Sędzia Maciej Mitera, który wsadził Łukasza Żaka na 20 lat, wyszedł z tarnowskich blokowisk
Sławę, przynajmniej medialną, sędziemu Miterze przyniosła sprawa Łukasza Żaka, którego za spowodowanie po pijanemu śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej posłał na 20 lat za kratki.
Jego mowa uzasadniająca wyrok stałą się hitem internetu. Zresztą, Maciej Mitera jest lubiany przez dziennikarzy, bo jako rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa nie dość, że podnosił telefon, to często błysnął bon-motem.
Często bywał zapraszany do programów publicystycznych. Bo „ma gadane”.
Ale już środowisko sędziowskie z mniejszą od dziennikarzy euforią podchodzi do jego popisów oratorskich. Szczególnie na sali sądowej.
Dobry chłopak z dzielni
Maciej Mitera, lat 53, wychował się na dużym tarnowskim osiedlu mieszkaniowym. Mieszkał w wieżowcu przy ul Lwowskiej 69. "W jednym stał domu" między innymi z aktorsko-prezydencką rodziną Kwaśnych, czyli Marcinem i Jakubem, czy mieszkającym nieopodal, nieżyjącym już reżyserem Marcin Wrona.
Z „Trzeciego” w świat
Maturę zdawał w 1992 roku, w III Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Mickiewicza w Tarnowie. To szkoła, która mieści się w centrum miasta, przy ul. Kazimierza Brodzińskiego. Jego rocznik liczył 147 abiturientów.
Szkołę tę kończyli wcześniej między innymi znany pisarz science-fiction pisarz Jacek Dukaj. Na podstawie jego opowiadania powstał nominowany do Oscara film Tomasza Bagińskiego „Katedra”. Dalej, były rzecznik episkopatu ks. Józef Kloch, aktor Andrzej Zieliński, były prezydent Tarnowa Roman Ciepiela i obecny – Jakub Kwaśny oraz jego brat – Marcin, aktor. Także poseł Piotr Górnikiewicz oraz były parlamentarzysta i minister Gwidon Wójcik.
Maciej Mitera uczęszczał do klasy biologiczno-chemicznej. W zamyśle być może chciał kontynuować tradycje rodzinne, gdyż mama była lekarką, cenioną w Tarnowie ginekolog. Jego wychowawczynią była prof. Marta Citakowa, polonistka.
Ale z wymiarem sprawiedliwości też się zetknął, gdyż – jak się dowiadujemy w sądzie – jego tato miał być ławnikiem.
Blokers z łańcuchem
Wybrał jednak prawo na Uniwersytecie Warszawskim. W 1997 roku kończy studia z wynikiem bardzo dobrym.
Aplikację sądową robi w białostockim sądzie okręgowym. W 1999 roku zdaje na „czwórkę” egzamin sędziowski. W 2003 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski powołuje go na urząd sędziego Sądu Rejonowego dla Miasta Stołecznego Warszawy.
Później robi karierę w stolicy. Między 2006 a 2011 jest głównym specjalistą w Departamencie Organizacyjnym Ministerstwa Sprawiedliwości. Od 2011 do 2015 orzeka w warszawskim sądzie na Woli. W 2016 na dwa lata wraca ponownie do ministerstwa. W pałacu przy Alejach Ujazdowskich jest głównym specjalistą w Departamencie Legislacyjnym.
Od 2018 do 2022 roku był prezesem Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście. To prawdziwa perła wśród sądów pierwszej instancji w naszym kraju. Tam rozstrzygane są bowiem między innymi najważniejsze sprawy polityczne czy te przeciwko instytucjom państwowym.
Między 2018 a 2021 rokiem zasiadał w Krajowej Radzie Sądownictwa, jako członek prezydium i rzecznik prasowy. Wybrano go z rekomendacji partii Kukiz’15. Wielokrotnie komentowano jego związki z byłym ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą oraz jego ludźmi.
Sędzia Maciej Mitera miał też czas na pracę naukową. W 2015 roku uzyskuje doktora nauk prawnych na Uniwersytecie Białostockim. Tematem jego pracy, pisanej u prof. Jana Wołkonowskiego byłą: „Sytuacja ludności polskiej w II RP w świetle rozporządzeń Hansa Franka i analiz Rządu Polskiego na uchodźstwie”.
Doktorat został wydany w wersji popularno-naukowej jako książka.
Przygotowywał monografię z historii prawa, która miała stać się podstawą jego ewentualnej habilitacji.
Odbywał zagraniczne staże naukowe między innymi w Trewirze.
Wykładał prawo karne i obrót prawny za granicą w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie, przygotowywał przyszłych aplikantów prawa karnego na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i wykładał karnistykę na studiach podyplomowych z warszawskiej Uczelni Łazarskiego.
„W zdrowym ciele zdrowy duch”
Maciej Mitera z Tarnowem jednak kontaktów nie zerwał. Od stycznia 2007 do grudnia 2008 roku, pracując już w Ministerstwie Sprawiedliwości, przyjeżdżał do tutejszego Sądu Okręgowego, orzekać w sprawach karnych. Jak słyszymy, miał jednak niewiele wokand.
Oficjalne dokumenty mówią wprost o: „jednej sesji w miesiącu”.
– Jak szybko przybył, tak szybko wybył. Może starał się o pracę w „okręgu”, nie wiem. Od tego czasu wiele razy zmieniały się przepisy. Minęło już przecież dwadzieścia lat. Nie prowadził głośnych spraw. Był przystępny, „normals”, mówiąc młodzieżowym językiem. Pewnie nawet przeszliśmy na „ty” – opowiada jeden z tarnowskich sędziów.
Zresztą w późniejszych opiniach, wystawianych między innymi przez prezesa Piotra Schaba, Sądu Okręgowego w Warszawie, czytamy, że „Sędzia Maciej Mitera obdarzony jest dużą kulturą osobistą, jest przy tym osobą niezwykle opanowaną, taktowną i koleżeńską. Cieszy się sympatią i uznaniem zarówno kolegów, jak i pracowników Sądu”.
Ma opinię człowiek niezwykle eleganckiego. W Warszawie komentowane są skarpety w grochy, które lubi nosić, kolorowe poszetki i kobaltowe, modne garnitury.
Maciej Mitera interesował się także tarnowskim sportem. Działał w najstarszym klubie miejskim „Tarnovia”, gdzie – między 2012 a 2013 rokiem był prezesem. Funkcję tę pełnił, jak zaznacza, społecznie.
– Rzeczywiście, działał w klubie. Czy jako prezes, nie przypominam sobie. Ale pamiętam, że jego syn bardzo interesował się piłką ręczną, coś tam razem mieliśmy organizować. Co do samego sędziego, to bardzo sympatyczny i bezpośredni człowiek. Ale jakiś zażyłych kontaktów nie utrzymujemy – twierdzi Tadeusz Bałchanowski z rady nadzorczej klubu.
Od innego działacza klubowego słyszymy, że sędzia Maciej Mitera zasiadał także w radzie nadzorczej założonego w 1909 roku MKS Tarnovia.