Michał Starobrat: Większość galerii handlowych chce zmian przeznaczenia swojego terenu

Michał Starobrat ujawnia kulisy prac nad planem ogólnym Krakowa. Radny mówi o nagłym przerwaniu ustaleń i braku równych zasad dla inwestorów.

Kluczowy dla przyszłości Krakowa dokument planistyczny wywołuje coraz większe kontrowersje. Po deklaracjach radnych o skierowaniu sprawy do prokuratury, ujawniane są kolejne kulisy prac nad projektem. 

Radny Michał Starobrat odpowiada na pytania o nagłe przerwanie spotkań roboczych z urzędnikami, brak dostępu do całości dokumentu oraz niejasności wokół przekształceń terenów dawnej galerii Plaza i obszaru Rybitw. Jak twierdzi, wybiórcze traktowanie wniosków inwestorów rodzi poważne pytania o transparentność całego procesu.

Dawid Kuciński, LoveKraków.pl: Mówiliście na konferencji prasowej, że Rybitwy zostaną oddane przedsiębiorcom. My jako redakcja również mamy takie informacje. Dlaczego akurat ta wizja Pana zdaniem wygrała? Opór był przecież dość duży – choćby ze strony deweloperów, bo wiadomo, jaki jest konflikt między nimi a przedsiębiorcami, którzy tam działają. 

Michał Starobrat, radny klubu Kraków dla Mieszkańców: Ja bym nie określał tego jako sprawy całkowicie wyjaśnionej. Nawet nasza dzisiejsza konferencja mówi o tym, że wersja planu ogólnego tuż po referendum różni się od tej, która aktualnie krąży w obiegu prawnym. I nie powiedziałbym, że wersja tuż po referendum była przechylona w stronę przedsiębiorców.

Ja mówię, jak się wydaje, o tej najnowszej wersji.

No właśnie – i tego dotyczy nasza dzisiejsza konferencja. Chcemy wiedzieć, dlaczego i kto wnioskował o zmiany, nie tylko w tej konkretnej części miasta, ale i w innych fragmentach Krakowa. Przecież prezydent Kracik mówił, że nie ma mandatu społecznego do podejmowania strategicznych decyzji. 

Zespół, w którym pracowałem, nie wnioskował o takie konkretne zmiany – proponowaliśmy raczej, by do tego fragmentu podejść kompleksowo. Dlatego nie jestem w stanie odpowiedzieć, czy wygrali przedsiębiorcy. Jako Rada Miasta Krakowa – a nawet jako osoba biorąca udział w pracach tego zespołu – nie mam pełnej wiedzy, czy to nie jest tylko puszczanie pewnych informacji do opinii publicznej, żeby wybadać reakcję.

Możliwe. Jeśli chodzi o Plazę – teraz wydaje się, że będzie tam albo mieszkaniówka, albo pusty plac. Osobiście nie przekonują mnie zarzuty dotyczące akurat tego obszaru. Tam wszystko jest już wyrównane z ziemią, nie jest to działające centrum handlowe. Chciałbym więc poznać argumentację, dlaczego tak sprzeciwiacie się zmianom akurat w tym miejscu?

Wniosek, że zwalczamy tam mieszkaniówkę, jest błędny. Uważamy po prostu, że do pewnych tematów należy podchodzić systemowo, aby nie być posądzonym o stronniczość czy lobbowanie na rzecz konkretnego inwestora. Proszę mi uwierzyć, że wnioski o zmianę funkcji z handlu wielkopowierzchniowego na mieszkaniową dotyczyły około 90 proc. wszystkich galerii handlowych. 

Nawet Centrum Handlowe Zakopianka złożyło wniosek o przekształcenie w zabudowę wielorodzinną. Nie wiem, co na to mieszkańcy południowej części miasta. Za wyjątkiem Serenady czy innych nowych obiektów, niemal każde centrum złożyło taki wniosek – co do Bonarki nie pamiętam dokładnie, ale chyba nie.

Nam chodziło o to, aby zastosować jeden wzór postępowania i jedną drogę. Żeby nie było sytuacji, w której jeden inwestor jest traktowany inaczej niż drugi, bo to procedura, która podlega kontroli CBA. Mówimy tu przecież o gigantycznych pieniądzach: przy przekształceniu terenów Plazy z funkcji usługowej na mieszkaniową wartość samego gruntu rośnie ze 100 z kawałkiem milionów do prawie 500 milionów złotych. Wystarczy zmiana w planie, by wartość terenu gwałtownie poszła w górę.

Michał Starobrat
Michał Starobrat
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Nie jesteśmy przeciwni przekształcaniu galerii handlowych w funkcję mieszkaniową. Chodzi jedynie o to, aby na etapie planu ogólnego zastosować jednakowe zasady dla wszystkich inwestorów. W przeciwnym razie nie jesteśmy w stanie wyjaśnić, dlaczego jednemu centrum handlowemu dajemy zielone światło, a innemu nie. Na etapie uchwalonego planu miejscowego można przecież zaprosić każdego inwestora do procedury ZPI (Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego). Wtedy nie w zaciszu gabinetu prezydenta czy komisarza i nie w pokoju klubowym radnych, ale jawnie, z udziałem mieszkańców i wszystkich zainteresowanych stron, będzie można wypracować decyzję, czy dany teren warto przekształcić w zabudowę mieszkaniową, czy np. wielofunkcyjną. 

Chodzi o pełną transparentność, a nie o sytuację, w której – jak wynika z docierających do mnie plotek – duzi, doświadczeni inwestorzy mają już obronione swoje interesy w aktualnej wersji planu, a ci mniejsi zostają pominięci. Nie można dopuszczać do tego, by takie miejskie legendy stawały się faktem. Jeśli jedna galeria dostanie zgodę, a druga nie, to tylko potwierdzi zarzut o indywidualnym, nietransparentnym podejściu.

Urzędnicy, dyrektorzy i komisarz Kracik zapraszali państwa do pracy nad 20-kilkoma niepewnymi tematami. Jak to się skończyło w praktyce?

Tak, prezydent Kracik zaprosił nas do współpracy i jak najbardziej wzięliśmy udział w pracach tego zespołu. Nigdy jednak nie przedstawiono nam całego dokumentu. Omówiliśmy zaledwie kilka procent obszaru miasta – owe 20 parę problematycznych punktów. Po ich przeanalizowaniu mieliśmy przejść do prac nad poszczególnymi dzielnicami, by omówić cały Kraków.

W momencie, gdy zakończyliśmy dyskusję nad kwestiami, na których zależało komisarzowi Kracikowi i urzędnikom, prace nagle przerwano. Niektórzy radni dostali nawet od komisarza podziękowania za udział w zespole.

Dziś obawiamy się sytuacji, w której pokazano nam zaledwie kilka procent miasta, a za chwilę pełniący funkcję prezydenta komisarz Kracik zaprezentuje gotowy plan i powie: „nad tym dokumentem pracowali nie tylko urzędnicy, ale i radni”. Dlatego ważne jest, aby wyraźnie wybrzmiało: pokazano nam tylko ułamek planu.

Coś pan jednak wyłapał?

Podczas spotkań mapa była szybko przewijana z jednego punktu do drugiego. Zerknąłem np. na Jugowicę – to moja dzielnica, więc znam ją bardzo dobrze. Charakteryzuje się ona niemal w 100 procentach zabudową jednorodzinną. Okazało się, że po drugiej stronie ulicy Jugowickiej nagle ma pojawić się wysoka zabudowa wielorodzinna. 

Na moje pytanie: „Dlaczego tam planuje się bloki?”, usłyszałem odpowiedź: „Panie radny, to nie jest problem, który chcemy teraz omawiać, tu nie ma żadnych wątpliwości”. Takich miejsc jak Jugowica, które nagle mają przekształcić się w zabudowę wielorodzinną, może być w mieście bardzo dużo.

Stąd moja przestroga: jeżeli komisarz Kracik będzie mówił, że radni uczestniczyli w pracach i ich uwagi zostały uwzględnione, będzie to rozmywanie rzeczywistości. Nasze uwagi – nawet jeśli zostały przyjęte – dotyczyły zaledwie kilku procent obszaru Krakowa