zgłoszenie zamknięte, inwestycje w tle
Zgłoszenia Krakowian w sprawie dławiącego odoru z oczyszczalni ścieków z przełomu lipca i sierpnia zostały w Krakowskim Centrum Kontaktu oficjalnie zamknięte. Wydział Środowiska uznał, że „nie stwierdzono nowych okoliczności”.
W obszernej odpowiedzi przedstawiciele Wodociągów Miasta Krakowa odrzucają zarzuty o brak reakcji i odpierają sugestie, jakoby fetor powstawał w wyniku prac prowadzonych celowo wieczorami.
– Proces oczyszczania ścieków ma charakter ciągły i nie może być dowolnie zatrzymywany, przyspieszany ani przesuwany w czasie – tłumaczy miejska spółka, dodając, że Zakład Oczyszczania Ścieków „Płaszów” to „żywy organizm” przyjmujący ścieki z większości obszaru Krakowa.
Wodociągi jako rozwiązanie wskazują realizowany unijny projekt hermetyzacji, który jest rozplanowany na lata 2026–2030 (główny etap ma się zakończyć do końca 2028 r.).
W odpowiedzi na jedno ze zgłoszeń swojej odpowiedzialności nie widzi również Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania, które deklaruje brak instalacji komunalnych na tym terenie (ul. Mierzeja Wiślanej) i odsyła do prac prezydenckiego zespołu zadaniowego, którego jest członkiem.
Jeszcze w ubiegłym roku ówczesny wiceprezydent Stanisław Mazur kwitował liczne zarzuty mieszkańców krótko: – Brak jest podstaw do uznania, że służby miejskie nie reagują na zgłoszenia dotyczące uciążliwości zapachowych w rejonie ul. Mierzeja Wiślana.
Liczby nie kłamią
Podczas gdy urzędy zasłaniają się brakiem „ustawy odorowej”, mieszkańcy wzięli sprawy w swoje ręce. Pod koniec sierpnia ubiegłego roku wystartował niezależny portal znowusmierdzi.pl, umożliwiający automatyczne raportowanie fetoru.
Dane zebrane przez serwis pokazują skalę problemu. Do połowy września w bazie znalazło się blisko 1000 zgłoszeń, z czego 614 przesłano bezpośrednio do służb [dane na dzień 17.09.2026 r.]. Odór dotyka najmocniej rejony ulic Mierzeja Wiślana, Przewóz, Myśliwska, Lasówka, Golikówka, a w ostatnim czasie również Domagały i Czeczów.
Statystyki dowodzą, że smród powraca falowo, głównie w godzinach 20:00–24:00. W maju odnotowano około 50 zgłoszeń, w czerwcu ponad 60, a w lipcu 40. Prawdziwy paroksyzm nastąpił w sierpniu – wpłynęło wtedy niemal 200 skarg (w porównaniu do 40 rok wcześniej), z czego wiele z nich miało status „krytyczny”.
Wrzesień przyniósł kolejne zatrważające dane: tylko przez pierwsze dwa tygodnie miesiąca mieszkańcy zgłosili blisko 300 incydentów.
Setki komentarzy. Mieszkańcy bezradni i wściekli
Dyskusja w sieci na temat odoru praktycznie nie ustaje, a Krakowianie z kolejnych osiedli dzielą się narastającą frustracją. Problem dotyka już nie tylko Płaszowa i Rybitw, ale też Prokocimia, Bieżanowa czy Kurdwanowa.
– Co za smród ... Czy ten smród na Prokocimiu zawsze już z nami zostanie? Jest 4 w nocy, a mnie obudził smród szamba, choć okna pozamykane. Czy to miasto naprawdę ma tak głęboko w d.... mieszkańców, że nic nie zrobi z tą oczyszczalnią? Jak pozwolenie wydać na nowy hotel w centrum to trzy minuty i podpis jest. Jak skargi od mieszkańców przychodzą, to cisza – pisał kilka dni temu jeden z mieszkańców.
Inni zwracają uwagę na brak możliwości normalnego funkcjonowania: – Mieszkam na Jerzmanowskiego. Dramat. Nie ma opcji wypić kawy na tarasie – pisze Krakowianka. – Nie da się tu ostatnio mieszkać na tym Bieżanowie i Prokocimiu – dodaje kolejna osoba.
– Wczoraj wracaliśmy S7, smród taki, że szło zwariować. Najgorzej to na Rybitwach, jak tam ludzie mogą handlować w takim smrodzie – czytamy w dyskusjach.
– Ostatnio wysyłam zgłoszenia codziennie, bo codziennie śmierdzi i to jest taka intensywność, jakiej jeszcze nie było. Mieszkam tu trzy lata – pisze jedna z kobiet.
W komentarzach pojawiają się również próby zdiagnozowania przyczyn tak drastycznego pogorszenia sytuacji. Mieszkańcy wskazują na gwałtowną rozbudowę deweloperską południowo-wschodniego Krakowa.
Jak zauważają, przybywa „betonowych klatek”, podczas gdy infrastruktura oczyszczalni projektowana w latach 2000 nie nadąża za drastycznym wzrostem liczby ludności i ilości ścieków, co przy braku unormowań prawnych stawia Krakowian w sytuacji bez wyjścia aż do zapowiadanego finału głównego etapu inwestycji w 2028 roku.
– Wszystkich, którzy piszą, że „czuły nosy gdzie kupowały”, uświadamiam, że smród potrafi dotrzeć daleko na Bieżanów i Prokocim. Słyszy się o przypadkach smrodu na Kurdwanowie czy nawet pod Bonarką. To już nie jest problem małego wycinka miasta, tylko sporego południowego obszaru – podsumowuje.
W weekendy i nocami mieszkańcy zostają z problemem sami
Jak zaznaczają Krakowianie: – Miasto nie daje szans mieszkańcom na zgłoszenia odoru w czasie rzeczywistym w godzinach wieczornych i nocnych oraz w weekendy, gdzie epizody odorowe są najczęstsze.
Przypomnijmy, że od 1 marca Krakowianie mogą zgłaszać uciążliwości odorowe za pośrednictwem infolinii miejskiej – Krakowskiego Centrum Kontaktu.
Urząd miasta szczegółowo instruuje:
Zgłoszenia można również przekazać telefonicznie. Infolinia Krakowskiego Centrum Kontaktu działa od poniedziałku do piątku, w godz. 7.40–15.30 pod numerem telefonu 12 616 5555.
W przypadku, gdy jest to możliwe, należy podać: czas i miejsce występowania uciążliwości, rodzaj występującego odoru (jeżeli da się go określić) i prawdopodobne źródło jego występowania, jeżeli jest znane.
Te informacje jeszcze bardziej rozjuszają mieszkańców:
Czego oczekują mieszkańcy?
Mieszkańcy południowych dzielnic domagają się realnych pomiarów smrodu na zewnątrz – na ulicach i osiedlach, gdzie oddychają na co dzień, a nie w zamkniętych instalacjach wodociągowo-kanalizacyjnych..
Apelują, by urzędnicy porównywali wyniki badań z konkretnymi skargami zgłaszanymi przez ludzi na portalach znowusmierdzi.pl i KCK. Wzywają też miasto do ujawnienia pełnych danych z oczyszczalni ścieków „Płaszów” z ostatnich trzech miesięcy, ze szczególnym uwzględnieniem godzin wieczornych, kiedy fetor jest najbardziej dokuczliwy.
Osoby, które rozmawiały o problemie poprosiły o anonimowość. Ich dane personale pozostają do wglądu Redakcji.