Generalna dyrekcja odpowiada kierowcy: autostrada to nie wybieg
Przerażona sytuacją
Autorka listu zwróciła uwagę na postawione znaki D-51a i D-51b (automatyczna kontrola prędkości średniej) na południowym odcinku krakowskiego odcinka autostrady A4, pomiędzy węzłem Łagiewniki a węzłem Wielicka.
Stwierdziła, że często tamtędy przejeżdża i jest „przerażona zaistniałą stratą czasu, pieniędzy oraz ekstremalnym spadkiem bezpieczeństwa ruchu drogowego”.
Zauważyła, że codziennym widokiem są dla niej sportowe (i nie tylko) samochody, które są zdolne rozwinąć prędkość powyżej 200 km/h, „bez stwarzania zagrożenia dla kogokolwiek”.
„W momencie, gdy na najszerszym odcinku istnieje niemalże pewność otrzymania wysokiej kary w pieniądzu i punktach karnych, kierowcy tacy z pewnością będą prezentować swoje osiągi na innych odcinkach” – dodała.
Stwierdziła, że dwukrotnie była świadkiem sytuacji, w której kierowca samochodu przed znakiem jechał z prędkością około 160-180 km/h, po czym gwałtownie zwalniał po minięciu znaku D-51a.
Jej zdaniem spowalnianie skrajnie lewego pasa do 140km/h generuje więcej korków.
Zwróciła uwagę, że drogi szybkiego ruchu miały z założenia ułatwiać życie i upłynniać ruch drogowy, a dzieje się odwrotnie.
Autostrada to nie wybieg
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad postanowiła publicznie odpowiedzieć na list. Jej przedstawiciele zwracają uwagę, że droga szybkiego ruchu nie służy prezentowaniu możliwości swojego pojazdu.
„W tym celu można prywatnie wynająć tor wyścigowy. Autostrada to nie wybieg, na którym z dumą pokazujemy, czym jeździmy. Nie po to budujemy te drogi” – czytamy w odpowiedzi na list.
Dalej napisano, że autostrada, tak samo jak np. ekspresówka, jest drogą publiczną.
Poruszają się przy tym różnymi samochodami – niektórzy lekkim, niewielkim autem osobowym, ktoś inny nisko zawieszoną limuzyną czy też wysokim dostawczakiem.
„Każdy z tych pojazdów inaczej reaguje na gwałtowne manewry, inaczej zachowuje się na zakręcie, inaczej przyspiesza. Jednak każdego z kierowców tych aut obowiązują te same zasady i przepisy, w tym również identyczne ograniczenia prędkości” – podkreślają w GDDKiA.
Przedstawiciele dyrekcji dodają, że kiedy wszyscy przestrzegają przepisów, wówczas nikt nie jest na drodze zaskoczony dziwnym zachowaniem innych kierowców.
„Ile jeszcze musi się zdarzyć, żeby niektórzy kierowcy to zrozumieli” – zastanawiają się w dyrekcji.