Stanisław Kracik: Powiadomiłem CBA, bo zawsze pojawiają się silne naciski
Patryk Salamon, LoveKraków.pl: Stwierdził Pan wprost, że Płaszów i Rybitwy mają być dalej terenami przemysłowymi i odrzuca Pan pomysły, żeby pojawiła się tam zabudowa mieszkaniowa. Z czego wynika ta decyzja?
Stanisław Kracik, pełniący funkcję prezydenta Krakowa: Jeżeli prześledzi pan moje wypowiedzi z ostatnich dwóch lat, to zobaczy pan, że zawsze podnosiłem wątek gospodarczy. Miasto przez lata inwestowało w infrastrukturę prospołeczną – potrzebną, ale generującą koszty – a jednocześnie nie wzmacniało bazy dochodowej budżetu. Ta nierównowaga jest widoczna w zadłużeniu i napięciach budżetowych. Dlatego uważam, że trzeba zrobić wszystko, by bazę dochodową budować i wzmacniać.
Jeżeli mówimy o planach zwiększenia liczby mieszkańców nawet do miliona trzystu tysięcy, to musimy stworzyć dla nich miejsca pracy, a szczególnie chronić te, które już są, i nie stwarzać dla nich zagrożenia.
Dopuszczanie zabudowy mieszkaniowej tuż obok istniejącego zakładu przemysłowego to prosta droga do konfliktu społecznego. Mieliśmy taki przykład, kiedy hotel dla pielęgniarek wybudowano obok istniejącego zakładu pracy, co doprowadziło do konfliktu o hałas i w efekcie do przeniesienia działalności firmy poza Kraków.
Trzeba mieć świadomość, że istniejące funkcje gospodarcze wymagają ochrony, gdyż trudno będzie uzyskać społeczną akceptację dla nowych lokalizacji. Dlatego, planując przestrzeń, musimy starać się unikać sąsiedztwa zabudowy mieszkaniowej i przemysłu. Albo tworzy się strefę jak w Niepołomicach – kilkaset hektarów bez jednego domu, konsekwentnie chronioną – albo mieszając obie funkcje, mieszkaniową i przemysłową, kreuje się problemy społeczne i bałagan urbanistyczny.
Był pomysł, aby firmy odpadowe przenieść na teren kombinatu. Czy miasto postawi im jasny warunek: albo hermetyzacja i spełnienie standardów środowiskowych, albo wyprowadzka, choćby do Nowej Huty?
Wszystkie firmy muszą spełniać standardy szeroko rozumianej ochrony środowiska. Jeżeli się tego konsekwentnie pilnuje, biznes na początku narzeka, ale ostatecznie realizuje wymagane zabezpieczenia i instalacje.
Wszystko da się zrobić, pod warunkiem że przy decyzjach środowiskowych jesteśmy konsekwentni. Nie można udawać, że da się przenieść uciążliwe technologie w inne miejsce tylko dlatego, że ktoś chce wprowadzić tam budownictwo mieszkaniowe. Trzeba likwidować uciążliwości tam, gdzie powstają, i nie dokładać do tego zabudowy mieszkaniowej. Dzielnica XVIII – Nowa Huta nie zaakceptuje takich relokacji.
Hermetyzacja oczyszczalni ścieków to duży koszt, ale jest realizowana i zostanie dokończona. Kompostownię jednej z firm trzeba albo zamknąć, albo przeorganizować w taki sposób, by cały proces odbywał się w zamkniętej hali, bez emisji odorów na zewnątrz.
Wspominał Pan o osiedlu planowanym przy jednej zajezdni MPK. Prosił Pan, żeby na ogrodzeniu pojawiła się informacja o nocnych wyjazdach autobusów. Mieszkańcy powinni mieć z góry jasno powiedziane, że „tu się pracuje”?
Tak, mieszkańcy powinni wiedzieć, jakie warunki zastaną. Prosiłem, żeby na ogrodzeniu zajezdni umieścić informację – zgodnie z uchwałą krajobrazową – że o trzeciej i czwartej w nocy wyjeżdżają autobusy, bo jest to czynne miejsce pracy.
Uzgadniam też z wydziałem architektury banner przy ul. Centralnej, z ostrzeżeniem, że mamy do czynienia z nielegalną budową, bo obiekt nie ma odbioru gminy. Zależy mi na tym, żeby ci, którzy decydują się tam na wynajem, od początku wiedzieli, gdzie się wprowadzają.
W Niepołomicach zawiesił Pan tabliczkę, że za stan drogi odpowiada powiat, a nie gmina. Czy takie komunikaty – pokazujące palcem, kto za co odpowiada – są Pana świadomą metodą rozmowy z mieszkańcami?
Tak. Mieliśmy też w Niepołomicach przykład budynku-ruiny przy Zamku – przygotowaliśmy wizualizację tego obiektu na tle mapy miasta. Taki stan trwał kilka lat, aż w końcu inwestor zrealizował tę koncepcję. Dziś działa tam m.in. lokal gastronomiczny, są lody, życie wróciło w to miejsce.
A wracając do samowoli przy Centralnej – miasto nie może siedzieć cicho, gdy ktoś bezczelnie łamie prawo, stawia bez zgody budynki, a potem oczekuje, że będziemy się jeszcze troszczyć o tych, którzy tam zostali nielegalnie wpuszczeni. Uważam, że skarbówka powinna zająć się korzyściami z nieodebranego budynku – to są nielegalne biznesy. Nie wiem, co robiły w tych sprawach służby w Krakowie. Już dawno należało podjąć zdecydowane działania.
Dlaczego w sprawie planu ogólnego zdecydował się Pan zawiadomić CBA?
Dlatego, że przy decyzjach o tak dużych skutkach majątkowych zawsze pojawiają się silne naciski i lobbying. Nie jesteśmy naiwni – stawką są ogromne pieniądze związane z wartością nieruchomości.
Jako młody poseł poznałem model jawnego lobbyingu – tzw. lobbying hall w brytyjskim parlamencie – gdzie rozmowy z posłami odbywają się właśnie w tym miejscu, a nie na stacjach benzynowych czy w półprywatnych zakamarkach. Uważam, że CBA powinno przyglądać się procesowi tworzenia planu ogólnego, bo ma ku temu narzędzia.
Zapowiedział Pan zarządzenie dotyczące Zintegrowanych Planów Inwestycyjnych, wzorowane na artykule 16 o drogach, czyli tzw. cenniku dla deweloperów. Jak ma działać mechanizm opłat od metra kwadratowego?
Chodzi o jasną stawkę i prosty mechanizm. Jeżeli przyjmiemy 10 procent wartości średniej mieszkania z ostatnich trzech lat – dziś to około 9,5 tysiąca złotych za metr – to z tego wyliczamy stawkę od powierzchni użytkowej mieszkań (PUM).
W praktyce wychodzi to bliżej tysiąca złotych za metr, wnoszone osobno: 750–760 zł i osobno stawka 270 złotych na rozbudowę dróg. Różnica między rozwiązaniem zaproponowanym przez wiceprezydenta Mazura a jednolitą stawką od PUM mogła sięgnąć stosunku trzy do jednego i taka jest szacowana strata, na przykład na ZPI przy rondzie Ofiar Katynia.
Uważam, że oparcie się wyłącznie na operatach szacunkowych, zwłaszcza projekcyjnych, obarczone jest nadmierną uznaniowością, narażającą miasto na nieuzasadnione ryzyko. Operat projekcyjny – zakładający, jak wzrośnie wartość gruntu po ZPI – nie pozwala realnie ocenić zysku inwestora, a tym samym obiektywnie wyliczyć wpłatę dla miasta. A to może być materiał dla prokuratury.
Mechanizm PUM przyjęty i od ponad roku stosowany dla inwestycji drogowych jest przejrzysty i równy dla wszystkich. Oba stowarzyszenia skupiające deweloperów przyjęły go bez protestów, bo wszyscy mają takie samo obciążenie. Dla inwestycji biznesowych wprowadzimy preferencyjną stawkę 120 złotych, bo generują wyższe podatki i tworzą miejsca pracy.
Przejdźmy do strefy czystego transportu. Czy miasto powinno wydać jasny komunikat, że strefa nie dotyczy mieszkańców, czy raczej trzeba przygotować się na ostrzejsze normy i głębsze zmiany?
Sam komunikat nic nie zmieni, bo strefa od początku nie obejmowała mieszkańców. Za około dwa lata spodziewana jest nowa regulacja, bardziej rygorystyczna względem poziomów zanieczyszczenia dwutlenkiem azotu. Wszelkie planowane ruchy dotyczące strefy muszą to mieć na uwadze. Choć obecnie można by powiedzieć, że Kraków jest w zielonej strefie, to za dwa lata większość punktów pomiaru zapewne pokaże wartości powyżej dopuszczalnych, więc problem nie zniknie.
Gdybyśmy już teraz ograniczyli strefę do drugiej obwodnicy, która może wydawać się granicą naturalną, to jeszcze w kolejnym roku można by mówić, że nie wchodzimy w kolizję ze standardami europejskimi i nie narażamy się na kary. Ale w przyszłości tak będzie. A wówczas poszerzenie strefy wywoła kolejne emocje społeczne i będzie trudniejsze.
Granica strefy musi być czytelna – nie da się jej prowadzić plątaniną bocznych ulic. Czwarta obwodnica jest naturalną linią, trzecia obwodnica byłaby nią też, tyle że fizycznie jej nie ma. Uważam, że decyzja o przyszłości strefy czystego transportu jest na tyle strategiczna, że powinna zostać podjęta przez nowe władze. Przyszłość strefy będzie jednym z głównych wątków kampanii wyborczej, będą przedstawiane różne rozwiązania. Chcę, żeby poszczególni kandydaci wzięli odpowiedzialność za swoje obietnice w tej sprawie. My przygotujemy materiał poglądowy zawierający nasze propozycje. Pokażemy je niebawem. Ale niech ci, którzy ubiegają się o fotel prezydenta, wezmą w przyszłości odpowiedzialność za to, co w tej sprawie proponują.
Mieszkańcy wciąż odczuwają uciążliwości budowy linii tramwajowej do Mistrzejowic. Nie jest Pan zdenerwowany, jak to wszystko wygląda?
Stale zgłaszamy usterki i zastrzeżenia co do jakości i terminowości pracy wykonawcy i na bieżąco kontrolujemy to, co dzieje się na budowie. Pamiętajmy jednak, że linia do Mistrzejowic to zadanie wyjątkowo trudne, realizowane na czterech kilometrach żywej tkanki miasta, co wiąże się z dużymi uciążliwościami dla mieszkańców, ale jest też nie lada wyzwaniem dla wykonawcy.
Miasto wydawało polecenia zmian, choćby w sprawach zieleni czy przeniesienia tramwaju na poziom minus jeden, co z kolei wiązało się z istotnymi zmianami projektowymi i koniecznością aktualizacji decyzji zezwolenia na realizację inwestycji drogowej.
Wykonawca mówił o zakończeniu prac w sierpniu. Kiedy mieszkańcy realnie pojadą nową linią?
Kontrakt kończy się w sierpniu. Pierwszy dzień udostępnienia trasy ma nastąpić 31 sierpnia. Jeśli wykonawca nie dotrzyma tego terminu, zaczniemy naliczać kary. Teraz piłeczka jest po jego stronie.
Uruchomienie linii do Mistrzejowic łączy się z nową siatką połączeń, którą prezentowaliśmy niedawno. Jestem bardzo wdzięczny aktywistom, którzy intensywnie, wspólnie z ekspertami i studentami z Politechniki Krakowskiej, radnymi dzielnicowymi, pracownikami Zarządu Transportu Publicznego i innych jednostek miejskich, pracowali nad rozkładami jazdy i korektami dla autobusów i tramwajów. To była nietypowa, ale skuteczna metoda, chyba rzadko stosowana w Polsce, a w Krakowie praktycznie niespotykana. To przykład, że przy jednym projekcie mogą współpracować ludzie z bardzo różnych środowisk politycznych.
Przejdźmy do audytu w Zarządzie Infrastruktury Sportowej. Opublikowany raport jest bardzo ostry. Czy będą konsekwencje personalne?
Prosiłem Centrum Audytu i Kontroli Analitycznej, by przeprowadziło badanie zgodnie z zasadami zawodu, bez podpowiadania rozwiązań. Każda kontrolowana jednostka mogła zgłosić uwagi – ZIS zgłosił ich dużo, audyt szczegółowo się do nich odniósł. Nie przekonały one jednak kontrolerów, stąd takie, a nie inne zapisy protokołu pokontrolnego.
Nie publikowaliśmy zastrzeżeń ze strony Kraków Nowa Huta Przyszłości i Holdingu, bo część ich uwag została uwzględniona – nie ma powodu, by roztrząsać coś, co nie jest już przedmiotem sporu. Uważam, że przy tak poważnych raportach nie należy działać na ślepo.
Mamy stanowisko audytu i nieuznane kontrargumenty, ale one istnieją. Podstawą do decyzji kadrowych powinno być orzeczenie dokumentujące działanie na szkodę miasta. Raport to jedno, medialny obraz to drugie, a odpowiedzialność prawna – trzecie.
Czy mimo to rozważa Pan poproszenie dyrektora ZIS o rezygnację?
Przesłanką do podjęcia ewentualnych decyzji kadrowych powinno być stwierdzenie uprawnionych organów, czy mamy w tym przypadku do czynienia ze złamaniem przepisów, czy nie. Jestem daleki od wyciągania pochopnych wniosków. W sprawach personalnych należy zachowywać się z rozwagą. Więc natychmiastowych odwołań nie będzie.
Nie wykluczam jednak skierowania tej sprawy do organów i instytucji mających uprawnienia do weryfikacji, czy nie doszło w tym przypadku do złamania przepisów ustawowych, choćby w zakresie finansów publicznych, o ile taki wniosek wpłynie z Centrum Audytu i Kontroli Analitycznej.
Bez aktu oskarżenia prokuratora byłoby to trudne.
Zapewne. Już teraz wystąpiliśmy do rad nadzorczych spółek – również tych nieobjętych kontrolą – z prośbą o dołożenie szczególnej staranności i pogłębioną analizę przy dotacjach i działaniach marketingowych. Chodzi o to, by każde takie działanie było potrzebne i miało przełożenie na konkretne efekty.
Dlaczego prezes Kraków Nowa Huta Przyszłości nie pełni już tej funkcji?
Podał się do dymisji. Z tego, co wiem, było to związane z jego wcześniejszą działalnością.
Jak wygląda dziś jego sytuacja formalna?
Nie ma zakazu pełnienia funkcji kierowniczych. Sam złożył rezygnację, uznając, że skoro prokuratura wraca do sprawy sprzed czterech lat i stawia zarzuty, to nie byłoby dobrze, gdyby kierował spółką bardzo ważną dla miasta.
W firmie pozostaje, bo dla Nowej Huty Przyszłości zrobił bardzo dużo. Przyciągnął nowych inwestorów, zajął się rozwiązaniem kwestii dostępu do energii i odkupienia głównej stacji transformatorowej. Trudno powiedzieć, żeby nie odniósł sukcesów na tym polu.
Gdyby miał zakaz pełnienia funkcji, nie byłoby go w spółce – skoro takiego zakazu nie ma, nie widzę podstaw, by usuwać go z pracy.
Czy doświadcza Pan nacisków ze strony Koalicji Obywatelskiej, żeby powstrzymać się od niektórych decyzji, „nie być za bardzo do przodu”?
Rozumiem ludzi, którzy tak myślą, i nie mam do nich pretensji. Jeżeli wcześniej zarzucano miastu, że działa zbyt wolno, a teraz widzimy przyspieszenie…
Czyści Pan przedpole kandydatce KO?
Rozwiązuję problemy, które od miesięcy czekały na decyzję. Być może dla niektórych jest to czyszczenie przedpola. Dzięki temu kandydatka KO, jeśli wygra wybory, będzie mogła jeszcze przyspieszyć. Nie widzę tu jednoznacznego sprzeciwu kandydatów, nawet radnego Gibałę rozczarowałem, bo nie ma „złotych spadochronów”.
A wracając do nacisków – ja jestem na nie dość odporny. Uległem tylko w sprawie dyrektora Mariusza Graniczki, który chciał na dwa dni wrócić do szkoły.
Kto dzwonił i z czym?
Była prośba dyrektora, żeby mógł na dwa dni wrócić do szkoły i pożegnać się z uczniami. Uznałem, że tak powinno się zrobić, że pan Graniczka powinien móc pożegnać się z uczniami oraz nauczycielami. Moim zdaniem po 32 latach pracy dyrektorowi należało się godziwe pożegnanie. Takie rozwiązanie wywołało sprzeciw m.in. ze strony pani minister Nowackiej, pani marszałek Niedzieli i kuratorium.
Odpuścił Pan sprawę powrotu Mariusza Graniczki na stanowisko dyrektora szkoły?
Tak. Nie doszło do zmiany decyzji poprzedniego prezydenta. Uznałem, że nie ma sensu ścierać się z politykami w sprawie jednego dyrektora. W Krakowie jest wiele ważniejszych spraw, którymi powinienem się zająć.
Za miesiąc wygasa studium uwarunkowań. Dlaczego zdecydował się Pan opublikować plan ogólny, zamiast czekać na wyniki wyborów?
Wstępnie był plan, żeby projekt planu ogólnego, a także strategii rozwoju Krakowa opublikować na przełomie lipca i sierpnia. Oba projekty są gotowe, a wydziały merytoryczne wywiązały się ze swoich obowiązków. Uznałem jednak, że przed publikacją i wysłaniem do uzgodnień branżowych dokumentom tym powinien przyjrzeć się główny architekt miasta i jego zespół. Następny krok to będzie publikacja w BIP i rozpoczęcie wspomnianych uzgodnień. Czasu jest niewiele, bo kiedy skończy się obowiązywanie studium, bez planu ogólnego nie da się zrobić nic – zablokowane będą wszelkie działania planistyczne. Przeciąganie prac nad planem oznacza kolejne straty dla miasta.
No chyba, że to Pan wygra wybory i wtedy nie musi się Pan wdrażać.
Nie wiem, kto wygra wybory. Wydaje mi się jednak, że miasto powinno iść do przodu, a nie stać w miejscu.
Na koniec – czy Aleksander Miszalski nadal Panu doradza? Spotykacie się, sugeruje rozwiązania, konsultuje Pan z nim decyzje?
Rzeczywiście czasem rozmawiamy, ale te rozmowy polegają bardziej na wyrównywaniu informacji niż na formalnym doradztwie.
Dostaję pytania, odpowiadam. Czasem wyjaśniam Aleksandrowi, jak różne sprawy faktycznie się mają.
Jednak chyba nie ma teraz między Panami zbyt wielkiej przyjaźni. Przesunął Pan jego asystentów do obsługi bonu energetycznego.
Do bonu energetycznego nikogo nie przesuwałem „za karę”. Za organizację przedsięwzięcia związanego z bonem odpowiada dyrektor magistratu i jest to jedno z zadań miasta. Ja od początku uważałem, że nie ma konieczności tworzenia aż tak dużej liczby punktów i angażowania w to takiej rzeszy urzędników. Teraz już punktów jest mniej i osób delegowanych do bonu również. Zresztą uważam, że bon ciepłowniczy powinny obsługiwać osoby, których sytuacja zawodowa po referendum uległa zmianie.
Dla mnie kluczowe jest, by osoby posiadające tzw. pamięć instytucjonalną zachowały pracę. Mam tu na myśli np. pracownice pięciu sekretariatów (prezydenta i zastępców): z dwu‑, trzyosobową obsadą, dziś jest jeden z dwuosobową. Chcąc utrzymać miejsca pracy – mówimy o bardzo cennych pracownikach z dużą wiedzą, kontaktami i pamięcią instytucjonalną – lepiej dać im konkretne zadanie.
To są osoby, które pamiętają różne etapy funkcjonowania urzędu – to bardzo ważne przy podejmowaniu decyzji. Osoby blisko związane z byłym prezydentem, m.in. asystenci, nie zostały przeze mnie zwolnione.