Miejski miesięcznik Kraków.pl ma zniknąć. Kosztuje miliony

Z nieoficjalnych informacji LoveKraków.pl wynika, że od 2027 roku nie będzie wydawany miesięcznik Kraków.pl. Tegoroczne koszty gazety mają sięgnąć niemal 2,5 mln zł.

Informację o planowanym zakończeniu wydawania miejskiej gazety ustaliliśmy nieoficjalnie. Chodzi o miesięcznik, którego nakład zwiększono w tym roku z 30 tys. do 220 tys. egzemplarzy. Decyzję podjęła administracja ówczesnego prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego.

Wiadomość o zwiększeniu nakładu pojawiła się w czasie akcji referendalnej w sprawie odwołania prezydenta.Ówczesny wiceprezydent Łukasz Sęk przekonywał, że decyzja zapadła kilka miesięcy przed rozpoczęciem zbiórki podpisów.

Większy nakład, wyższe koszty

W 2025 roku druk i dystrybucja miesięcznika kosztowały ponad milion złotych. W 2026 roku sam druk ma pochłonąć blisko 1,6 mln zł. Do tego dochodzi 648 tys. zł na dostarczanie gazety do skrzynek oraz 103 tys. zł na kolportaż do saloników prasowych. Te trzy pozycje to łącznie ponad 2,3 mln zł.

Na tym lista wydatków się nie kończy. Skład i przygotowanie gazety to prawie 27 tys. zł, a korekta językowa i redakcyjna – ponad 22 tys. zł. Osobno opłacani są autorzy. Jedna z umów opiewa na niemal 25 tys. zł, kolejna, dotycząca tekstów historycznych, na blisko 8 tys. zł. Umowa na teksty sportowe to ponad 25 tys. zł.

Prawie 36 tys. zł przewidziano na kontrolę jakości dystrybucji magazynu. Zawarto też dziewięć umów na rozdawanie miesięcznika na ulicach, wartych łącznie niemal 50 tys. zł. Całość zewnętrznych kosztów wydawania gazety ma w 2026 roku wynieść prawie 2,5 mln zł. 

Kwota ta nie obejmuje czasu pracy osób zatrudnionych w miejskich jednostkach.

„Urząd powinien informować, a nie uprawiać dziennikarstwo”

Eliza Dydyńska-Czesak
Eliza Dydyńska-Czesak
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Zapowiadaną likwidację komentuje Eliza Dydyńska-Czesak, radna prezydenckiego klubu Kraków dla Mieszkańców. Jej zdaniem problemem jest samo łączenie przez samorząd roli wydawcy, płatnika i bohatera publikacji.

– Nieważne, ile razy urzędnicy czy politycy będą nas zapewniać, że media miejskie pełnią rolę jedynie informacyjną, zawsze będzie pokusa, aby używać ich jako tuby propagandowej. Należy rozgraniczyć władzę samorządową od niezależnych mediów – mówi radna.

Dydyńska-Czesak zaznacza, że przez niezależne media rozumie te, które nie są opłacane z budżetu gminy poprzez artykuły sponsorowane czy reklamy miejskich spółek. Postuluje zakończenie wydawania gazety w dotychczasowej formule i ograniczenie się do krótkiego biuletynu.

– Urząd powinien informować, a nie uprawiać dziennikarstwo. Powinien publikować komunikaty, dane, informacje o inwestycjach i usługach publicznych. Ocenę tych działań należy zostawić niezależnym mediom – dodaje.

Gibała o miejskich mediach: „No to zaorać”

Łukasz Gibała
Łukasz Gibała
Krzysztof Kalinowski

O przyszłość miejskiej gazety i telewizji był też pytany Łukasz Gibała. Temat pojawił się tuż przed wyborami podczas transmisji na żywo na kanale Rynek Krowoderski w serwisie YouTube.

– No to zaorać, mówiąc krótko – odpowiedział na pytanie, co zrobi z oboma miejskimi mediami.

Radna wskazuje na sytuację mniejszych gmin

Dydyńska-Czesak krytykuje również usunięcie z rządowego projektu nowelizacji ustawy medialnej zapisów zakazujących samorządom wydawania własnych mediów. Uważa, że konkurencja ze strony prasy finansowanej przez samorządy jest szczególnie dotkliwa dla niezależnych redakcji poza dużymi miastami.

– W Krakowie problem braku konkurencyjności nie jest tak mocno odczuwalny, ale w mniejszych gminach niezależna, profesjonalna prasa lokalna nie ma żadnych szans rywalizować z tytułami finansowanymi z nielimitowanych środków publicznych, przejmującymi dodatkowo także reklamy – ocenia radna.