Kask może uratować życie. Lekarze codziennie widzą, co dzieje się bez niego

Kilku, a czasem nawet kilkunastu pacjentów z urazami głowy trafia w ciągu tygodnia do szpitala wojskowego po wypadkach na rowerach i hulajnogach. Lekarze zwracają uwagę, że najcięższe obrażenia dotyczą najczęściej osób, które nie miały kasku.

W sezonie letnim do 5. Wojskowego Szpitala Klinicznego w Krakowie regularnie trafiają osoby z urazami głowy po wypadkach na rowerach i hulajnogach.

– W tygodniu takich przypadków jest co najmniej kilka, do kilkunastu. Pacjenci z lżejszymi urazami zgłaszają się samodzielnie, ale większość tych poważnych urazów to chorzy przywożeni do nas przez karetkę – mówi nam dr n. med. Małgorzata Krakowska-Stasiak, kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.

Jak podkreśla, najczęściej są to skutki wypadków komunikacyjnych.

– Najczęściej są to wypadki związane z potrąceniem albo nieuważną jazdą. Trafiają do nas przede wszystkim rowerzyści i użytkownicy hulajnóg. Niestety zauważamy taką tendencję, że do tych urazów najczęściej dochodzi wtedy, kiedy chorzy rezygnują z kasku – mówi lekarka.

Podobne obserwacje ma dr n. med. Rafał Staszkiewicz, neurochirurg.

– Są to głównie pacjenci, którzy nie mieli na głowach założonego kasku. Kask jest bardzo istotnym elementem chroniącym głowę i mózgowie przed ciężkimi urazami – podkreśla.

Urazy bywają bardzo ciężkie

Zdaniem dra Rafała Staszkiewicza użytkownicy hulajnóg często odnoszą poważniejsze obrażenia niż rowerzyści.

– Urazy głowy podczas jazdy na hulajnodze mają większe konsekwencje z uwagi na dużą prędkość rozwijaną przez te pojazdy. Co więcej, pacjenci na hulajnogach dużo częściej nie mają założonych kasków – mówi.

Zakres obrażeń jest bardzo szeroki – od lekkich urazów po stany bezpośrednio zagrażające życiu.

– Urazy są bardzo różne. Od takich zupełnie błahych, gdzie nie widać nawet zewnętrznych cech urazu, po obrażenia kończące się operacją neurochirurgiczną. Niestety pacjenci, którzy nie noszą kasku, trafiają do nas w ciężkim stanie – mówi dr Krakowska-Stasiak.

– Najczęściej diagnozujemy złamania czaszki i krwotoki śródczaszkowe. Są to schorzenia, które wymagają pilnego, niezwłocznego leczenia – wyjaśnia.

Urazom głowy często towarzyszą także złamania kości twarzoczaszki.

– Są może bardziej spektakularne i bolesne dla pacjenta, natomiast nie są tak groźne bezpośrednio dla życia. Najgroźniejsze są urazy czaszkowo-mózgowe – podkreśla kierownik SOR.

„Mózg jest bardzo delikatny”

Rafał Staszkiewicz tłumaczy, że nawet pozornie niegroźny upadek może skończyć się poważnym uszkodzeniem mózgu.

– Cała energia kinetyczna, którą uzyskujemy podczas jazdy, musi zostać przejęta przez kości czaszki. Jeżeli tak się nie stanie, całość uderzenia przechodzi na mózgowie. A ono jest bardzo delikatne i ulega uszkodzeniu, rozerwaniu czy stłuczeniu – wyjaśnia.

Jak dodaje, skutki takich urazów mogą być dramatyczne, włącznie ze zgonem lub ciężkim kalectwem.

Alkohol także często pojawia się w tle

Lekarze zwracają uwagę, że część pacjentów z urazami głowy trafia do szpitala po spożyciu alkoholu. Są to np. osoby, które przewróciły się i uderzyły głową o podłoże.

Dr Krakowska-Stasiak podkreśla, że skutki takich obrażeń mogą być bardzo poważne nie tylko dla samych poszkodowanych.

– Mózg jest nam niezbędny do życia. Jego uszkodzenie może powodować niepełnosprawność albo stan wegetatywny. To utrudnia życie pacjentom, ale jest też ogromnym obciążeniem dla rodzin, które później muszą się takim chorym opiekować – podsumowuje.