„Jeśli tego nie zrozumiemy, Płaszów i Rybitwy zostaną skazane na chaos”

– To nie było tak, że Jerzy Muzyk wymyślił budowę „Manhattanu” na Płaszowie i Rybitwach – zresztą nigdy nie lubiłem tego określenia. Wynikało to z oficjalnych dokumentów – mówi dla LoveKraków.pl były wiceprezydent Krakowa.

Bartosz Dybała, LoveKraków.pl: Skąd w ogóle wziął się pomysł na Nowe Miasto? To była pańska wizja?

Jerzy Muzyk, były wiceprezydent Krakowa ds. zrównoważonego rozwoju: Zaczęło się od tego, że poważnie potraktowaliśmy dokumenty urzędowe. Mówię „my”, bo oczywiście nie było to zadanie jednego urzędnika.

Nowe Miasto zostało zdefiniowane już w studium zagospodarowania przestrzennego z 2014 roku. Później pojawiło się jako jeden z trzech celów strategicznych w Strategii Rozwoju Miasta Krakowa.

Tak naprawdę próbowałem jedynie urzeczywistnić zapisy tych dokumentów.

To nie było tak, że Jerzy Muzyk wymyślił budowę „Manhattanu” na Płaszowie i Rybitwach – zresztą nigdy nie lubiłem tego określenia.

Wynikało to z oficjalnych dokumentów, które zatwierdzili w większości ci sami radni, którzy później bardzo mocno krytykowali projekt Nowego Miasta.

Był pan do tego projektu przekonany?

Tak.

A dziś?

Nadal jestem.

Dlaczego?

Bo to projekt, który zdecyduje o tym, czy Kraków będzie grał – używałem kiedyś takiego porównania – w Lidze Mistrzów, czy pozostanie na poziomie Ligi Europy albo Ligi Konferencji.

Komisja Europejska prognozuje, że do 2050 roku trzy czwarte mieszkańców Europy będzie żyło w dużych aglomeracjach. Albo Kraków pozostanie w tej grupie miast, albo z niej wypadnie.

Już podczas prac nad studium postawiono pytanie: jeżeli Kraków nadal będzie przyciągał mieszkańców – a przyciąga głównie dzięki migracji – to gdzie ci ludzie będą mieszkać?

Jerzy Muzyk
Jerzy Muzyk
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Nowe Miasto zakładało przede wszystkim budowę mieszkań. Mówiliśmy o około 35 tysiącach nowych lokali oraz miejscu do życia i pracy dla około 100 tysięcy osób.

Płaszów i Rybitwy to niejedyny obszar Krakowa, gdzie można budować mieszkania.

Tak, ale jednocześnie nie można dalej dogęszczać już ukształtowanych urbanistycznie fragmentów miasta.

Trudno wyobrazić sobie intensywną zabudowę takich obszarów jak Azory czy zachodnia część Krakowa, która pełni funkcję zielonego klina.

Dlatego już w studium z 2014 roku wskazano Płaszów i Rybitwy jako obszar przyszłego rozwoju.

A jednak wybuchły protesty.

Tak, bo musiały.

Trzeba pamiętać, że tuż przed rozpoczęciem prac nad projektem Nowego Miasta radni uchwalili plan miejscowy oparty jeszcze na wcześniejszych założeniach, który utrwalał funkcje przemysłowe tego terenu. Nie dziwię się więc, że pojawił się opór.

Co jeszcze zawiodło? Dlaczego projektu nie udało się zrealizować?

Popełniliśmy błąd w komunikacji z przedsiębiorcami.

Wydawało nam się, że skoro plan będzie wdrażany przez około 20 lat, dostrzegą oni jego potencjał. Tym bardziej, że nie oznaczał on likwidacji istniejącej działalności.

Plan ograniczał możliwość realizacji nowych obiektów, ale modernizacje, przebudowy czy dostosowywanie zakładów do zmieniających się wymogów nadal byłyby możliwe.

Sądziłem, że skoro proponujemy atrakcyjny projekt, który zwiększy wartość nieruchomości również przedsiębiorców, zostanie on lepiej odebrany. Okazało się jednak, że oczekiwania były inne.

A co było gwoździem do trumny?

Nie powiedziałbym, że ten gwóźdź został wbity.

Z formalnego punktu widzenia odrzucono projekt planu Nowe Miasto, ale nie uchylono uchwały o przystąpieniu do zmiany planu dla Płaszowa i Rybitw. Droga do dalszych działań pozostaje otwarta.

Największym problemem jest jednak to, że czas działa na niekorzyść tego obszaru.

Już dziś obserwujemy rozwój zabudowy mieszkaniowej w sąsiedztwie terenów przemysłowych, m.in. w rejonie ulic Śliwiaka i Christo Botewa. Jeżeli kolejne władze będą odkładały uporządkowanie tej przestrzeni, konflikty będą się pogłębiać.

Czy bez wyprowadzki części przedsiębiorstw – zwłaszcza tych związanych z gospodarką odpadami – Nowe Miasto nadal ma szansę powstać?

Myślę, że tak. 

Choć oczywiście rozsądna wydawała się proponowana przez nas przeprowadzka na tereny nowohuckiego kombinatu. Staraliśmy się, żeby przygotować tamtejszy obszar pod potrzeby przedsiębiorców z Płaszowa i Rybitw.

Oczyszczalni ścieków nie przeniesiemy, ale w tym przypadku realizowane są milionowe inwestycje, które mają ograniczyć problem odorów.

Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Jak widzi pan Płaszów i Rybitwy za 20-30 lat?

Myślę, że ostatecznie kierunek zmian będzie podobny do tego, który zakładało Nowe Miasto.

Prędzej czy później zmieni się profil działalności części przedsiębiorstw. Niektóre firmy mogą dojść do wniosku, że utrzymywanie swoich siedzib w tej lokalizacji stanie się dla nich zbyt kosztowne.

Takie procesy obserwowaliśmy już w Krakowie. Firmy wyprowadzały się ze śródmieścia czy z Krowodrzy i szukały nowych lokalizacji.

Czyli wyprowadzka poza Kraków?

Nie chciałbym tego. Przedsiębiorcy z Płaszowa i Rybitw to ważny element gospodarki miasta. Ponad 20 procent krakowskiego PKB pochodzi z klasycznej produkcji, a nie wyłącznie z usług.

Dlatego musimy znaleźć rozwiązanie, które pozwoli tym firmom pozostać w granicach administracyjnych Krakowa.

Nowe Miasto
Nowe Miasto

Dlaczego właśnie ten teren okazał się tak trudny? W Krakowie protesty zdarzają się często, ale tutaj konflikt wydaje się wyjątkowo silny.

Przede wszystkim dlatego, że protestujący są bardzo dobrze zorganizowani. Mają do tego prawo.

Ale moim zdaniem w tej dyskusji często pojawiały się również argumenty, które nie były zgodne z rzeczywistością. Przecież nie jest tak, że wejście w życie planu Nowe Miasto oznaczałoby z automatu likwidację miejsc pracy. 

Taki przekaz utrudniał dojście do porozumienia.

Jest jeszcze jedna kwestia: może po prostu mieszkańcy nie oczekują wielkich wizji, tylko chcą rozwiązań ich problemów tu i teraz. Drogi na terenie Płaszowa i Rybitw są w fatalnym stanie.

Zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego chcieliśmy remontować drogi, budować linię tramwajową z Małego Płaszowa na Złocień, przedłużyć ulicę Domagały. 

Projekt Nowego Miasta naprawdę nie wyklucza bieżących inwestycji. Jeśli tego nie zrozumiemy, Płaszów i Rybitwy zostaną skazane na chaos.