Kraków nie stworzy własnej kolei. Ale chce kupić dwa pociągi
Kraków chce kupić dwa pociągi, by zwiększyć liczbę połączeń kolejowych na terenie miasta.
Jak mówił Stanisław Kracik, pełniący funkcję prezydenta Krakowa, pierwszy skład mógłby zostać kupiony najwcześniej w latach 2028–2029. Cena jednego pojazdu ma wynieść około 50 mln zł.
To oznacza wydatek rzędu 100 mln zł za dwa składy. Na razie nie zapadła decyzja o zakupie. Miasto chce najpierw wiedzieć, czy dodatkowe pociągi będzie można realnie wykorzystać na trasach przejeżdżających przez Kraków i czy pozwolą one zwiększyć liczbę kursów.
– Założenie jest takie, że chcielibyśmy dogęścić kursy na terenie Krakowa. Jeżeli nasi mieszkańcy nie mogą się wsiąść do wagonów to pojawiają się irytacje. I są to irytacje zrozumiałe – mówił Stanisław Kracik.
Najpierw miejsce na torach
Dodatkowy tabor nie rozwiąże sam problemu zatłoczonych pociągów. Potrzebne są jeszcze możliwości po stronie infrastruktury kolejowej: wolne miejsca na torach, odpowiednio ułożony rozkład jazdy i przepustowość stacji. Bez tego miasto nie chce kupować składów tylko po to, by stały bez wykorzystania.
– Jeżeli nie wiemy, że będzie można jeździć dwa razy częściej, to nie ma co kombinować. To jest taka operacja dość oczywista – zaznaczył Kracik.
W praktyce chodzi o zwiększenie częstotliwości połączeń, a nie o uruchomienie nowego miejskiego przewoźnika. Kraków nie zakłada tworzenia dodatkowej spółki, która miałaby samodzielnie prowadzić przewozy kolejowe.
Pociąg ma pomóc w dojazdach
W rozmowie o zakupie pociągów Kracik zwracał uwagę, że miasto chce przede wszystkim poprawić sytuację pasażerów w godzinach największego ruchu.