Wisła nadrabia walecznością. „Energia kibiców była przekazywana piłkarzom”
Gorsza druga połowa
Krakowianie źle zaczynali rywalizację przeciwko GKS-owi Katowice u siebie i przede wszystkim na wyjeździe z Piastem Gliwice. Spotkanie z Wisłą Płock różniło się od dwóch poprzednich występów Krakowian po powrocie do ekstraklasy. Dobrze weszli w mecz, objęli prowadzenie i jeszcze przed przerwą szybko odpowiedzieli na gola wyrównującego.
W drugiej połowie goście nie mieli wielu sytuacji podbramkowych, natomiast posiadanie piłki przez gospodarzy spadło z 56 do 43 proc. Wiślacy nie są już dominatorami, jak w I lidze, jednak w piątek zbyt długo funkcjonowali w obronie niskiej. Skupieni głównie na defensywie, tracili siły.
– Natomiast gratuluję zespołowi, bo na pewno wykazał się bardzo dużą determinacją i zaangażowaniem. Nie możemy odmówić mu tych cech – podkreśla trener Mariusz Jop.
Kibice Wisły na szóstkę
Stadion przy ul. Reymonta znów się wypełnił. Tym razem nie było fanów gości, bojkotujących Wisłę Kraków, dlatego komplet 33 tysięcy gardeł wspierał gospodarzy.
Kibiców Wisły komplementował też Rafał Mikulec, który miesiąc po 29. urodzinach i ponad rok po poważnej kontuzji zadebiutował w ekstraklasie.
Błąd Dudy czy spryt Pacheco?
Biała Gwiazda straciła gola po przechwycie rywali w środku pola i zagraniu za plecy obrońców. Said Hamulić świetnie wykorzystał precyzyjne dogranie i z zimną krwią pokonał Marcela Łubika.
Trener Jop uważa, że w tej sytuacji należy przede wszystkim pochwalić Daniego Pacheco, który przewidział zagranie Kacpra Dudy i był bardzo dobrze ustawiony.
Stres jeszcze jest
Wiślacy na starcie sezonu popełniają sporo błędów, co nie powinno bardzo dziwić, bo większość piłkarzy dopiero oswaja się z ekstraklasą.
– W niektórych momentach widać jednak trochę stresu u niektórych piłkarzy. Brakuje troszeczkę spokoju. Natomiast ta pierwsza połowa dała poczucie, że większość etap poznawania i lekkiej nerwowości ma już za sobą. U niektórych jeszcze tak nie jest, ale czas działa na naszą korzyść – podkreśla szkoleniowiec.
W nowej piłkarskiej rzeczywistości błędy są mocniej karane niż w I lidze. – Jest dużo więcej jakości u rywala – mówi Jop.