Kto zapłacił za referendum? Łukasz Gibała przekazał miliony z jednej firmy
Kampania poprzedzająca referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego kosztowała co najmniej 1,9 mln zł.Pieniądze poszły m.in. na billboardy, citylighty, spoty radiowe, reklamy w internecie, druk materiałów, wysyłkę listów do mieszkańców i zbiórkę podpisów.
Ze sprawozdania przekazanego przez komitet referendalny wynika, że wartość wsparcia rzeczowego wyniosła ponad 1,89 mln zł. Dokument wskazuje, że wsparcia udzieliło stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców.
Liderem stowarzyszenia jest Łukasz Gibała, kandydat na prezydenta Krakowa. W rozmowie z LoveKraków.pl przyznaje, że organizacja wsparła referendum. Tłumaczy, że środki na działalność stowarzyszenia miały być wcześniej zabezpieczone dzięki firmie Ductor, której był właścicielem.
– Jeszcze trzy lata temu byłem właścicielem spółki Ductor, która zajmuje się produkcją filamentu oraz inwestycjami giełdowymi. Zanim przekazałem udziały, zabezpieczyłem finansowanie dla Krakowa dla Mieszkańców – wystarczy ono do końca tej kadencji. Środki pochodzące właśnie z Ductora starczyły też na dofinansowanie referendum – mówi Łukasz Gibała.
Billboardy, radio i zbiórka podpisów
Z dokumentu wynika, że jedną z największych pozycji była kampania zewnętrzna. Na ekspozycję materiałów na nośnikach reklamowych, takich jak billboardy, słupy i citylighty, przeznaczono ponad 660 tys. zł.
Niewiele mniej kosztowała organizacja zbiórki podpisów i kampanii bezpośredniej. W tej kategorii ujęto 679 tys. zł. Największą pozycję stanowią wynagrodzenia osób zaangażowanych w zbieranie podpisów, na które przeznaczono ponad 464 tys. zł.
Wydatki obejmowały też odzież identyfikacyjną dla wolontariuszy i ankieterów za 91 tys. zł oraz akcesoria promocyjne, m.in. torby reklamowe i czapki, za 113 tys. zł.
Na usługi i materiały poligraficzne, projekty graficzne oraz witryny internetowe przeznaczono blisko 332 tys. zł. W tej grupie znalazły się m.in. projekty graficzne materiałów referendalnych za 88 tys. zł, druk i produkcja materiałów informacyjnych oraz reklamowych za 102 tys. zł, a także druk i wysyłka listu zachęcającego do udziału w referendum za 117 tys. zł.
Na reklamę w mediach i obsługę cyfrową przeznaczono 205 tys. zł. W zestawieniu znalazły się spoty radiowe za 87 tys. zł, spoty w internecie za 13 tys. zł, reklamy internetowe za 74 tys. zł oraz prowadzenie i moderacja mediów społecznościowych za 30 tys. zł.
Komitet wskazuje w sprawozdaniu, że podane wartości mają charakter szacunkowy. Z „przyczyn obiektywnych nie było możliwe sporządzenie definitywnego i w pełni precyzyjnego rozliczenia kosztów”.
Ductor i pieniądze od ojca
Wątek Ductora jest kluczowy, ponieważ to tę firmę Gibała wskazuje jako źródło pieniędzy, które miały zapewnić Krakowowi dla Mieszkańców możliwość działania także w czasie referendum.
Gibała nie podaje jednak, ile pieniędzy Ductor przekazał stowarzyszeniu. Mówi tylko, że były to – zgodne z prawem – darowizny na "cele statutowe".
– To kwota, której chyba nie mogę ujawnić, bo nie jestem już właścicielem tej spółki. Jest oczywiście dużo większa – mamy zabezpieczone finansowanie, znacznie powyżej dwóch milionów złotych – mówi Gibała.
– Ductor od początku miał być zapleczem finansowym dla stowarzyszenia – mówi Gibała. – Stowarzyszenie chce walczyć o lepszą politykę miejską, a to często oznacza spór z magistratem, który ma dużo większe pieniądze. Większość organizacji pozarządowych działa dzięki publicznym dotacjom, a to może wpływać na ich działania. Mnie zależało, żeby KdM pracował dla mieszkańców Krakowa, a nie zabiegał o granty. Ductor dobrze działa i zarabia, więc może wspierać stowarzyszenie, nie uszczuplając własnego majątku – podkreśla.
Ductor został założony w 2015 roku. Według opisywanych wcześniej danych finansowych, na początku działalności spółka otrzymała ok. 50,5 mln zł jako zobowiązanie długoterminowe wobec podmiotu należącego do Leszka Gibały, ojca Łukasza Gibały.
W kolejnych latach zobowiązania Ductora wobec firm związanych z ojcem Gibały rosły. W sprawozdaniu finansowym za 2022 rok wykazano ponad 234 mln zł zadłużenia. W 2024 roku Łukasz Gibała poinformował, że przekazał ojcu wszystkie swoje udziały w Ductorze. W ten sposób, jak deklarował, rozliczył zobowiązania wobec ojca.
Gibała podkreśla, że wbrew temu, co jego przeciwnicy mówili w kampanii wyborczej, to nigdy nie był jego osobisty dług, „ale żeby przeciąć dyskusję na ten temat przekazałem ojcu swoje udziały w Ductorze”.
Ductor nie należy już więc do Łukasza Gibały.
Według informacji znajdujących się w Krajowym Rejestrze Sądowym spółką zarządza Adrianna Siudy, wiceliderka stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców. To ona jest jedną z osób z najbliższego otoczenia Gibały w organizacji, która przekazała komitetowi referendalnemu wsparcie warte blisko 1,9 mln zł.
Finansowanie Krowoderskiej
Referendum nie jest jedyną działalnością, którą finansuje Kraków dla Mieszkańców. Gibała przyznaje, że stowarzyszenie od lat przekazuje pieniądze portalowi Krowoderska.pl
Krowoderska za to publikuje materiały dotyczące krakowskiego rzemiosła. Według Gibały współpraca ma obowiązywać od czasów sprzed pandemii.
– Stowarzyszenie ma stałą umowę: w ramach współpracy koleżeńskiej sporo promują materiały historyczne czy o lokalnych rzemieślnikach, a my im w zamian regularnie przekazujemy miesięczną kwotę – mówi Gibała.
Gibała wyjaśnia, że umowa została zawarta jeszcze przed pandemią i jest waloryzowana. Początkowo miesięczna kwota wynosiła 10 tys. zł, a dziś to około 20 tys. zł.
Pytanie o wsparcie
W rozmowie pojawia się również nazwisko Grzegorza Krzywaka. Był on doradcą klubu radnych Kraków dla Mieszkańców w Radzie Miasta Krakowa. Obecnie prowadzi kanał na YouTube „W sumie wiadomo”, w którym komentuje lokalną politykę i sprawy Krakowa.
Gibała mówi, że pytał Krzywaka, czy potrzebuje pieniędzy na prowadzoną działalność. Według lidera Krakowa dla Mieszkańców Krzywak odmówił, a do przekazania wsparcia nie doszło.
– Grzegorz Krzywak nie dostał ani złotówki. Zapytałem się Grzegorza, czy potrzebuje. Stwierdził, że nie – mówi Gibała.
Gazetka od grupy mieszkańców
Gibała mówi też o gazetce "Co dalej z Krakowem?".
Według jego wersji gazetkę miały stworzyć osoby związane z mieszkańcami okolic domu handlowego Jubilat, którzy skarżyli się na nocny hałas. Gibała twierdzi, że sami zaproponowali tworzenie tekstów i przygotowywanie składu, korzystając z pomocy grafików.
– Postanowiliśmy im pomóc, nasi ludzie ją rozdają – zaznacza. Dalej tłumaczy, że nie wpływu na to, co jest w gazetce. – W ostatnim wydaniu są wywiady z dwoma moimi konkurentami w wyborach, co nie jest raczej w moim interesie, ale słowo się rzekło… – dodaje.