„Wiocha, akt desperacji i pod publiczkę”. Kapitan Wisły dosadnie o Klichu

W Wielkich Derbach Krakowa Wisła pokonała 2:1 Cracovię. – Marzyłem o takim zwycięstwie – mówi Alan Uryga, kapitan Wisły. Komentuje też skandaliczne zachowanie kapitana Cracovii w ostatnich minutach spotkania.

Zwycięstwo w derbach smakuje wyjątkowo?

Alan Uryga (kapitan Wisły Kraków): Życzyłbym sobie, żeby każdy mecz kończył się w taki sposób. To mecz derbowy, więc wynik jest ponad wszystko. Dopisujemy trzy punkty i reszta mnie nie interesuje.

Derby są jak finały, trzeba je wygrać.

Podzielam to zdanie. Gdyby przed meczem ktoś powiedział, że wygramy 1:0 po bramce samobójczej lub 5:4 po moich dwóch samobójach, brałbym to w ciemno. Marzyłem o takim wyniku, marzyłem o zwycięstwie. Bardzo się cieszę.

W pierwszej połowie byliście lepsi, zasłużenie prowadziliście. Po przerwie zabrakło wam trochę utrzymania się przy piłce. Dlatego cofnęliście się tak głęboko do defensywy?

Zabrakło nam przede wszystkim spokoju. Jestem przekonany, że przy naszej jakości piłkarskiej, którą pokazywaliśmy w tym sezonie, powinniśmy kontrolować ten mecz. Daliśmy się wciągnąć w prostszą grę – mecz walki, bardziej agresywne widowisko. Jeśli mogę czegoś żałować, to właśnie tego. Koniec końców jest zwycięstwo i o to chodzi w tych derbach. Zrzucam to trochę na karb wagi tego meczu. Pewnie wszystkim chodziło już o to, żeby wyszarpać trzy punkty, niezależnie od okoliczności.

W końcówce brzydko zachował się Mateusz Klich, który za kopnięcie Jeremy'ego Guillemenota obejrzał czerwoną kartkę.

Nie chcę powiedzieć czegoś głupiego, żeby potem nie było nagłówków, ale było to absolutnie skandaliczne zachowanie. Jakieś dziwne zagranie pod publiczkę. Może dlatego, że Cracovia przegrywała? Może wierzyła w odwrócenie losów meczu, ale chyba nie do końca. To był akt desperacji, żeby po meczu rozeszło się wśród kibiców, że „ja walczyłem, skopałem Wiślaka i zrobiłem swoje”. Absolutnie niezrozumiałe zachowanie. Myślałem, że Mateusz Klich jest troszeczkę rozsądniejszą osobą.

Mecz Wisła Kraków - Cracovia
Mecz Wisła Kraków - Cracovia
Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

Trudno było utrzymać emocje na wodzy? Wydaje się, że wy bardziej chcieliście grać w piłkę, a Cracovia skupiła się na walce.

Chłodne głowy, jeśli już, to charakteryzowały nas w tym meczu. Jestem bardzo dumny z chłopaków, że utrzymaliśmy wysoki poziom agresywności, ale takiej pozytywnej – nie mówię tu o żadnych chamskich zachowaniach. Nie odstawialiśmy nogi, a to nie zawsze było takie oczywiste ze względu na specyfikę naszej drużyny. Dźwignęliśmy to mentalnie, a także pod względem boiskowej walki i agresji.

Pan też starł się w tej sytuacji z Karolem Knapem. Ręce poszły w ruch. Sędzia was oszczędził?

Ręce poszły w ruch u każdego. Zbulwersowało mnie to, że Mateusz Klich odstawia taki numer, a pierwsza na murawie pojawia się ławka Cracovii i zgłasza jakieś pretensje, jakby chciała coś ugrać. To też było jakieś zagranie pod publiczkę. Wiocha.

Pan zareagował w obronie drużyny.

Tak, zawsze tak działam w obronie kolegów. Kiedy widzę, że wbiega rozpędzony zawodnik, który siedział na ławce i próbuje wariować, staram się mu delikatnie wyperswadować, że w tym momencie jego miejsce jest na ławce.

Kibice Wisły w trakcie meczu z Cracovią
Kibice Wisły w trakcie meczu z Cracovią
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

Duża satysfakcja: wysłuchać po końcowym gwizdku „Time to Say Goodbye” i powiedzieć: Wisła Pany?

Wielka rzecz. Marzyłem o tym, żeby ten mecz zakończył się naszym zwycięstwem. Była długa przerwa, jeśli chodzi o mecze derbowe, a ja sam tylko raz miałem okazję cieszyć się ze zwycięstwa w meczu z Cracovią. Mógłbym tak wymieniać dalej, bo tych powodów do radości jest wiele.

Wciąż macie trochę do zrobienia, jeśli chodzi o tę rundę. Jeszcze nie wygraliście na wyjeździe. Z drugiej strony, jeśli pokonacie Motor Lublin, wygracie wszystkie domowe mecze. To może być coś wielkiego, bo nie zdarzało się to nawet za czasów tej wielkiej Wisły.

Jeśli mamy mówić o małych celach, to brak zwycięstwa na wyjeździe ciąży nam najbardziej. Zbudowaliśmy twierdzę u siebie, ale musimy zacząć punktować na wyjazdach, jeśli chcemy myśleć o czymś więcej niż spokojne utrzymanie.

Notował i rozmawiał: Mateusz Kaleta