Wnuki polskich emigrantów wracają do kraju. Świat staje na głowie czy wraca na nogi?
„Chcemy iść w inną stronę”
– Liryka nam wychodzi, epika czy tragedia mniej. Może to nie przypadek, że to właśnie krakowski teatr wchodzi na bardziej politycznie krytyczną ścieżkę – takimi słowami w liście do zespołu teatralnego zwróciła się Agnieszka Holland, ambasadorka ścieżki „Polska: sprawdzam”.
To właśnie jej inauguracją jest najnowsza premiera Narodowego Teatru Starego w Krakowie „E:/migranci”. Tym samym instytucja kontynuuje zaplanowany na trwający sezon program artystyczny, realizowany w nowatorskiej koncepcji sześciu ścieżek tematycznych.
– Przykładowo na warszawskich scenach repertuar jest bardzo klasyczny, w mojej ocenie dość bezpieczny. My chcemy iść zupełnie w inną stronę i wziąć odpowiedzialność za rzeczywistość, która nas otacza – zapowiadał plany instytucji dyrektor artystyczny Jakub Skrzywanek.
Sztuka ma być właśnie odważnym głosem w dyskusji o współczesnym świecie, w którym granice zmieniły swój kształt. Publiczność zostanie skonfrontowana z pytaniem: czym dzisiaj jest dom i czy można do niego wrócić?
Dialog z dziełem Mrożka
„E:/migranci” będą mieć swoją premierę 6 listopada na Nowej Scenie teatru przy ulicy Jagiellońskiej. Sztuka jest bezpośrednim nawiązaniem do klasyki polskiej literatury. Reżyser Mikita Iłynczyk odwraca jednak sytuację znaną z „Emigrantów” Sławomira Mrożka.
Zamiast po raz kolejny pytać o powody emigracji, sztuka odwraca perspektywę. Jej głównymi bohaterami są wnuki tych, którzy przed laty opuścili Polskę. Kiedy decydują się na powrót do kraju przodków, przeżywają szok.
Scenicznej wizji Polski bliżej bowiem do kultowej „Seksmisji” niż do naszej rzeczywistości. Bohaterowie zastają państwo wysoko rozwinięte, w którym rola mężczyzn jest marginalna, a władze kładą nacisk na demografię i jednolitość rasową.
Nie bez powodu Mikita Iłynczyk nazywa swoje dzieło absurdalno-komediową dystopią. Reżyser zwraca uwagę na paradoks, który przejawia się coraz częściej wśród dzisiejszego społeczeństwa: dawne raje dla emigrantów stają się miejscami, z których sami obywatele najchętniej by wyjechali.
– Świat jakby stanął na głowie — albo przeciwnie, może właśnie próbuje stanąć z powrotem na nogach? – zauważa Iłynczyk.
Test na polskość
Reżyser doświadczenia bohaterów oparł na własnych przeżyciach. Jako polsko-białoruski artysta sam przeszedł przez proces repatriacji, dlatego w sztuce zawarł również urzędowe egzaminy i formalności, które muszą spełnić kandydaci do powrotu.
Na scenie dojdzie do zderzenia dwóch różnych postaw. W rolę wnuka emigranta, który w 1972 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych, wciela się Adam Nawojczyk, z kolei repatrianta ze Wschodu gra Michał Majnicz.
– Dla mnie najciekawsze było zderzenie postaw tych dwóch Polaków, którzy mają polskość zapisaną w aktach urodzenia, a jednak przyjeżdżają do państwa, w którym wcale się nie wychowali – zdradza reżyser.
Aby jeszcze mocniej pokazać urzędowy absurd, Iłynczyk wplótł w sztukę specyficzny „test integracyjny” dla widowni. Nawiązuje on do jego osobistych zmagań, gdy podczas wyrabiania Karty Polaka został zapytany o ulubiony deser Jana Pawła II.
Owocna współpraca
Poza Majniczem i Nawojczykiem publiczność zobaczy na scenie również Annę Paruszyńską-Czacką. Zespół aktorski podkreśla, że praca z reżyserem była bardzo merytoryczna i rozwijająca.
– To młody reżyser, który wie, czego chce, a to wcale nie jest częste. Przyszedł doskonale przygotowany, z własnym tekstem i bardzo precyzyjną wizją. Jasno komunikuje aktorom swoje oczekiwania, co przekłada się na konkretne rozwiązania sceniczne – chwali współpracę Michał Majnicz.
Zgodnie z jego relacją Iłynczyk nie ograniczał się jedynie do własnych rozwiązań, a chętnie wysłuchiwał i implementował pomysły aktorów.
***
Po premierze kolejne pokazy sztuki odbędą się 7-8 i 10 listopada oraz 5-6 grudnia.